reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 372
poniedziałek, 31 październik 2016 09:45

Grażyna Grabowska (prezes Targów w Krakowie Sp. z o.o.) – Kobietą Charyzmatyczną

Opublikowane przez 
Oceń ten artykuł
(5 głosów)

Otwarty umysł, zaangażowanie, praca w zespole i konsekwencja

Targi w Krakowie Sp. z o.o. to marka, na którą dwadzieścia lat pracował zespół, początkowo tworzony przez siedem osób. Dziś firma zatrudnia ponad 60 pracowników i organizuje międzynarodowe, najważniejsze w danych branżach imprezy. Prezesem Zarządu Targów w Krakowie Sp. z o.o. jest Grażyna Grabowska. Jej pasja, zaangażowanie i doświadczenie okazały się kluczem do sukcesu. Prywatnie jest spełnioną matką, miłośniczką książek i pasjonatką historii. Została nominowana do tytułu: Kobieta Charyzmatyczna.

 

 

Humanistka z talentem do zarządzania

Już jako dziecko pani Grażyna uwielbiała literaturę. Czytając na lekcjach biologii czy geografii, doprowadzała nauczycieli do pasji. Wtedy jeszcze nie wiedziała, że pójdzie w ślady swojej mamy, polonistki. W trzeciej klasie liceum została laureatką ogólnopolskiej olimpiady polonistycznej, która utorowała jej drogę do dalszej edukacji. Skorzystała z możliwości rozpoczęcia studiów na filologii polskiej bez egzaminów wstępnych. Na Uniwersytecie Jagiellońskim studiowała nie tylko „czystą” polonistykę. Kiedy rozpoczynała naukę już od roku istniała teatrologia, a przy niej filmoznawstwo. – Miałam ogromne szczęście, ponieważ była to jedna z pierwszych grup teatrologicznych i filmoznawczych, więc sławni i znani profesorowie UJ mieli z nami nie tylko wykłady, ale i zajęcia praktyczne. Chcieli poznać grupę, w skład której wchodzili ludzie z całej Polski. Wykłady i ćwiczenia z takimi profesorami jak Jan Błoński czy Marian Tatara były dla nas niezwykłym przeżyciem  – wspomina. W Polsce zachodziły wówczas ogromne zmiany. Nasza grupa była dość mocno zaangażowana w tajne wykłady i działalność podziemną - kontynuuje. Studenci – jako przyszli teatrolodzy – często podróżowali po Polsce i odwiedzali rozmaite festiwale teatralne i ważne przedstawienia. Przyznaje, że takie wyjazdy bardzo konsolidowały, a przyjaźnie z tamtych lat pozostały do dzisiaj.

Kiedy Pani Grażyna pisała pracę magisterską, wprowadzono stan wojenny. Temat jej pracy wymagał wyjazdu do Warszawy w celu przeglądnięcia starych kronik filmowych. Ze względu na okoliczności i wspomniany stan wojenny okazało się to niemożliwe. Zmuszona była zmienić temat swojej pracy, zresztą – jak wspomina – nie tylko ona, toteż wyjątkowo przedłużono czas trwania studiów z czterech do pięciu lat. Jak sama przyznaje – ludzie o takich poglądach jak ona raczej nie byli zatrudniani w radio czy telewizji. – Uczyłam języka polskiego w szkole podstawowej oraz przez chwilę w liceum plastycznym. Kiedy jednak dobrnęłam z moimi wychowankami do ósmej klasy, nie chciałam zaczynać całego programu od początku – wyznaje szczerze.

Akurat w tym czasie „Gazeta Wyborcza” zaczęła otwierać swoje oddziały w różnych miastach. Pani Grażynie zaproponowano pracę w krakowskim oddziale dziennika. – Pierwsza redakcja mieściła się w dwóch wynajętych pokojach w hotelu, wieczorami musieliśmy dojeżdżać do drukarni, żeby oddać numer. Przez jakiś czas byłam sekretarzem redakcji, zajmowałam się działem kultury. Najbardziej lubiłam prowadzenie numeru, układanie treści, wybieranie najważniejszych informacji, czyli poniekąd organizację – przyznaje. Z redakcją „Gazety Wyborczej” związana była blisko trzy lata.

Na początku lat dziewięćdziesiątych zaczęły powstawać organizacje targowe. Prawie w każdym mieście istniał operator targowy. W Krakowie w dość szybkim czasie powstały aż trzy. – Cracow Expo Centre poszukiwało osoby na stanowisko szefa działu reklamy i promocji. Najchętniej kogoś związanego wcześniej z branżą dziennikarską, żeby utrzymywać dobre kontakty z mediami. Poszłam na rozmowę i zostałam zatrudniona. To był mój pierwszy kontakt z targami w ogóle – wspomina początki swojej kariery w tej branży Grażyna Grabowska. Praca w CEC nie trwała jednak długo, jak i sama firma. Powstał pomysł założenia nowej, własnej spółki organizującej targi. – Lubiliśmy to robić i wiedzieliśmy jak się do tego zabrać, więc postanowiliśmy spróbować – opisuje ten przełomowy moment obecna prezes Targów w Krakowie Sp. z o.o.

Targi w Krakowie – zaangażowanie, kreatywność, zespół

Transformacja ustroju polityczno-gospodarczego zmieniła zarówno polskie firmy uczestniczące w targach, jak i same targi wraz z ich otoczeniem. Raczkujący rynek tej branży w Polsce tworzyli nowi „gracze”. Władze miast właśnie w branży targowej dostrzegły szansę na szybki rozwój i często same tworzyły ośrodki targowe, jak między innymi w Kielcach czy Gdańsku. Aktywność wystawienniczą zwiększały ośrodki postępu technicznego i innowacji. Powstawały prywatne inicjatywy w zakresie organizowania targów i świadczenia usług targowych.Utworzono Stowarzyszenie Polska Korporacja Targowa. Można powiedzieć, że Kraków w pełni i na miarę swojego potencjału odpowiedział na te wyzwania. Dnia 13 lutego 1996 roku Grażyna Grabowska, Ewa Woch i Paweł Nikliński zarejestrowali spółkę Targi w Krakowie Sp. z o.o. – Już na początku stanął przed nami problem, a raczej wyzwanie: wiemy co chcemy robić, wiemy jak, ale nie mamy wystarczająco środków finansowych. Kredyt na starcie? Wówczas niemożliwe. I tu pojawił się nieznany nam wcześniej człowiek spoza branży, spoza Krakowa. Zaufał, zainwestował i jest naszym udziałowcem do dziś – opowiada pani Grażyna. Struktura firmy była prosta: dział organizacji, księgowa i grafik. Na starcie zatrudnionych było siedmioro pracowników, pod koniec roku w którym spółka rozpoczęła działalność już trzynastu. Pierwszą lokalizację biura cała trójka miło wspomina do dziś. – Świetne miejsce przy ulicy Basztowej, spotkania z klientami często odbywały się na rynku, nigdy wcześniej nie bywałam tam tak często – kontynuuje Grażyna Grabowska.

Było już biuro, ale nie było hali wystawienniczej. Pani Grażyna wraz ze swoimi wspólnikami rozpoczęła rozmowy – najpierw z wojskowym klubem „Wawel”, który właśnie odremontował piękne, zabytkowe hale przy ul. Rakowickiej, pozostałe po dawnych zakładach zbrojeniowych.Rozmowy zakończyły się podpisaniem umowy najmu na kilka terminów targów. Pierwsze naprawdę duże targi odbyły się w 1996 roku.Międzynarodowe Targi Wyposażenia Hoteli i Gastronomii HORECA były przedsięwzięciem zajmującym 1700 metrów kwadratowych powierzchni, uczestniczyło w nim 180 wystawców i ponad 5 tysięcy zwiedzających. W następnym roku działalności firma zorganizowała pierwsze targi motoryzacyjne i znalazła się w pierwszej dziesiątce (wśród 34 członków Korporacji Targowej) organizatorów imprez targowych. W 1997 Targi w Krakowie zaczęły organizować targi stomatologiczne „Krakdent”, Targi Książki i „Eurotool”. Razem z targami HORECA imprezy te są do dziś sztandarowymi wydarzeniami, organizowanymi w EXPO Kraków. Początkowo targi były organizowane w wielu miejscach, potem przez kilka lat przy ul. Zapolskiej, Centralnej. Ponieważ w Krakowie przez ten czas nie powstał nowoczesny i odpowiednio duży obiekt, który można by było wynajmować na targi, firma postanowiła kupić odpowiednio duży teren i wybudować nowoczesny, obszerny obiekt, umożliwiający profesjonalną organizację targów, kongresów i innych dużych eventów.

Od 14 maja 2014 roku spółka Targi w Krakowie jest właścicielem i operatorem nowoczesnego Centrum Targowo-Kongresowego Expo Kraków przy ul. Galicyjskiej, którą najpierw sama musiała wybudować. – W trakcie naszej działalności mieliśmy okazję odwiedzić kilkadziesiąt różnych centrów wystawienniczych na całym świecie. Dobrze znamy problemy, z jakimi borykają się organizatorzy takich wydarzeń. Właśnie dlatego dziś inni organizatorzy targów i różnych wydarzeń, odbywających się w naszym EXPO chwalą nasz obiekt za jego funkcjonalność.  – informuje prezes Targów w Krakowie Sp. z o.o. Obiekt oddaje do dyspozycji 13,5 tys. metrów kwadratowych, w tym 9 tys. powierzchni wystawienniczej rozmieszczonej w dwóch halach. W ciągu roku firma organizuje około 15 imprez targowych, z największą intensywnością wiosną i jesienią. Firma przez cały rok oferuje możliwość wynajęcia powierzchni na duże spotkania korporacyjne, eventy czy spotkania branżowe. Ich organizatorzy rezerwują już terminy na kilka lat do przodu. – Jakiś czas temu w EXPO Kraków odbywał się Festiwal Mangi i Anime. Były tłumy pasjonatów przebranych za swoje ulubione postacie z kreskówek. Odbyły się tu wykłady, spotkania z ciekawymi ludźmi, warsztaty. Zrewidowałam wtedy swoje poglądy – to nie jest tylko zjazd przebierańców, jak kiedyś myślałam. To także arena do zgłębiania wiedzy o tym, co ich pasjonuje – przyznaje Grażyna Grabowska.

Praca z pasją

Targi w Krakowie były niejednokrotnie nagradzane i wyróżniane najważniejszymi odznaczeniami w dziedzinie gospodarki. Pani Grażyna – choć przyznaje, że miło zostać docenionym – nie przywiązuje jednak zbyt dużej wagi do nagród. Medali nie wiesza na ścianie ani nie umieszcza w gablotkach, chyba że są to nagrody firmowe. Żadnej jednak nie traktuje personalnie, gdyż – jak podkreśla – firma to zespół, który powinien działać jak świetnie naoliwiona maszyna. Zapytana z czego jest najbardziej dumna po 20 latach pracy w krakowskiej spółce, zdecydowanie wskazuje na swoich pracowników. – Wiele osób pracuje z nami od samego początku. Większość naszych komisarzy targów zaczynała na stanowisku asystenta – mieli czas się nauczyć, wdrożyć. Poznawali tę specyficzną pracę od podstaw. Teraz są szefami zespołów, kierownikami. Obecny dyrektor techniczno-administracyjny był najpierw bramkarzem, potem gońcem i asystentem. Nasza główna księgowa, zanim skończyła studia i nabrała praktyki w księgowości, była kasjerką na targach – opowiada Pani Grażyna. Obecnie w spółce pracuje łącznie 60 osób. Firma dorywczo zatrudnia również studentów. – Podczas targów angażujemy mnóstwo ludzi do czynności pomocniczych. Potrzebni są bileterzy, hostessy, pomoc techniczna itd. Bardzo często spośród takich osób później rekrutują się nasi przyszli pracownicy. Firma się ciągle rozwija, ciągle są potrzebni nowi ludzie do zespołu, więc w pierwszym rzędzie przyglądamy się osobom, które już nas poznały i pracowały na targach – podkreśla Pani Grażyna.

Podczas rekrutacji na decyzję o zatrudnieniu nie wpływa jedynie wykształcenie aplikanta, gdyż jak podkreśla zarząd – żadna szkoła nie przygotowuje do wykonywania zawodu organizatora. Albo ktoś ma predyspozycje, albo nie. – Myślę, że organizowanie czegokolwiek jest kwestią charakteru i temperamentu, a nie wiedzy. Mamy pracowników, którzy nie ukończyli studiów, ale mają to coś – zapał, energię, podzielną uwagę, kreatywność. Nasz zarząd składa się z filmoznawcy, historyka i informatyka, a w zespole mamy osoby, które ukończyły prawo, geologię, geodezję, inżynierię krajobrazu, szkołę kucharską. Liczy się temperament, podejście i charakter – wylicza Pani Prezes.

Grażyna Grabowska podkreśla, że najważniejsze w pracy jest zaangażowanie i odpowiedzialność. – Pracę trzeba traktować poważnie – to nie jest zajęcie na chwilę, to tak nie działa. Jeżeli praca nie ma być katorgą, trzeba ją kochać; nie da się nie dawać siebie i nie angażować się całkowicie w coś, co robimy przez większą część dnia – tłumaczy. Pracownicy spółki podkreślają, że targi to coś więcej niż praca. To pasja i znacząca część ich życia. Mimo że pochłania sporo energii, daje dużo satysfakcji. Dzięki różnorodności imprez organizowanych w obiekcie, jak i jego technologicznemu zaawansowaniu, nie sposób się nudzić.

Krakowska spółka w swojej działalności kieruje się przede wszystkim lojalnością i uczciwością. Podkreśla, że konkurencja jest bardzo potrzebna, ale tylko ta uczciwa.– Rynek targowy w Polsce jest bardzo młody, ciągle powstają nowe firmy zajmujące się organizacją targów, ale często niczego nowego nie wnoszą, nie wymyślają nowych tematów tylko kopiują już istniejące, co w efekcie daje jedynie pozorny rozwój branży. Konkurencja w każdej branży jest potrzebna, jest motorem jej rozwoju, ale konkurencja uczciwa, grająca fair. Moje marzenie? Chciałabym, aby wszyscy, którzy organizują targi nie działali kosztem innych – podkreśla Grażyna Grabowska.

Poza swym głównym obszarem działalności Targi w Krakowie podejmują wiele działań o charakterze dobroczynnym i charytatywnym – od udziału w akcji „Szlachetna Paczka”, po rozmaite akcje podejmowanie podczas konkretnych targów. Jedną z takich inicjatyw jest zbiórka przedmiotów, rozwożonych następnie do domów pomocy bądź domów dziecka. – Na targach stomatologicznych działa akcja „Dentopomoc”: wystawcy przekazują dla dzieci szczoteczki i pasty do zębów, zgłaszają się nawet gabinety, oferujące darmowe usługi dla dzieci z domów dziecka – mówi pani Grażyna. Firma od lat współpracuje także z WOŚP. – Kiedyś nasi wystawcy wycinali smoka wawelskiego, który następnie był licytowany podczas WOŚP, Mieliśmy też wielkie serce zrobione z materiałów kompozytowych, na którym podpisywali się pisarze i muzycy – kontynuuje Pani Prezes. Targi w Krakowie są również organizatorem i niejednokrotnie sponsorem Konkursu im. Jana Długosza – na najlepszą książkę humanistyczną w Polsce, który rokrocznie towarzyszy Targom Książki w Krakowie.

Targi dają więcej

Zarząd spółki podkreśla, że uczestnik zwiedzający targi jest w tym przedsięwzięciu najważniejszym „graczem”. Udział Polaków w targach Pani Grażyna porównuje do problemu czytelnictwa w naszym kraju – jest wciąż zbyt mały w porównaniu z innymi krajami. – Targów w Polsce jest więcej niż w Niemczech. Z punktu widzenia gospodarki to nie jest zbyt rozsądne. Tymczasem udział w tego typu wydarzeniach jest wciąż niski – podkreśla. Pani prezes zawraca uwagę, że wyraz „targi” jest w Polsce zdecydowanie nadużywany. – Na organizację targów niepotrzebne jest żadne pozwolenie – po prostu się je organizuje. W języku polskim mamy targi, jarmarki, kiermasze, giełdy, wystawy itd. Chyba nikt nie jest w stanie tego rozróżnić. Targi są najbardziej prestiżowym słowem, w związku z czym większość kiermaszów czy giełd tak właśnie się określa. Wiele firm boi się powiedzieć, że organizuje po prostu kiermasz. Imprezy wystawiennicze to nie targowiska, stoiska to nie kramy, a odwiedzający nie przychodzą tu na zakupy. Są spragnieni branżowej wiedzy, poszukują nowości i inspiracji. Owszem, biznesowe spotkania targowe często kończą się – nomen omen – dobiciem targu. Warto jednak pamiętać, że ich charakter i skala różnią się zasadniczo od zakupu kilograma jabłek czy worka ziemniaków. Targi, organizowane w nowoczesnych halach ekspozycyjnych, dają znacznie więcej – zwraca uwagę.

Grażyna Grabowska, jako wiceprezes Polskiej Izby Przemysłu Targowego nadzoruje ogólnopolską kampanię „Targi dają więcej”. Jej celem jest zachęcanie Polaków do uczestnictwa w targach, korzystania z ich kompleksowej oferty oraz budowanie pozytywnego wizerunku tego typu imprez. – Dzięki targom zarówno zwiedzający jak i przede wszystkim przedsiębiorcy zyskują nowych klientów, oszczędzają czas, zdobywają wiedzę i rozległe kontakty oraz rozwijają swoje pasje. To trochę jak akcja ”pij mleko” – nieważne jakie, jakiego producenta, po prostu pij, czyli bierz udział w targach – zachęca Pani Grażyna.

Żeby czytać trzeba być otwartym

Pani Grażyna najchętniej czyta powieści, najlepiej grube. A że czyta szybko, książki szybko się kończą. Zazwyczaj nie wraca drugi raz do tej samej pozycji. Jest jednak kilka wyjątków, a wśród nich  Alchemik Paulo Coelho i Mały Książę Antoine’a de Saint-Exupéry’ego. – Są takie książki, które czytane po latach okazują się być inne, nabierają innej wartości, innego znaczenia na każdym etapie naszego życia. Za każdym razem odkrywamy w nich coś nowego – przyznaje. Uważa, że ktoś, kto nie czyta nie może być otwarty i kreatywny. Hasłem tegorocznych Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie jest myśl izraelskiego pisarza Etgara Kereta: „Żeby czytać trzeba być otwartym”. I to jest kwintesencja. – Nie da się nie otwierać umysłu na świat i na rzeczy podczas czytania. Nie da się czytać po łebkach, w ten sposób możemy przeglądać gazetę, szukając tytułów, nagłówków, które mogą nas zainteresować. Natomiast w czytane dla przyjemności powieści po prostu się wchodzi – kontynuuje.

Pierwsze Targi Książki w Krakowie w 1997 roku były wydarzeniem niemal kameralnym. Impreza zgromadziła 140 wystawców, kilka tysięcy zwiedzających i najważniejszych autorów, wśród których znaleźli się m.in. Wisława Szymborska, Czesław Miłosz i Stanisław Lem. Obecnie to najważniejsze w naszym kraju wydarzenie branży czytelniczej, które każdego roku bije rekordy frekwencji. Nigdzie w Europie ani na świecie nie ma dziś tak wspaniałego literackiego święta, jakie przez cztery październikowe dni odbywa się w Krakowie. Dziś to imponujące międzynarodowe przedsięwzięcie, w którym uczestniczą dziesiątki tysięcy czytelników. Od 1998 roku targom nieodłącznie towarzyszy konkurs im. Jana Długosza na najlepszą książkę humanistyczną wydaną w Polsce, napisaną przez polskiego autora. Z okazji dwudziestej rocznicy Targów Książki Targi w Krakowie Sp. z o.o. zadebiutują w roli wydawcy. – Do współpracy zaprosiliśmy 20 pisarzy, reprezentujących odmienne style pisarskie. Zadaniem literatów było napisanie krótkiego opowiadania w oparciu o kontekst związany z nadchodzącą edycją Targów i słowa kluczowe: „Jesień, mglisty poranek w Galicji, Malinowa Królowa”. Malinowa, gdyż kolorem tegorocznych targów jest czerwień, wpadająca w malinę - informuje prezes Targów. Różni pisarze, zarówno piszący dla dzieci, jak i autorzy kryminałów, podjęli się tego wyzwania. Zgodzili się między innymi dlatego, że to akcja charytatywna. Dochód ze sprzedaży jubileuszowego wydawnictwa zostanie przeznaczony na zaopatrzenie biblioteki w Schronisku dla Bezdomnych Kobiet, które prowadzone jest przez Caritas w krakowskich Czyżynach, bo w tej dzielnicy mieści się siedziba Targów w Krakowie Sp. z o.o.

Pani Grażyna przyznaje, że choć uwielbia czytać – sama nie napisała żadnego wiersza. Ma jednak inną nietypową pasję, w pewnym sensie również związaną z książkami. Jako dziecko marzyła, żeby zostać detektywem. Nawet kiedy była już na studiach pewien profesor zauważył, że byłaby dobrym badaczem literatury, gdyż jest niesamowicie dociekliwa. Tę dziecięcą pasję dziś poniekąd realizuje. – Kiedy rodzice pracowali, mną i całym domem zajmowała się babcia. Krzątając się po kuchni dużo mi opowiadała o swojej licznej rodzinie. Żeby jakoś te wszystkie związki rodzinne zrozumieć narysowałam odręcznie pierwsze drzewo genealogiczne. Dopiero wtedy wiedziałam o kim mowa – wspomina początki swojej przygody Pani Prezes. Poszukiwanie przodków na tyle ją pochłonęło, że kiedy pojawił się program internetowy, w którym można było tworzyć drzewa genealogiczne  – wciągnęła się bez reszty. W tej chwili nie może już mówić o szukaniu przodków, bo wszystkich już odnalazła – wszelkie pokrewieństwa i skomplikowane połączenia. Odkryła przodków, o których nie wiedziała i nawiązała kontakty z kim tylko było to możliwe. – Wakacje spędzam jeżdżąc po Polsce i odwiedzając starą-nową rodzinę. Wcześniej oczywiście się zapowiadam, tłumaczę kim jestem, skąd i dlaczego przyjeżdżam. Skanuję dokumenty, robię zdjęcia, spisuję wspomnienia i tak już powstało pięć książek o mojej rodzinie – wyznaje. Nikt jej w tym nie pomaga – sama taką książkę składa, gdyż uprzednio nauczyła się w tym celu obsługi specjalnego programu. Jednak – jak podkreśla – są to teksty przeznaczone wyłącznie dla rodziny, wydaje je tylko na swój użytek a następnie wysyła najbliższym. – Nie chodzi o to, żeby np. odkryć swoje szlacheckie pochodzenie. Ja po prostu lubię wspomnienia moich krewnych, takie historyjki, anegdotki, które urozmaicą fakty czy dane genealogiczne. Trudniej się dowiedzieć kim byli, czym się zajmowali pra-pradziadowie, ale gdy już odnajdę takie informacje, często je konfrontuję z moimi dotychczasowymi wyobrażeniami – opisuje  Grażyna Grabowska. Badając historię rodzin nie da się uciec od historii miejsc, w których żyli, od innych wydarzeń, od tego co się działo w Polsce w konkretnym czasie. – Kiedy dowiaduję się jakie w dawnych wiekach panowały obyczaje, czym się między sobą różniły, co się wtedy działo za granicą i jaki to wszystko miało wpływ na naszych przodków, to mnie uczy pokory do własnej niewiedzy. Zaczynając to wszystko zgłębiać uświadamiam sobie, że miałam bardzo mylne wyobrażenie o życiu w Polsce w dawnych wiekach – wyznaje pasjonatka.

Niektórych „odkrytych” dzięki swojej pasji krewnych Pani Grażyna odwiedza regularnie. Przyznaje, że gdyby nie zobaczyła ich chociaż raz w roku bardzo by jej tego brakowało. Podobnie jak ukochanych miejsc w Polsce, do których co roku wraca. – Od paru lat jeżdżę samochodem po Polsce, sama wymyślam sobie trasę, zatrzymuję się w hotelu albo u rodziny i tak objeżdżam małe miejscowości w różnych regionach. Te miasteczka są coraz piękniejsze, widać jak ludzie dbają o swoje domki, płoty, ogródki. Taka wyprawa zwykle trwa 2-3 tygodnie i zawsze kończy się na Kaszubach nad jeziorem Raduńskim, gdzie wypoczywam. Jak nie zobaczę Kaszub czy Długiego Targu w Gdańsku to wiem, że w zimie tego widoku będzie mi pod powieką brakowało – przyznaje z sentymentem.

Mimo, że lubi zwiedzać i odkrywać nowe miejsca ma swoją ukochaną przystań do której zawsze wraca. Jakiś czas temu kupiła niewielki domek w lesie pod Krakowem. Oddalony zaledwie o 20 minut od jej mieszkania. Ta malutka przystań na łonie natury to kolejne marzenie z dzieciństwa, które udało jej się zrealizować. – Kiedy jako mała dziewczynka czytałam baśnie i opowieści dla dzieci bardzo wiele z nich zaczynało się od słów "w chatce na skraju lasu". Moja ulubiona zaczynała się akurat od zdania: "W chatce na skraju lasu mieszkała uboga wdowa". Kiedy dorośli pytali mnie kim chcę zostać, kiedy dorosnę, odpowiadałam, że ubogą wdową. Nie wiedziałam dlaczego wszyscy się śmieją, a mnie chodziło o ten domek na skraju lasu i nieodzowne szczęśliwe zakończenie – wspomina z uśmiechem. Uwielbia te chwile tylko dla siebie, kiedy o poranku pije kawę siedząc na ganku i – przyglądając się otaczającej przyrodzie – zastanawia się, co by tu jeszcze dodać, upiększyć, posadzić. Praca przy domu sprawia jej wiele przyjemności i pozwala się zrelaksować. – Przyjeżdżam tu na weekendy kiedy czas i pogoda mi na to pozwala. Czasem spędzam te wolne chwile sama, czasem odwiedzą mnie znajomi albo rodzina. Ale zawsze ze mną jest mój pies, bo – od kiedy nie muszę pytać rodziców o zgodę, zawsze mieszka z moją rodziną jakiś pies, przeważnie „azylant”. Ten, którego mam teraz, wygląda jak ogromny pluszowy miś, taka wielka, 30-kilowa przytulanka – opowiada Pani Grażyna.

Zapytana o marzenia długo się waha. Nie ma w zwyczaju planować długofalowo. Kiedy czegoś pragnie, po prostu stara się to realizować. – Chciałabym, żeby wszystko pomyślnie się układało, żebyśmy nadal się spotykali w gronie rodzinnym przy okazji świąt czy innych uroczystości albo przy ognisku obok mojego domku – odpowiada. Te dobre wzorce stara się przekazywać swoim dorosłym już dzieciom. – Najważniejsze są dla mnie rozmowy z nimi. Teraz, kiedy są już dorosłe, mają swoje życie, pracę, własne poglądy. Świadomość, że im imponuję i że mam w nich oparcie, jest dla mnie najcenniejsza. A one wiedzą, że również zawsze mogą liczyć na moje wsparcie – dodaje na koniec.

                                                                                                                                                    Beata Sekuła 

Agata Warchoł

Czytany 865 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 06 listopad 2016 21:48

Skomentuj

Komentarze zostaną opublikowane po akceptacji Administratora.

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama