reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
Generacje i Dom > budownictwo
czwartek, 20 kwiecień 2017 10:23

Każdy wie, że wiosna wita nas promieniami słońca, odradzającą się zielenią i kwitnącymi kwiatami. Budzimy się godzinę wcześniej, nie zakładamy na siebie już tylu warstw ubrań, więcej czasu możemy spędzać na świeżym powietrzu, nasz tryb życia ulega zmianie, ale czy nasze mieszkanie?

 

1

Gdy nasze wnętrza współgrają ze zmieniającymi się porami roku, lepiej się nam funkcjonuje. Zmiany można manifestować na różne sposoby. Metod na odświeżenie mieszkania na wiosnę jest mnóstwo i wcale nie trzeba robić generalnej transformacji wnętrz, by poczuć wiosnę w swoim domu i nastawić się na lato! Wybraliśmy dla was najbardziej praktyczne i szybkie sposoby.

 

Roślinność

Zaczął się sezon ogrodowy i ten czas możemy wykorzystać również do zasadzenia nowych roślin doniczkowych w naszym domu. Mogą to być pięknie kwitnące kwiaty np. Storczyk, Orliczka (Pteris), Fiołek afrykański, Hipeastrum (zwartnica), które będą ozdabiać nasze okna. Większe rośliny doniczkowe, które ustawimy w dowolnym miejscu w salonie, holu czy sypialni to np. Sagowiec (Cycas), Dracena, Szeflera. Mają one od 1 do 2 metrów wysokości, więc ożywią każde wnętrze i będą się w nim atrakcyjnie prezentować. W kuchni możemy uprawiać w doniczkach własne zioła np. miętę, bazylię, melisę, koperek, szczypiorek czy tymianek. To praktyczne rozwiązanie, które doda smaku nie tylko potrawom, ale także wnętrzu kuchni. Na zioła dostępne są pojedyncze doniczki, jak i połączone ze sobą donice i skrzynki, które możemy wybrać i dopasować do stylu naszej kuchni. Zyskamy funkcjonalną dekoracja, która wyjdzie nam na zdrowie. A jeśli się o nie troszczymy, możemy jeszcze zdecydować się na rośliny pochłaniające toksyny z powietrza, które będą nam oczyszczać powietrze i produkować tlen. Są idealne zwłaszcza w miastach, które mają problem ze smogiem. Mieszkając w takim środowisku możemy zdrowo oddychać i przy okazji urozmaicić ścianę lub półki w sypialni czy pokoju dziennym. Rośliny absorbujące toksyny z powietrza i produkujące tlen to: Areka żółtawa, Sensewieria gwinejska (wężownica), Rafidofora złota. Aby wyprodukowały tlen dla jednej osoby potrzeba ich jednak więcej, np. Sensewierii gwinejskiej 6-8 sztuk o wysokości ok. 70 cm.

Wiosenne akcenty

2Warto zadbać, aby we wnętrzu były obecne akcenty, które kojarzą się nam z wiosną i które będą na nas pozytywnie wpływać. Najbardziej oczywiste są kwiaty i one oprócz tego, że w wazonie mogą się znaleźć jako wzór na wielu przedmiotach. W kwiecisty motyw znajdziemy obrus, pościel, poszewki na poduszki np. na kanapę w salonie, podkładki, serwetnik, pled, dozownik na mydło, zastawę obiadową, sztućce itd. Po wejściu do sklepu z dekoracjami naszym oczom ukażą się steki rzeczy przeznaczonych na okres wiosnny. Wybierzmy to, co będzie dla naszych wnętrz najbardziej odpowiednie i przydatne. Jeśli mamy np. wzorzystą tapetę przy stole w jadalni, równie wzorzysty obrus w kwiaty spowoduje nieestetyczne stłumienie, ale np. serwetnik z ciekawym motywem lub miska na sałatkę będą miłym akcentem. Nie przesadzajmy też z ilością intensywnych detali, żebyśmy mogli spokojnie wypocząć lub skupić się na obowiązkach. Przy stoliku nocnym wystarczy wazon z kwiatami lub ramka, do której włożymy zdjęcie kwiatów np. z motywującym hasłem.

Przemeblowanie

Jeśli potrzebujemy większej zmiany, to przemeblowanie może okazać się świetnym wyjściem. Przemeblowując gabinet czy pokój dziecięcy, możemy wpaść na pomysł bardziej funkcjonalnego rozstawienia mebli i w ten sposób np. zyskać więcej miejsca. Warto spróbować, jeśli dotychczasowy układ pomieszczenia nam nie do końca odpowiada. Przy przemeblowaniu ważna jest organizacja przestrzeni, aby poruszało się nam łatwiej i wygodniej. Możemy także odpowiednio posegregować rzeczy i poukładać w szufladach np. w poręczne koszyczki, dzięki czemu będziemy mieć porządek i szybciej znajdziemy, to czego będziemy potrzebować. Wnętrzu szafy czy szuflady można dodać koloru stosując kolorowe lub z ciekawą grafiką pudełka i koszyczki. Gustowna organizacja sprawi, że całość będzie prezentować się harmonijnie, ale nie nudno.

 

Magdalena Gospodarek

piątek, 24 czerwiec 2016 09:34

Jednym z najczęściej wybieranych sposobów na stworzenie aranżacji pomieszczenia jest obecnie styl skandynawski. Jego popularność jest jak najbardziej zrozumiała: sprawia on, że wnętrza są jasne, przestronne, nieprzeładowane, a przy tym przytulne i przyjazne. Jak dobrać poszczególne elementy wystroju, by uzyskać pożądany efekt?

Źródłem skandynawskiej prostoty jest inspiracja światem natury. Wnętrza te charakteryzują się więc minimalizmem oraz funkcjonalnością. Znakiem rozpoznawczym tego stylu jest umiejętne wykorzystanie i łączenie stonowanych kolorów: szczególnie bogatej palety różnych odcieni bieli i szarości. Wbrew pozorom, podczas tworzenia aranżacji najtrudniejsze może okazać się zachowanie umiaru i bezpretensjonalności. W dzisiejszym świecie pełnym chaosu łatwo jest o zbyt dużą liczbę przedmiotów oraz tworzony przez nie bałagan. Jeśli jednak zadamy sobie trochę trudu i z sukcesem stworzymy eleganckie, oszczędne wnętrze, pomoże nam ono wyciszyć się i oczyścić z codziennego zgiełku. Słowa klucze potrzebne do zrozumienia stylu skandynawskiego to: równowaga, umiar i harmonia. Cechy te pomagają nam poczuć się bezpiecznie, a także efektywniej pracować i odpoczywać. Warto zauważyć, że tego typu stylistyka jest bardzo uniwersalna i odpowiednia dla różnych wnętrz. Z powodzeniem zastosujemy ją zarówno w kuchni, jak i w salonie, przedpokoju, sypialni czy pokoju dziecięcym.

sobota, 04 czerwiec 2016 09:18

Zapraszamy do obejrzenia Panelu III z konferencji Kobieta Charyzmatyczna, który odbył się 17.03.2016 w Teatrze "Kamienica" w Warszawie.

 

 

W trzeciej części spotkania omówiono temat kobiet, które postanowiły samodzielnie wybudować dom. Temat wydawałoby się męski został zdominowany przez panie. Wśród panelistek znalazły się: Alina Strześniewska, Prezes Zarządu, MFM Sp. z o.o., właścicielka Radio Kolor – wiele lat, z przygodami budowała rodzinny dom, Elżbieta Nemś, dyrektor Zabrzańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej, działaczka społeczna, Krystyna Pluta, 80-letnia, wice-prezes Koła Seniora w Gliwicach, działaczka społeczna na rzecz dzieci z domów dziecka, od niedawna podróżniczka, a także inne kobiety, które niemalże same wybudowały domy, np. Edyta Fatyga – zawodowa kuratorka rodzinna czy Joanna Głowacka-Kareł, lekarz-radiolog. Wiele przydatnych informacji przekazała także Zofia Rosińska, inż. budownictwa, współwłaścicielka firm: Drewo Haus aro Drewo Baum, która zbudowała setki ekologicznych oraz ekonomicznych budynków metodą szkieletową. Następnie Ewelina Stępień-Kunik, matka trójki dzieci opowiedziała o pasji rodzinnej – piłce nożnej oraz celach własnej firmy: Polish Soccer Skills. Bożena Czerwińska, doktorantka pedagogiki, terapeutka, mediatorka, opisała problem dzieci i rodziców cierpiących z powodu zespołu Aspergera. Magdalena Górska-Rudzka, specjalista ds PR Dr Irena Eris wypowiedziała się na temat wspierania talentów dzieci, w tym własnej córki, która uwielbia projektować sukienki. Sławomira Puchała właścicielka i założycielka firmy oraz twórca marki Victoria Day Spa zaprosiła wszystkich gości, a szczególnie panelistki, które już zbudowały swoje domy i zadbały o rodzinę do relaksu w jej gabinetach kosmetycznych.

sobota, 12 marzec 2016 10:33

Ekologia i ekonomia

 

Kasia wybudowała setki domów dla klientów, trzy dla siebie i rodziny. Gdzie mieszka obecnie? W domu ukochanego… Najpierw zobaczyła jego piękny dom przy drodze, którą jechała do pracy, potem zdobyła się na odwagę, żeby powiedzieć mu, co myśli o jego guście, aż w końcu wyszła za niego za mąż i wprowadziła się do budynku, którego nie zbudowała...

 

Katarzyna, szykowna pięćdziesięciokilkulatka, inżynier budownictwa. Po ukończeniu studiów na Politechnice Krakowskiej, pracuje przez kilka lat jako nauczycielka przedmiotów zawodowych w technikum budowlanym. Wychodzi za mąż, rodzi córkę, Magdę, i w 1989 roku wyjeżdża z rodziną do Niemiec. - Chcieliśmy polepszyć sobie warunki życiowe, było to kilka miesięcy przed zburzeniem muru berlińskiego – wspomina. - Gdyby zdarzyło się to wcześniej, może byśmy zostali w Polsce. W Niemczech mieszkają przez dziewięć lat. Początki są trudne, jak to bywa w sytuacji imigrantów. Większość czasu spędzają na kursie języka niemieckiego. Wynajmują niewielkie mieszkanie, mąż Kasi znajduje pracę w biurze projektów, a ona po dwóch latach, będąc w ciąży z drugą córką – Agatką, zakłada własną działalność gospodarczą. Jako podwykonawca przygotowuje projekty dla firmy, która buduje domy pod klucz, na bazie budownictwo szkieletowego.

- Budowanie domów metodą szkieletową było 20 kila lat temu zupełnie nową technologią w Polsce, w ogóle nie uczyliśmy się tego na studiach – przyznaje Kasia. - Znałam ją tylko ze słyszenia. Metoda ta oparta jest na tzw. technologii szkieletu drewnianego ciężkiego, który jest popularny szczególnie na rynku niemieckim, szwajcarskim czy austriackim. Konstrukcję budynku stanowi drewno, słupy drewniane, podwalina, która jest z drewna, oczep, który spina na górze ściany. Od tzw. tradycyjnych domów, budowanych z materiałów ceramicznych z cegły, pustaka, czy ytongu różni się tym, że tu cała konstrukcja jest drewniana. Wypełnieniem między słupami, czyli elementami konstrukcyjnymi, jest wełna mineralna. Są to domy ekologiczne, ekonomiczne i bardzo szybko się je buduje.

Od swojego zleceniodawcy Kasia otrzymuje gruby segregator z dokumentacją zawierającą wszystkie szczegóły: rozrysowane przykładowe ściany, połączenia okien, parapetu. Musi sama się tego wszystkiego uczyć, przeanalizować rysunki, dopytać się o trudniejsze kwestie, aż w końcu stwierdza, że już wie tyle, że może samodzielnie zająć się projektowaniem. Jest skrupulatna, nie popełnia błędów, więc otrzymuje coraz więcej zleceń. Miesięcznie wykonuje od 10 do 12 projektów, a rocznie od 100 do 120, więc łatwo obliczyć ile ich przygotowuje w ciągu sześciu lat pracy dla tej firmy. - Moje pierwsze projektyzweryfikowały moją przydatność, a praca ta stanowiła dla mnie ważne źródło dochodów.

 

Pierwszy własny dom: przewaga funkcjonalności nad formą oraz konsekwencja planowania

Kiedy Agatka skończyła trzy lata, rodzina Zosi wprowadza się do domu całkowicie przez nią zaprojektowanego. Mieszkają tu ponad cztery lata. Decyzję o jego zbudowaniu podejmują po dwóch latach pobytu w Niemczech. - Zaprojektowałam go zupełnie sama, bo kto miał wiedzieć lepiej niż ja, jaki dom będzie odpowiedni dla mojej rodziny! - mówi z rozbrajającą szczerością. Kiedyś chciała studiować architekturę, to było niespełnione marzenie, które później stało się jej hobby. Mieszkając wcześniej w M3 czy M4, Kasia dowiaduje się czego potrzebuję jako żona i matka dwójki dzieci oraz jako kobieta prowadząca własną działalność gospodarczą.

Tak projektuje swój pierwszy 140-metrowy dom (podpiwniczony, z pojedynczym wolnostojącym garażem), żeby był przede wszystkim funkcjonalny, a nie tylko piękny.- Wreszcie oprócz balkonu mogłam mieć swój ogródek i taras. Od razu wiedziałam, że dojście do niego ma być jak najprostsze, bez zbędnego pokonywania meandrów między fotelami i innymi meblami. Miał być więc blisko kuchni, ewentualnie aneksu, żebym niosąc tacę z napojami nie musiała się o nic potykać – mówi z przekonaniem. Zosia woli mieć o wiele mniejszą kuchnię, ale ważna jest dla niej spiżarka, w której umieszcza słoiki i wszystkie inne produkty spożywcze wymagające niższych temperatur. Kuchnia jej zdaniem ma być takim miejscem, żeby obracając się wokół własnej osi, miała dostęp do zlewu, lodówki i pieca.

Ponadto ktoś, kto mieszka w bloku z całą rodziną wie, co go denerwuje i czego mu brakuje, np. miejsc, w które można odstawić odkurzacz, deskę do prasowania, wiaderko z mopem, buty, buciki, itp. Dlatego projektuje garderobę od razu przy wejściu do domu, a nie małą wnękę, gdzie ciągle tworzyłby się bałagan ze względu na natłok ubrań, gdzie „winogrona” czapek, szalików ciągle spadałyby z wieszaków. Powstaje zamykana garderoba, z okienkiem, żeby była możliwość wietrzenia, aby pozbyć się niepożądanych zapachów, żeby wysuszyć buty, np. po powrocie dziewczynek z sanek.

Łazienka stanowi kolejne wyzwanie, bo w bloku bez względu na to, jak ją zagospodarowała i posprzątała, zawsze panował bałagan. Brakowało zamykanego miejsca na schowanie środków piorących, czyszczących, zmywaków, gąbeczek, szczoteczek, stert brudnych ubrań dzieci. Teraz może zaprojektować sobie taką, z której jest niewyobrażalnie dumna, która spełnia wszystkie jej wymagania. Bezpośrednio z łazienki jest wejście do pomieszczenia gospodarczego - domowej pralni z blaszanym zlewozmywakiem, pralką i suszarką rozłożoną na stałe. Miejsce to jest odpowiednio wentylowane dzięki oknu dachowemu. – Z praniem szło się do tego „brudownika”, gdzie pomimo nazwy jaką mu nadaliśmy, było czysto i miło, i miałam nareszcie taką łazienkę, jaką zawsze chciałam mieć - schludną i estetyczną.

Ostatnim, jednak bardzo ważnym, pomieszczeniem, które Zosia projektuje w tym domu jest jej duże biuro w piwnicy z osobnym wejściem, tak żeby klient nie musiał wchodzić na teren domu, tylko bezpośrednio do jej pracowni. Tam umieszcza biurka, stoły z komputerami i tam pracuje najczęściej nocami. - Chciałam mieć własną firmę, a nie szukać u kogoś zatrudnienia ze względu na małe dzieci. To była jedyna możliwość, żeby być przede wszystkim matką, a później przy okazji jeszcze pracować zawodowoi zarabiać własne pieniądze – wspomina, odgarniając energicznie jasne włosy z delikatnej twarzy. - Natkę zawoziłam rano do przedszkola, a potem albo gotowałam, albo sprzątałam, albo projektowałam. Najczęściej pracuje jednak nocą, kiedy wszyscy śpią, jest wtedy cicho, ma wreszcie spokój i może się skupić na planie domu, który aktualnie wykonuje. Teraz już by tak nie potrafiła, nie lubi się skarżyć, ale pamięta ten czas jako okres nieustannego zmęczenia i niedospania. Jej praca polega na planowaniu, nie od strony architektonicznej, bo dostaje od architekta mniej więcej gotową koncepcję, sama jednak musi to przełożyć pod kątem inżyniersko-budowlanym. Ustala, jaki ma być rozkład pomieszczeń często jedynie na bazie szkiców, które otrzymuje, wielokrotnie przygotowanych odręcznie z naszkicowanym zaledwie obrysem domu z podaną jego szerokością i wysokością kalenicy (najwyższą częścią dachu utworzoną na przecięciu połaci dachowych), a Zosia musi dopracować ten projekt tak, żeby ten dom funkcjonował, zaplanować wszystkie szczegóły techniczne: elektrykę, kanalizację, ogrzewanie.

Swój dom projektuje od samego początku, osobiście załatwia pozwolenie na budowę, ale do prac technicznych zatrudnia firmę, której pracę nadzoruje. Zauważa, że przewaga jakości usług firm niemieckich nad polskimi jest wówczas ogromna, obecnie nie ma już takich różnic. Natomiast ma większe trudności z zorganizowaniem w Niemczech takiego miniprzetargu dla kilku firm na wykonanie domu na podstawie własnego projektu.

Sama wybiera kafelki, materiały na podłogi, blaty i fronty mebli kuchennych. - Pierwszym problemem była rozbieżność finansowa pomiędzy tym, co mi się podobało, a tym, na co mogłam sobie pozwolić. Wchodziłam do studia z kafelkami, natychmiast wpadały mi w oko te, które chciałam mieć u siebie, a one były oczywiście najdroższe i nie stać mnie byłona nie– opowiada. - Ponadto, praktycznie po raz pierwszy mierzyłam się z problemem wyboru, w tamtym czasach nie miałam takich dylematów, w Polsce nie było takiej sytuacji, bo u nas trudność stanowiło znalezienie jakichkolwiek materiałów remontowo-budowlanych. Trzeba iść na kompromis, zabiera dwuletnią córeczkę i udaje się na poszukiwanie końcówek serii, z których robi później piękną toaletę. W ten sam sposób znajduje też porcelanowe kafle na kominek.

- Od wbicia łopaty w grunt do momentu wprowadzenia się upłynęło dokładnie dziewięć miesięcy, trwało to tyle, co ciąża – śmieje się. Zaważa też, że dom powinien być skrojony pod jego właściciela czy użytkownika – taki na własną miarę. Dlatego każdy jej dom był inaczej zaprojektowany.

 

Powrót do Polski i budowanie nowego domu

Do Polski wraca wraz z rodziną w 2000 roku. Już wcześniej kupują działkę budowlaną oraz składa wniosek o pozwolenie na budowę, przygotowując sobie powrót do ojczyzny. Kolejny dom ma być skrojony na ich nowe potrzeby. Dzieci są już nieco starsze, młodsza córka ma rozpocząć naukę w szkole, a starsza pójść do 8 klasy. - Ja też, zawodowo, chciałam iść do ludzi, mieć z nimi częstsze kontakt, więc nie planowałam biura w domu. W tych okolicznościach stwierdziłam, że piwnica nie będzie nam potrzebna - zauważa. Nie chce też ozdobnych balkonów, bo to zawsze stwarza ryzyko dla bezpieczeństwa dzieci, a stanowi niepotrzebny wydatek oraz przysparza dodatkowego wysiłku podczas mycia kafelków, utrzymywania go w porządku. Stwierdza natomiast, że można wprowadzić więcej światła do sypialni dzięki balkonom francuskim. Projektuje tym razem dwa tarasy, jeden przy samej kuchni i drugi z dużego pokoju dziennego. Częściej jednak korzystają z tego pierwszego, który jest częściowo zadaszony, więc daje schronienie przed wiatrem, słońcem i niewielkimi opadami. - To było nasze ukochane miejsce, tam się jadło śniadanie w weekendy, obiady w ciągu tygodnia, tam dzieci odrabiały zadania. Tam też przyjmowaliśmy gości. Żałuje tylko, że dom nie jest zbudowany metodą szkieletową, bo byłby cieplejszy i bardziej ekonomiczny w użytkowaniu, ale nie zna wtedy takiej firmy, która mogłaby im go wybudować Polsce. - Pierwszy dom też nie był szkieletowy, bo nie miałam ugruntowanej wiedzy na ten temat – przyznaje. -Tkwiłam jeszcze w przekonaniu, że co murowany, to murowany.

Kiedy planuje drugi dom, rozważa już takie rozwiązanie, ale wtedy jeszcze Internet nie działał tak, że można było jednym kliknięciem zdobyć wszystkie informacje czy poszukać opinii na forum. W budowie domu pomaga jej ojciec, który jest inspektorem budowlanym. Powstaje on w pobliżu rodzinnego Bielska, kilkaset kilometrów od domu rodziców. Fundamenty i mury stawia jej polecona trzyosobowa firma. Wówczas nie ma już w Polsce problemów z zakupem materiałów budowlanych, trzeba tylko poświęcić więcej czasu, ale to też nie stanowi problemu, ponieważ Kasia świadomie nie podejmuje przez jakiś czas pracy zarobkowej. Poświęca go na wybudowanie domu i pomaganie dzieciom w asymilacji w nowym kraju ich zamieszkania oraz w nauce. Starsza córka po przejściu ze szkoły niemieckiej do polskiej ma problemy ze zrozumieniem lektur pianych w języku staropolskim. Kasia czyta je z nią i tłumaczy na język współczesny. Uczy ją też matematyki, fizyki, chemii, bo jednak w Polsce jest wyższy poziom nauczania z tych przedmiotów, tak długo aż dziewczyna wyrównuje różnice programowe .

W Niemczech firma budowlana sama organizowała materiały, a Kasia zajmowała się tylko wykończeniówką: okładzinami, malowaniem, tapetowaniem czy kafelkowaniem i nie musiała interesować się etapem wylewania stropu, który jest bardzo ważny. W Polsce to ona jest odpowiedzialna za zakup desek w tartaku, żeby móc zaszalować strop. Nie jest to dla niej jako dla inżyniera budownictwa trudne, ale jednak bardzo czasochłonne i wyczerpujące. Sama zamawia i wylicza ilość belek stropowych, pustaków, betonu jaka jest potrzebna. Wielokrotnie ma dosyć. - Zrobili mi zły drenaż i po dwu tygodniach ciągłych opadów już widziałam, że coś jest nie tak, że ściana jest ciągle wilgotna, a powinna podsychać. Odkopywaliśmy całą opaskę, zakładaliśmy na nowo izolacje pionową, bo się okazało, że mi folie kubełkową źle położyli, nie tak jak powinni, a ja tego wcześniej nie zauważyłam – wspomina już teraz z dystansem.

Dopiero po kilku wpadkach, zdaje sobie sprawę, że choć asortyment materiałów na ówczesne czasy w Polsce jest już bardzo dobry, wystarczający, żeby wybudować dom wysokiej jakości, to w parze z tym nie idzie wiedza robotników. - Wiadomo, że skuteczną izolacją pionową jest folia kubełkowa, kiedyś to robiono w ten sposób, że masą bitumiczną smarowało się fundamenty, natomiast są to ściany fundamentowe i to była izolacja pionowa, którą stosowano przez dziesiątki lat – tłumaczy. - Ja kupiłam folię kubełkową, ale nie przyszło mi do głowy, ze muszę jeszcze tłumaczyć tym moim budowlańcom, że należy tymi kubełkami oprzeć ją o ściany fundamentowe. Idea tej izolacji polega na tym, żeby pozostawić wolną przestrzeń między ścianą fundamentową a folią - jest to przestrzeń powietrzna, która jest wentylowana i która powoduje, że jeśli pojawia się jakieś zawilgocenie, to jest możliwość odeschnięcia. - Była przekonana, że moi fachowcy o tym wiedzą, i wtedy po raz pierwszy pomyślałam sobie, że z jednej strony sprowadzamy lub produkujemy innowacyjne materiały, o których jeszcze kilkanaście lat temu nam się nawet nie śniło, ale z drugiej - budowlańcy na poziomie murarzy po prostu nie mają jeszcze dostatecznej wiedzy, jak z nich korzystać. Po niecałym roku udaje się im wprowadzić.

Znajduje pracę w firmie budowlanej pod Bielskiem, która produkuje domy szachulcowe oparte na konstrukcji drewnianej. Wysyła je, składa i wykańcza pod klucz w Niemczech, głównie w okolicach Berlina. Niestety firma plajtuje, ale już po tygodniu dzwoni do niej ich strategiczny kontrahent z propozycją współpracy. Zosia, po chwili zastanowienia, przyjmuje propozycję. Zatrudnia pracowników i zakłada spółkę wraz z bratem. Prowadzi ją nadal, czyli od piętnastu lat. Jest dumna ze swoich domów, bo wyglądaj atrakcyjnie, można je szybko zbudować i są energooszczędne. Można też szybko się do nich wprowadzić, gdyż w domach budowanych metodą tradycyjną, w których stosuje się tzw. techniki mokre należy odczekać kilka miesięcy, aż wszystko wyschnie i woda wyparuje. - Taki budynek powinien przeżyć zimę w stanie niezamkniętym. W pierwszych naszych domach czuliśmy wilgoć już w nim mieszkając – przyznaje. - Starzy budowlańcy tak mówią: na wiosnę stawiasz mury, więźbę dachowa, przykrywasz dachówką, zabezpieczasz ten dom, ma już kapelusz - nie będzie się na niego lało - i nawet nie montujesz okien, tylko zabijasz deskami, i tak ten dom przezimuje, co ma z niego odeschnąć, co ma przehulać wiatr. Kasia twierdzi, że są takie agregatory na rynku, które są w stanie wyciągnąć wilgoć, tylko pośpiech nie jest wskazany w przypadku domów tradycyjnych. Twierdzi natomiast, że w przypadku domu szkieletowego, można się do niego wprowadzić po trzech miesiącach.

 

Kolejne domy

Po rozstaniu z mężem w 2007 roku sprzedaje dom. Kasia wynajmuje mieszkanie i kupuje po długich poszukiwaniach kolejną działkę. - Nie jestem ogrodniczką, lubię mieć ogród, ale nie mam chęci „wokół niego chodzić”, lubię mieć roślinki, ale nie jestem z tych, którzy do nich mówią i każdą sobotę będą spędzać na ich plewieniu – mówi. - Chciałam więc, żeby to było coś, co mi daje wokół zieleń, odpoczynek i to, co przy domach zwykle bywa, ale nie żeby mnie obciążyło. W tej sytuacji kupuje większa działkę, dzieli ją na dwie części i buduje dom bliźniak metodą szkieletową. Zgodnie z obowiązującym przepisami, które pozwalają na dokonanie podziału domu w stanie surowym zamkniętym, dokonuje podziału budynku i działki. Drugą część sprzedaje.

Zachowuje dla siebie dom o powierzchnię 100 m2. Składa się on także z pomieszczenia zewnętrznego gospodarczego i wiaty garażowej. Jedynej rzeczy, której nie była w stanie zmieścić to dodatkowa garderoba przy wejściu, ale nie było to już potrzebne jej dużym córkom. Ustawiła solidną szafę na okrycia oraz komodę na buty i to im wystarczyło.

Paradoksalnie, chociaż Kasia jest inżynierem budownictwa i wybudowała tyle domów, życie tak się jej układa, że obecnie nie mieszka w żadnym z nich – serce wybrało inaczej. - Jeżdżąc do pracy, codziennie byłam świadkiem powstawania pewnego domu, tylko nie wiedziałam, kto jest inwestorem. Każdego dnia zauważałam postępy w pracach i coraz bardziej mi się podobało – opowiada swoją historię. - Większość kobiet pewnie zwraca uwagę na inne rzeczy, ja patrzę na domy, np. kiedy jadę autem, to myślę: ten budynek jest naprawdę ładny, a tamten ma brzydką dachówkę, każdy wyróżnia się jakąś szczególną cechą. Zawsze chciała mieć taki bungalow w kształcie litery L, doceniła też dachówkę, ale wtedy nie miała pojęcia, że kiedyś tu zamieszka...

Beata Sekuła

 

sobota, 12 marzec 2016 09:42

Marzenia się spełniają, tylko trzeba im trochę pomóc!

Agata wybudowała sobie własny dom, bo od zawsze było to jej marzeniem. Chociaż jej koleżanki zrobiły podobnie, to ona jako jedyna z nich nie kupiła go, lecz budowała od podstaw. Dlaczego miałby to być dla niej problem, skoro już kiedyś wcześniej była odpowiedzialna za podobne przedsięwzięcie, tyle, że jej poprzedni dom, w którym mieszkała z mężem był dwa razy większy. Teraz jednak musiała bardziej pilnować kosztów, żeby zmieścić się w ustalonym budżecie.

Agata uważa, że nie mogłaby żyć pełnią życia w bloku. Mieszkając w nim, czuła się jak w klatce. - Jak tylko pobraliśmy się z mężem, zaczęliśmy odkładać pieniądze na dom. Na początku jednak kupiliśmy 40-metrowe M3. Po kilku latach wzięliśmy kredyt - zaczyna swoją opowieść.  W końcu udało się im jednak zbudować ponad 200-metrowy piękny i luksusowy dom. Mąż zarabiał więcej, więc budową i prowadzeniem domu zarządzała ona. Przez jakiś czas Agata czuła się tam szczęśliwa. Kiedy jednak stwierdziła, że nie jest jedyną kobietą w życiu swojego męża, zażądała rozwodu i sprzedaży domu, a następnie podzielenia uzyskanej kwoty. - Kiedy sprzedawaliśmy dom, to klienci najpierw zwracali się z pytaniami do niego, ale szybko spostrzegali, że on niewiele wie o nim, więc mówili już tylko do mnie - opowiada. Pani architekt, wykładowca na Politechnice, podczas dokonywania wyceny domu, jest pod wrażeniem projektu, wykończenia i dobrego stylu – nie może uwierzyć, że właścicielka nie ma formalnego wykształcenia w tym kierunku. - To mnie bardzo podbudowało. Powiedziała, że wszystko jest tak dobrze dobrane i najwyższej jakości, zapytała czy ja coś w tym kierunku studiowałam – wspomina kobieta.

W nowym domu Agata będzie mieć już znacznie tańsze materiały, chociaż też atrakcyjne. Stwierdza, że nie warto inwestować w aż tak drogą armaturę, np. wcześniej miała umywalkę za 1000 zł, a tu za 400, a design jest podobny, a nawet ta tańsza jest ładniejsza. Na początku myśli, że to, co droższe jest lepsze, a to nie zawsze prawda, bo wiele materiałów budowlanych wysokiej jakości udaje się jej kupić na wyprzedażach.

 

Przygotowania

Terenu pod budowę zaczyna szukać już dzień po rozwodzie. Jedzie do dzielnicy swojego miasta, która jej najbardziej odpowiada i pyta mieszkańców o wolne działki. - To była taka śmieszna historia, bo zapukałam akurat do drzwi dewelopera, a on powiedział mi, że może mi pokazać, gdzie jest wolna 530-metrowa działka i pojechał tam ze mną, myśląc że będę jego klientką - opowiada. - Ale ja mu powiedziałam, że sobie sama zbuduję dom. Zapytał mnie zdziwiony – i Pani tak sama będzie budowała ten dom? Tak zupełnie bez nikogo? A ja na to – Tak, sama.

Skontaktował ją z właścicielem tego terenu, który zgodził się sprzedać jej metr za 185 zł, co było bardzo korzystną ceną, jak na tę okolicę.

Projekt znajduje w Internecie jeszcze przed kupnem działki. Już wtedy, jeszcze przed rozwodem, wiedziała jaka będzie wielkość tego domu i jak będzie wyglądał. Przyjaciele polecili jej ekipę górali, których bardzo chwalili za umiejętności i solidność. Mówili, że wcześniej pracowali u kogoś, a teraz założyli własną firmę. Radzili: pogadaj z nimi, może zbudują ci ten dom trochę taniej, bo dopiero weszli na rynek. Zaraz po zapłaceniu zaliczki za działkę podejmuje z nimi negocjacje, mówiąc, że domek będzie mały i prosty. Wspólnie ustalają wynagrodzenie na kwotę 30 tys. zł. i stawiają mury w ciągu dwóch miesięcy. Potem trochę żałują, że nie wynegocjowali z Agatą wyższej ceny.

- Oglądałam sporo stron w Internecie związanych z architekturą wnętrz, żeby przygotować się do zadania. Dowiedziałam się m.in. jak schować okap. Postawiłam na prostotę i elegancję, miało być ładnie, ale i funkcjonalnie.

 

Oszczędne i nowoczesne budowanie

Dom robotnicy stawiają tak szybko, bo pracują w czwórkę niemalże od świtu do nocy- od godziny 7 do 20. Jest wiosna, więc długo jest jasno. Chcą szybko skończyć, żeby zarobić pieniądze i zacząć kolejne zlecenie. Podpisuję umowę, w której są wyznaczone etapy prac i po każdym z nich następuje płatność. Postawienie domu w stanie surowym, z dachem, ale bez okien i drzwi kosztuje Agatę 100 tys. złotych.

- Od początku zwracałam uwagę, żeby było jak najtaniej, moim celem było zmieścić się w kwocie 500 tys. zł. I nawet ku mojemu zdziwieniu udało się - zauważa. Wykonanie kanalizacji i doprowadzenie wody kosztuje ją 12 tys., ściągnęła do tego zadania znajomego spod Kielc.

Jej 100-metrowy dom jest piętrowy, a nie parterowy, bo jest to bardziej ekonomiczne rozwiązanie ze względu na ogrzewanie. Planuje jak najczęściej ogrzewać go kominkiem, tata pomaga jej w przynoszeniu drewna. Codziennie jest na budowie, dogląda robotników. W wyborze materiałów pomaga jej też przyjaciel, który z wykształcenia jest inżynierem. Budowę rozpoczyna w kwietniu, ale wszystkie materiały kupuje już w styczniu, bo wtedy są przeceny. Zauważa, że wiosną, kiedy zaczynają się budowy, ceny od razu rosną. Dogaduje się też z hurtownikami, że dostawa jest za darmo, ale czasem musi im przypominać o uzgodnionych warunkach.

Planując kolejne oszczędności w użytkowaniu, decyduje się na instalacje oświetlenia ledowego. Natomiast elegancką terakotę kupuje z wyprzedaży końcówek, np. płytki do łazienki, które kosztowały 270 zł za m2, udaje jej się zdobyć z tzw. „resztek” za 69 zł, na podłodze kładzie kafelki, które zostały jej jeszcze z poprzedniego domu, kafelki do toalety załatwia jej kolega w cenie 40 zł zamiast 200 zł. Obydwa pomieszczenia wyglądają stylowo, również dzięki licznym lustrom, które powiększają je optycznie. W niewielkiej toalecie nie instaluje półek, żeby uzyskać więcej przestrzeni.

Cały dom wydaje się większy ze względu na białe kolory ścian, a beżowa podłoga ociepla wnętrza. Parter stanowi jedną otwartą przestrzeń łącząca kuchnię oraz jadalnię ze strefą wypoczynkową przy kominku. Część mebli zabiera ze starego domu, np. komodę czy stół, a to nie były tanie rzeczy, więc postanawia do nich dobrać stosowne elementy, czyli np. kuchnię. Ma na nią zupełnie inny pomył, ale kiedy jedzie do salonu z kuchniami i zauważa tę jedną jedyną, to na jej bazie przygotowuje ze swoim architektem nowy projekt. Rozrysowuje hydraulikom na podłodze, gdzie ma być umywalka, gdzie prąd. Kominek z cegły szamotowej jest jej dziełem, robi to tak, żeby był praktyczny i zarazem estetyczny, żeby było można coś na nim postawić, np. świece czy fotografie.

 

Trudne łączenie ról

Codziennie jest na placu budowy i musi to łączyć z pracą i wychowaniem 10-letniego syna i częściowo córki, która na co dzień mieszka z tatą, a ją odwiedza w weekendy. Ma też odpowiedzialną pracę jako kurator rodzinny, przeprowadza wywiady, a potem ma sporo pracy tzw. papierkowej.

- W tym okresie chyba byłam mamą tak na pół gwizdka. W pracy miałam akurat kontrolę, która przypada u nas raz na cztery lata, i musiała trafić akurat wtedy. Myślałam, że się popłaczę. W każdy weekend pisałam raporty z przeprowadzanych wywiadów – wspomina. - Telewizji w ogóle wtedy nie oglądałam, chyba, że dziecko włączało, a ja gdzieś przy nim pracowałam. Co drugi weekend Irek spędza u ojca, więc wtedy próbuje narobić zaległości na różnych polach, ale w tamtym okresie rzadko spotyka się z przyjaciółkami czy nowym przyjacielem.

Musi dowozić jeszcze syna na treningi, więc wymusza na swoim byłym mężu podczas jednej ze spraw o alimenty, żeby zajął się transportem syna przynajmniej raz w tygodniu. Córka jest w liceum, musi ją trochę mobilizować do nauki, tłumacząc, że powinna wyrosnąć na samodzielną kobietę. Chociaż nastolatka początkowo zamieszkuje z ojcem, to coraz więcej czasu zaczyna spędzać z matką, podoba się jej też nowy dom i jej własnym pokój. Często odwiedza ją tu jej chłopak.

 

Obawy?

Momentami obawia się, że może nie dać rady zadbać o dom, ale to uczucie szybko mija, chociaż ma jeszcze trochę rzeczy do wykończenia. Wie, że musi się oswoić z nowa sytuacją. Pomimo tego, że jest silną kobietą, że podjęła się tego wyzwania i mu podołała, to jest też wrażliwa i powoli się przekonuje do nowych miejsc i ludzi. - W moim życiu nastąpiło wiele zmian. Pamiętam z zajęć z psychologii, że do najbardziej traumatycznych przeżyć w życiu człowieka należą m.in. rozwód i zmiana miejsca zamieszkania -  Jednak ona się nie załamała, mimo różnych doświadczeń udało się jej wyjść na prostą, bo szybko się wszystkim zajęła, dzięki budowie domu odzyskała energię i zaczęła nowe życie. Czuje jednak, że ma jeszcze parę rzeczy do zrobienia.

Radzi innym kobietom, żeby nie bały się takiego wyzwania jak budowanie własnego domu, uważa, że nawet doświadczenie nie jest tu konieczne, bo zawsze można zatrudnić architekta czy kierownika budowy, którzy będą krok po kroku wszystko objaśniać. Ma też przyjaciela i koleżanki, które ją pocieszają w trudnych momentach, kiedy np. szukała działki, a początkowo trafiały się same nieciekawe, przypominały jej, że jest silną kobietą, dobrą matka, wspaniałą przyjaciółką i że na pewno da radę zakończyć, to co zaczęła. Ważna jest też determinacja!

W przypadku Agaty, kierownik budowy, który jej zdaniem jest nieodzowny, został polecony przez architekta To on stwierdził, że budowa domu nie jest zbyt wielkim wyzwaniem dla kobiet, które potrafią sobie wszystko zorganizować, które są przedsiębiorcze. Był właśnie po szkoleniu z przedsiębiorczości. – Jak słuchałem tego wykładu, to myślałem o tobie, że taka właśnie jesteś -powiedział Agacie. -Kobieta przedsiębiorcza to nie taka, która ma pieniądze, to nie o to chodzi. Kobieta przedsiębiorcza, to taka osoba, która ze wszystkim sobie poradzi, wszystko będzie umiała sobie poukładać, pomimo problemów.

Kiedy w końcu wprowadza się do swojego domu, czuje, że marzenia się spełniają, tylko trzeba im trochę pomóc. Musi dokończyć jeszcze kilka rzeczy; czekają na szafy, telewizor w sypialni jeszcze nie powieszony, nie mają jeszcze telewizji kablowej, ale podłączyli im już Internet. Wprowadzili się w święta, synowi podoba się jego pokój, ma tam swoje kino domowe, obok jest córka – właśnie uczy się z chłopakiem do klasówki z matematyki. Aż chce się żyć!

Beata Sekuła

 

 

piątek, 04 marzec 2016 21:07

Jak nie teraz, to nigdy!

 

Po 24 latach związku, niezmiernie trudnego w jego ostatnim okresie, zdeterminowana lekarka podejmuje decyzję o rozwodzie i wybudowaniu domu dla siebie i swoich dzieci. Korzystając z własnych środków, kredytu oraz dzięki wsparciu rodziców zleca budowę developerowi, a potem sama nadzoruje prace wykończeniowe. Wprowadza się do wymarzonego domu po 16 miesiącach od zakupu działki. Ne zrażają jej niespodziewane trudności z ogrzewaniem ani próby włamania. Znajduje rozwiązanie i na te problemy. Teraz jest już gotowa na ułożenie sobie życia na nowo.

 

Jola kupuje dom o powierzchni użytkowej 104 m2 w stanie deweloperskim - czyli gołe mury i zadaszenie, wnętrze więc musi wykończyć sama. Dom trzeba wyposażyć we wszystko, co jest potrzebne do życia samotnej matce z 11-letnim synem i dorosłą już córką, która odwiedza mamę w prawie każdy weekend, bo na co dzień mieszka w Krakowie, gdzie kończy studia stomatologiczne. - Klucze do domu dostałam w grudniu, w okresie przedświątecznym, więc zaczęłam go remontować od stycznia, a wprowadziliśmy się we wrześniu. Córka motywowała mnie do szybkiego zakończenia remontu, żeby zdążyła jeszcze w nim chwilę pomieszkać, zanim wróci do Krakowa, tym razem już na staż - wspomina Jola.

 

Dom to dom

Wcześniej Jola dzieli różne, coraz większe mieszkania z mężem, ale jest z nim nieszczęśliwa. Po rozstaniu zostawiając wszystko mężowi wyprowadza się wraz z synem na jakiś czas do rodziców. Szuka własnego lokum. Kiedy porównuje ceny na rynku, uznaje, że wybudowanie domu będzie ją z czasem mniej kosztować niż zakup i opłaty czynszowe za mieszkanie. - Dom to dom. W pewnym sensie spełniłam marzenie mojej mamy, która zawsze marzyła, żeby ktoś w naszej rodzinie go wybudował – opowiada lekarka. - Kiedy poinformowałam rodziców o mojej decyzji, obiecali pomóc mi we wszystkim, w czym byliby w stanie. Pomyślałam: Jak nie teraz, to już nigdy! Przeprowadziłam rozdzielność majątkową, złożyłam wniosek rozwodowy, wzięłam kredyt, wybudowałam sobie dom. I wszystko to zrobiłam w jednym roku!

Od początku myśli o zakupie domu w stanie surowym, gotowego nie chce, bo woli sama decydować o wystroju wnętrza. Wie też, że nie będzie miała czasu na to, żeby budować go od podstaw, bo musiałaby nadzorować wszystkie prace codziennie, a ma sporo pracy. Od wczesnych godzin rannych do późnego popołudnia, właściwie wieczora pracuje w dwóch szpitalach i przychodni. Budowę zleca więc developerowi. Wcześniej kupuje działkę o świetnej lokalizacji – wie, że będzie miała stąd dobry dojazd do pracy, a szkoła syna jest niemalże widoczna z ich okna. Do gimnazjum będzie musiał już dojeżdżać. Ale do przystanku też bliziutko.

Zanim znajduje odpowiedni teren, jeździ w różne miejsca, ale nic jej nie przekonuje. W końcu kolega z pracy doradza jej tę okolicę, bo sam w pobliżu wybudował dom i właśnie go wykańcza. Mówi też: - Dam Ci namiary na fajnego, sprawdzonego dewelopera. Wiesz, miejscowy, możesz przyjść zobaczyć, jak to wygląda, bo to kolega, mieszka dosłownie obok mnie. No i rzeczywiście tak było. Co ją jeszcze przekonuje do tej okolicy? Kiedy rozmawia z tym deweloperem, słyszy – Proszę Pani, u mnie bardzo dużo osób kupiło domy, bo mam w tym doświadczenie. Proszę sobie wyobrazić, że ja tutaj mieszkam, nikt tu do mnie nie przychodzi z pretensjami. Ja bym się bał tutaj mieszkać, jakby miało być coś nie tak. Argumenty wydają się jej przekonywujące. Jedzie zobaczyć to miejsce, wybiera nieco większą działkę niż planowała - 750 metrów, ale za to bliżej istniejącej już drogi, co ma dla niej szczególne znaczenie w przypadku, gdyby były trudne warunki atmosferyczne. Zawsze będzie łatwiej z dojazdem do pracy. I tak się zaczęła jej przygoda z budowaniem własnego domu.

Prace remontowe i wystrój wnętrz

- W projektowaniu wnętrza wspiera mnie młoda i sympatyczna dziewczyna, pani architekt, z którą siedziałyśmy – tak to wygląda na początku – i robiłyśmy plany. Mówiłam jej, jakbym chciała, żeby to wszystko wyglądało. Co mi się podoba, jakie mam potrzeby i wyobrażenie tej przestrzeni - opowiada kobieta. - Od kilku lat jeździłam do Toskanii i zawsze byłam pod wrażeniem tego miejsca. Wiadomo, że nasz klimat nie jest stworzony do tego, żeby mieć tutaj taki dom toskański. Ale chodziło mi o to, żeby przynajmniej częściowo przenieść tę atmosferę, bo ja nie lubię do końca tych nowoczesnych wnętrz, na które panuje teraz moda. Zawsze gdzieś próbowałam uciekać w takie może nie klasyczne, nie rustykalne, ale jednak cieplejsze klimaty. Jola wiedziała, że na pewno chce mieć kominek w salonie, podwieszane belki na suficie, o których zawsze marzyła, rośliny i ciepłe kolory ścian. Na jednej z nich powiesiła obraz, który przywiozła z Vinci, oczywiście, toskańskiej miejscowości.

Chciałaby też, żeby w jej domu była wyczuwalna dobra energia i ma nadzieję na jej przepływ między ludźmi, którzy będą ją odwiedzać. Postanawia zapraszać tu tylko przyjaciół z życzliwym nastawieniem do niej i do siebie nawzajem - Ten obraz (Stworzenie Adama – Michała Anioła) miał być elementem tego, co jest pozytywnie, - te wyciągnięte ręce to taki życzliwy gest-przyjazni, pokoju- inne elementy dekoracyjne już dopasowała do niego. Instaluje pasujące kolorystycznie do niego płyty gresowe na kominku i na ścianach w różnych pomieszczeniach, co łączy je w całość. - A tutaj mam belki, które są tak naprawdę nośne i chcieli mi je zamknąć płytami – wskazuje na sufit poddasza - Ale jak ja je zobaczyłam, to kazałam je tak zostawić, robotnicy mówili mi – wie Pani ile będzie tutaj grzania? A ja na to, że mnie to nie interesuje, to jest mój dom, mam się tu dobrze czuć, wiec kazałam im wyszlifować te belki i zostawic otwartą przestrzeń po sam dach. W ten sposób uzyskała kolejny belkowy element.

Pięknie prezentują się też rośliny doniczkowe na parapetach wielu okien. - Niestety w poprzednim mieszkaniu, w którym mieszkałam z moim byłym mężem, zawsze mu przeszkadzały moje kwiaty – wspomina. - Postanowiłam sobie, że tutaj będę miała dla nich specjalne miejsce. Na początku ma wizję, żeby to były po prostu wypusty z ziemi, ale potem stwierdza, że będzie to trudniejsze do utrzymania w porządku, więc wydziela na nie inne miejsca. Dostaje je miedzy innymi w prezencie od przyjaciół, storczyki, które pięknie kwitną, mimo tego, że jak sama przyznaje, nie zawsze ma czasu, żeby o nie dbac. Czasami pomaga w ich podlewaniu córka, a szczególnie mama, która ma ‘’rekę do kwiatów’’.

Właścicielka domu bardzo lubi światło dzienne, dlatego większość powierzchni na parterze jest przeszklonych. - To w ogóle miała być jedna wielka szyba, ale to wymagało jakiegoś specjalnego szkła zbrojeniowego, do którego musiałabym sporo dopłacać, a wiadomo, kiedy człowiek zaczyna budowę, liczy się z każdym groszem - przyznaje.

Jola prowadzi mnie na piętro. - Tutaj są nasze sypialnie i, jak to mówi mój syn Marek „graciarnia” – czyli moja garderoba. Miejsce, gdzie wszystko się mieści. Dla kobiety to niezbędnik, więc to musiało być, zwłaszcza, że na dole nie ma miejsca, żeby chować rzeczy, bo tam prawie w ogóle nie postawiliśmy mebli, poza kuchnią, oczywiście. Tutaj nawet moja córka chowa swoje ubrania, bo w Krakowie mieszka w niewielkiej kawalerce - pokazuje. Właśnie rozpoczęła tam pracę jako stomatolog.

Pokój Kuby jest największym pokojem na piętrze. Pierwotnie miała być tu sypialnia jego mamy, ale Jola wzięła pod uwagę, że syn będzie potrzebował z czasem więcej miejsca i przestrzeni dla kolegów. Chłopak sam wybierał do niego meble. - Mamy jeszcze stryszek. W przyszłości Marek chce sobie zrobić tam dodatkowy pokój, gdzie będzie trzymał sprzęt grający ale w tej chwili przechowujemy tam różne rzeczy, np. gry, sprzęt narciarski. Kiedy przyjeżdża moja córka z chłopakiem, wyciągamy te gry planszowe, bo jest już nas troszeczkę więcej, zasiadamy do nich razem i dobrze się wtedy bawimy.

Kiedy córka wyjeżdża, jej pokój pełni rolę sypialni Joli, która unikając nadmiernych inwestycji, uznaje to za dobre rozwiązanie.

Koszty i bezpieczeństwo

Na budowę domu Jolanta przeznacza pieniądze częściowo pochodzące z oszczędności, z bieżącej pracy, od rodziców, a na resztę bierze kredyt na 23 lata. Za sam dom w stanie surowym wraz z działką płaci 430 tysięcy, a jego wykończenie kosztuje ją kolejne 200 tysięcy. - Jeszcze nie wszystkie prace zostały doprowadzone do końca, ale da się tu już wygodnie mieszkać – przekonuje. - Pomalutku, jakoś się uporam z tymi wszystkimi detalami, których wykończenie trwa najdłużej. Muszę też radzić sobie z pewnymi problemami finansowymi, bo pomimo wielu zabezpieczeń, odziedziczyłam je po zakończonym już małżeństwie.

Koleżanki pytają ją czy nie boi się mieszkać w domu sama, bez mężczyzny. Twierdzi, że nie, ale alarm zainstalowała jeszcze podczas remontu, co było też ważnym warunkiem współpracy z jednym z podwykonawców. Powiedział, że ma tu tyle tu drogiego sprzętu, że nie chciałby ryzykować jego utraty i rzeczywiście w okresie budowy włączył się alarm, bo ktoś się włamał. Mieszkała wówczas na drugim końcu miasta. O godzinie 24.00 dostała sygnał sms’owy o włamaniu. - Był środek nocy, zastanawiałam się, co robić. Wiedziałam, że zanim tam przyjadę, minie 40 minut. W pierwszej kolejności zadzwoniłam do właściciela sprzętu,jednego z podwykonawców, a on zgodził się tam pojechać pierwszy, bo miał bliżej. Potem wykręciłam numer do osoby, która mi montowała ten alarm, gdzieś w pobliżu kończył późno prace. No, oczywiście z policją też się kontaktowałam, ale oni przyjechali ostatni, jeszcze po mnie – opowiada. Okazało się, że złodzieje włamali się przez pomieszczenie gospodarcze, wywiercili zamki, które wpadły do środka i w ten sposób uruchomił się alarm. Chyba się nie spodziewali, że w domu, który dopiero się buduje, jest zainstalowany system alarmowy. Nic nie ukradli, przestraszyli się i uciekli. Jolanta już następnego dnia zdecydowała się na wykupienie odpowiedniego ubezpieczenia i podpisania umowy z firmą ochroniarską, bo przechowywała tam nie tylko sprzęt ekipy remontowej, ale i materiały budowlane. Gdy teraz przypadkiem uruchomi się alarm, kiedy jest w pracy albo np. na nartach z synem, to ochrona pojawia się w ciągu kilku minut. W tej okolicy była już seria włamań, nawet do domów, gdzie spała cała rodzina. Dlatego dodatkowo wykupiła pakiet ubezpieczeń.

Trudności i zalety budowy oraz posiadania domu

W czasie budowy jest bardzo zmęczona; pracuje na trzech etatach, buduje dom, zawozi syna do szkoły i na inne zajęcia. W tym czasie zmienia jedną z prac na inną. Od rana do wieczora jak w kołowrotku, przez prawie rok. Jak robot kładzie się, budzi i znowu to samo. - Ale teraz widzę, że właśnie to mnie trzymało przy życiu po rozwodzie w nowej sytuacji życiowej,zaczynając wszystko od podstaw - przyznaje. - Rodzice zawsze mnie wspierali, także w wychowywaniu Marka. Po pracy często tutaj byłam,zostawiałam syna pod ich opieką ,a potem na ‘’budowę’’. Miałam generalnie tylko dwóch głównych podwykonawców, ale byłam z nimi w ciągłym kontakcie.

Musi jeszcze znaleźć czas na dobór materiałów. - Posiłkowałam się moją panią architekt, ale pewne rzeczy to ja musiałam wybierać i załatwiać i decydować o kluczowych sprawach –gdzie będą gniazdka lampy kinkiety. Czasami człowiek stawał wobec stresujących problemów, niespodziewanych sytuacji. Zdarza się np. że piec, który niedawno został zamontowany nagle przestaje działać. Dzieje się to podczas wyjazdu na narty. Jest mroźna zima i kiedy wraca do domu z synem zastaje w swoim gniazdku „lodownię”, chociaż piec był ustawiony na temperaturę pokojową. Okazuje się, że zepsuł się z takiego powodu, że przełączono prąd budowlany na standardowy. Jest niedziela, zima, a piec nie działa, no ale ratuje ich kominek. Śpią na dole na kanapie, a w poniedziałek fachowcy usuwają problem. Używa kominka regularnie w weekendy, sama opala go drewnem, dzięki czemu obniża koszty ogrzewania, które teraz wychodzą jej znacznie taniej niż w poprzednim mieszkaniu. Poza tym uwielbia ten iskrzacy ,ciepły klimat ‘’ogniska domowego’’, którego sama jest autorem.

Trzeba było nauczyć się tego domu, ale teraz od wiosny do jesieni cieszy się pięknym słonecznym tarasem, na którym spędza weekendowe poranki. Ma też dużo przestrzeni wewnątrz i w ogrodzie, nad którym jeszcze pracuje. Kiedy mieszkała w bloku, była narażona na hałasy pochodzące z ciągłych imprez sąsiadów. Trudno było to znieść. Dlatego też boi się początkowo, jakie będzie jej nowe sąsiedztwo. Okazuje się, że na szczęście, są to sympatyczni ludzie. Pomagają sobie wzajemnie., dogadują się, np. co do drogi, deszczówki. Obok mieszka sympatyczna pani Grażyna, która też wybudowała dom sama.Ich wspólny Deweloper skwitował tą babska samodzielność powiedzeniem – Co to za czasy, kobiety same budują domy!

 

Nie żałuje, że zmieniła swoje życie, chociaż teraz musi spłacać kredyt i sama wychowuje syna - Dopóki mam pracę, dopóki mam siły, żeby pracować i dopóki mam życzliwość ludzką – to nie widzę w tym większego problemu – uśmiecha się pogodnie. W małżeństwie musiała zawsze dostosowywać się do decyzji męża. Zerwała z przeszłością, z tym czego więcej już nie chciała doświadczać. Teraz może sama decydować o swoim życiu. Nie ma zamiaru rezygnować z przyjemności, które są jej potrzebne, np. z fajnych wakacji z Kubą, wlasnych zainteresowań. - Chciałabym jeszcze poznać kogoś bliskiego, prawdziwego, życzliwego partnera. Nie uciekam od tego, ale jestem naprawdę zapracowana – mówi. – Nie stronię jednak od okazjonalnych rozrywek, spotkań z liczną rzesza przyjaciół. Nie zaszyłam się, nie uciekam tylko w pracę. Czekam co przyniesie przyszłość, a na razie przymierzam się do stworzenia mojego pierwszego własnego ogrodu.

Beata Sekuła

piątek, 04 marzec 2016 19:58

Warto było

 

Anna, sporo po czterdziestce, ale nadal atrakcyjna i elegancka pani inżynier, matka córki i syna. Zamieniła piękne mieszkanie na strych, żeby ratować męża z kłopotów finansowych. W nowym miejscu stworzyła prawdziwy dom, w którym można szczerze porozmawiać, zasiadając przy smacznym obiedzie czy przed rozpalonym kominkiem.

 

Kiedy wieloletnia firma jej męża najpierw przestaje przynosić dochody, a z czasem wpada w poważne tarapaty finansowe, Anna najpierw sama stara się utrzymać rodzinę, prowadząc własną agencję reklamową, aż w końcu, mając nóż na gardle, podejmuje decyzję o sprzedaży ich pięknego 120-metrowego mieszkania, które zostało wcześniej zakupione na kredyt we frankach. W ten sposób planuje pozbyć się uciążliwej pożyczki i spłacić długi firmowe Grzegorza.

Dowiaduje się, że miasto sprzedaje 50-metrowe poddasze w jej kamienicy. Ponieważ nikt nie przystępuje do pierwszego przetargu, pojawia się szansa, że Anna zakupi lokal za 50% jego wartości. Niestety, niespodziewanie pojawia się konkurent i podbija cenę o kolejne 30% - Mogłam się jeszcze wtedy wycofać, ale podjęłam jednak to ryzyko - coś mi podpowiadało, żeby podbić ta cenę. Od początku miałam pomysł, jak zamienić tą obskurną norę w przytulne mieszkanie – wspomina z uśmiechem. - Dopiero jak wygrałam przetarg, zaczęłam się martwic skąd wezmę na to pieniądze. W ciągu dwóch miesięcy musiałam zapłacić za nie, inaczej przepadłaby wcześniej wpłacona zaliczka.

środa, 10 luty 2016 21:44

Ekspozycje, targi, prezentacje, spotkania z architektami, projektantami i celebrytami, wystawy, warsztaty – Dni Otwarte 4 DESIGN DAYS

 

Wystawy producentów mebli i artykułów do wyposażenia wnętrz, bezpłatne porady projektantów, prezentacje i panele dyskusyjne, wystawy poświęcone architekturze, dyskusja o „Śląsku, którego nie było”, strefa dla dzieci oraz gastro –odbyły się w ramach 4 DESIGN DAYS w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.


W strefie targowej w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach w godzinach odbyły się wystawy i prezentacje użytecznych i designerskich produktów, które podbijają światowe rynki lub wciąż czekają na odkrycie, ekspozycje ponad 100 producentów mebli i wyposażenia wnętrz oraz targi dizajnu niezależnego SILESIA BAZAAR Dizajn vol. 1. Organizatorzy zaplanowali również strefę z atrakcjami dla dzieci oraz przestrzeń z gastronomią. Na odwiedzających czekają także spotkania z ekspertami, dyskusje, prezentacje oraz wystawy.

Gośćmi specjalnymi Dni Otwartych 4 DESIGN DAYS były gwiazdy telewizji: Omenaa Mensah, Natalia Nguyen, Tomasz Pągowski oraz Zbigniew Urbański.

W trakcie dwóch dni opowiadali jak mieszkać modnie i wygodnie, jakie są trendy w projektowaniu produktów wyposażenia wnętrz, jak poznać prawdziwy design, jakie dizajnerskie gadżety warto mieć w każdym domu.

W ramach akcji edukacyjnej pt.: Akademia Dobrze Mieszkaj* można byo skorzystać z bezpłatnych porad projektantów wnętrz. W aranżacji własnego M pomagali architekci m.in.: Anna Gruner ze studia projektowego A2, Joanna Ochota, Concept Jo Ana Archimental, Marta Kilan i Tomasz Słomka z TOKA+HOME, MeraDesign, Piotr Stanisz, z Pracowni Architektury PS. Eksperci opowiedzą także o urządzaniu łazienek i kuchni – dwóch pomieszczeń w domu, które sprawiają najwięcej problemów przy aranżacji, a także generują największe koszty.

Robert Konieczny, założyciel, KWK Promes, przeprowadził wykład
pt.:
Historia nietypowych muzeów wraz z Centrum Dialogu Przełomy autorstwa KWK Promes.

W panelu dyskusyjnym, podczas którego zaprezentowana została nieznana historia śląskiej architektury przez pryzmat niezrealizowanych projektów z różnych epok dziejów regionu, udział wzięli Marcin Zasada , dziennikarz Dziennika Zachodniego, pomysłodawca i autor „Śląska, którego nie było” oraz Ryszard Nakonieczny, naukowiec z wydziału architektury Politechniki Śląskiej, badacz śląskiej architektury. Rozmowie towarzyszyła  projekcja slajdów.

Podczas Dni Otwartych 4 DESIGN DAYS nie zabrakło strefy, w której twórczo spędzili czas najmłodsi uczestnicy spotkania z design’em. W przestrzeni pełnej gier i zabaw dla dzieci w wieku do 6 lat czekaly na nich m.in.: zabawki stymulujące przytulny kącik, stacje: sensoryczna, solna masa, papierowa, umiejętności oraz chillout, z książkami, bajkami, miejscem do odpoczynku. W trakcie gier i zabaw powstały kreatywne graffiti oraz przestrzenne akwarium. Odbyły się także warsztaty z szycia maskotek.

4 DESIGN DAYS towarzyszyły otwarte dla odwiedzających wystawy, m.in.: 7m2 – Przegląd młodego pokolenia śląskich architektów, której kuratorem jest krytyk architektury Marcin Szczelina , Najlepsze Dyplomy ASP 2016, Koncepcje Architektoniczne w procesie inwestycyjnym – wystawa Marka Tryzybowicza i Śląski przegląd Architektury Województwa – SPAW organizowany przez katowicki oddział SARP.

W czterodniowym spotkaniu z design’em  w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach udział wzięli czołowi architekci i projektanci, producenci
i firmy usługowe, deweloperzy oraz mieszkańcy regionu. Dwa pierwsze dni dla profesjonalistów z kraju i zagranicy obejęli kilkadziesiąt paneli dyskusyjnych o zróżnicowanej tematyce, konferencje Property Forum i Housemarket Forum oraz wręczenia nagród branżowych. Swoje ekspozycje, meble, artykuły do wyposażenia wnętrz zaprezentuje ponad 100 renomowanych producentów.

Podczas dwóch pierwszych dni 4 DESIGN DAYS odbyło się kilkadziesiąt sesji
i dyskusji tematycznych, poświęconych m.in. budowaniu konkurencyjności w biznesie poprzez design, miastom przyszłości, rynkowi nieruchomości komercyjnych oraz mieszkań na Śląsku.

W ramach krótkich prezentacji cyklu „short stories“ architekci i inwestorzy zaprezentowali takie projekty jak Centrum Nauki Kopernik, Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN w Warszawie, budynek Szkieletor – Treimorfa w Krakowie, Stary Browar w Poznaniu, Hala Koszyki
w Warszawie, Europejskie Centrum Edukacji Geologicznej w Chęcinach oraz Zamek Cieszyn,
i inne.

4 DESIGN DAYS, to największe w tej części Europy wydarzenie rynku nieruchomości, architektury, wnętrz i wzornictwa. Na 8 tys. m2 powierzchni wystawienniczej spotkało się ponad 100 wystawców oraz 250 prelegentów w kilkudziesięciu sesjach tematycznych. Spodziewanych jest 3 tys. gości biznesowych i 20 tys. uczestników części wystawowej.

*Akademia Dobrze Mieszkaj to edukacyjna inicjatywa magazynu wnętrzarskiego Dobrze Mieszkaj. Dziennikarze oraz eksperci Akademii pomagają stworzyć wnętrze podążające za modą, a jednocześnie dostosowane do indywidualnych potrzeb. Doradzają, inspirują, polecają produkty i rozwiązania. Na organizowanych przez Akademię Dobrze Mieszkaj wydarzeniach na uczestników czekają darmowe porady architektów i projektantów wnętrz oraz wykłady ekspertów poświęcone aranżacji wnętrz.

Przez cztery dni ikony światowego i polskiego designu, architekci i projektanci, producenci i firmy usługowe oraz deweloperzy dyskutowali o tym, co inspiruje i kreuje światowe trendy w architekturze i designie. Spotkaniu towarzyszyło  szereg imprez towarzyszących, w tym Regionalne Property Forum Katowice i Housemarket Forum Silesia 2016 oraz wręczenia nagród dla branży.

Organizatorem 4 DESIGN DAYS jest Grupa PTWP SA, wydawca branżowych pism i portali, m.in.: propertynews.pl i propertydesign.pl, właściciel 100 procent udziałów w spółkach Publikator i Publikator.pl, wydających tytuły takie jak: Dobrze Mieszkaj, Świat Łazienek i Kuchni, 100% Wnętrza, Meble Plus, Łazienka oraz dobrzemieszkaj.pl. Grupa PTWP specjalizuje się także w organizacji kongresów, konferencji, szkoleń, seminariów i wydarzeń specjalnych na czele z Europejskim Kongresem Gospodarczym – European Economic Congress (EEC) – największej imprezy biznesowej Europy Centralnej oraz Wschodniego Kongresu Gospodarczego w Białymstoku, głównej debaty o gospodarce Polski Wschodniej.

Zapraszamy na stronę: www.4dd.pl

Akredytacje prasowe: https://www.ptwp.pl/media/4-design-days,168.html

Facebook: facebook.com/4DesignDays oraz www.facebook.com/events

Więcej informacji o organizatorze – Grupa PTWP SA – www.ptwp.pl

 

 

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama