reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
Podróże i Obyczajowość > wypoczynek z rodziną
wtorek, 13 wrzesień 2016 11:01

Satysfakcja z pełnienia służby publicznej

 

Gmina Goczałkowice odgrywa strategiczną rolę dla całego regionu – dostarcza wodę pitną dla milionów ludzi na Śląsku. Status uzdrowiskowy pozwala jej na rozwój infrastruktury turystycznej i sanatoryjnej. Gabriela Placha, wyróżniona przez Magazyn WHY Story tytułem Lider z powołania, jest pierwszą kobietą na stanowisku wójta w historii Goczałkowic-Zdroju. Wyborcy już po raz drugi obdarzyli ją swoim zaufaniem.

 

Ciągły rozwój zawodowy

Gabriela Placha kończyła Akademię Rolniczą (Wydział Ogrodniczy), obecny Uniwersytet Rolniczy im. Hugona Kołłątaja w Krakowie. – Nauczyłam się tam przede wszystkim logicznego myślenia i analizy – wspomina pani wójt.

W Goczałkowicach swoją karierę w Urzędzie Gminy zaczynała od najniższego stanowiska młodszego referenta. Pracuje w samorządzie już od blisko dwudziestu pięciu lat – Sporo praktycznej wiedzy zdobyłam, gdy zostałam zastępcą wójta – zauważa Gabriela Placha. 

poniedziałek, 20 czerwiec 2016 14:41

Rozległa plaża miejska z boiskiem do siatkówki plażowej, strzeżone kąpielisko, a także liczne punkty małej gastronomii. To wszystko na Pogorii w Dąbrowie Górniczej – dawniej wyrobiska piasku podsadzkowego wydobywanego niegdyś dla okolicznych kopalń węgla, dziś miejsce idealne do letniego wypoczynku z rodziną. 

 

 

niedziela, 22 listopad 2015 01:46

Wyjazd z dzieckiem na wakacje, choćby najkrótsze to nie taka prosta sprawa. Bo nie ważne, czy jedziemy na dzień, dwa lub więcej, bagaży jest zawsze sporo. Zwłaszcza przy tych najmniejszych bąbelkach. Dodatkowo wybór miejsca naszego pobytu może sprawić nieco trudności. To, czego oczekujemy nierozerwalnie związane jest z wiekiem naszych latorośli.

 

Dla maluszków przydadzą się różne niezbędne akcesoria, nazwijmy to pilęgnacyjno-opiekuńcze. Dzieci nieco starsze uwielbiają wodę i place zabaw oraz tzw. bawialnie w razie niepogody. Atrakcje dla dzieci, powiedzmy że przedszkolnych, związane są z ich zainteresowaniami etc.

I tak, jeśli chodzi o noworodki i niemowlęta do ukończenia 1 roku życia, to raczej niewiele osób decyduje się na krótkie wyjazdy z jednym noclegiem. Do zabrania jest po prostu zbyt dużo ważnych rzeczy i czasami lepiej pojechać tylko na całodzienną wycieczkę. Wyjazd weekendowy różni się od dłuższego zazwyczaj tylko tym, że trzeba zabrać więcej ubrań. Gdy już zdecydujemy się gdzieś wybrać, to liczą się przede wszystkim miejsca przyjazne maluszkom. Posiadają one foteliki do karmienia, przewijaki, łóżeczka etc. Jeśli nasz bagażnik jest pojemny, warto mieć ze sobą turystyczne łóżeczko. Jest ono wprost nieocenione w każdej sytuacji, łatwo się rozkłada i zajmuje niewiele miejsca w stanie nieużytkowym. Można je zabrać praktycznie wszędzie, bardzo sprawdza się przy wyjazdach do rodziny, która wtedy nie musi organizować dodatkowego łóżka dla naszego berbecia.

wakacje z dziecmi

Mając małe dziecko na każdy wyjazd potrzebny jest nam wózek. Jeśli bagażnik naszego samochodu jest ubogi, albo podróżujemy np. pociągiem to wprost ideałem byłoby posiadanie i udostępnianie go przez hotel. I choć miejsc przyjaznych dzieciom jest coraz więcej, niestety niewiele miejscówek posiada wózki dla gości. A szkoda.

Dzieci starsze, potrafiące już siadać i chodzić na pewno ucieszy dostosowany do ich wieku plac zabaw. I tutaj drodzy rodzice niestety sytuacja nie przedstawia się zachwycająco. Wprawdzie wiele ośrodków podkreśla posiadanie placów zabaw, lecz po przyjeździe okazuje się, że nadają się one tylko dla starszych dzieci. Dlatego przyjrzyjmy się dokładnie galerii, gdy jest zamieszczona na stronie internetowej obiektu.

Nieoceniona, w razie niepogody, jest tzw. bawialnia i na szczęście coraz więcej ośrodków posiada choćby mały kącik dla dzieci. To bardzo ułatwia opiekę i w niektórych przypadkach pozwala trochę „wypocząć”, jeśli jest to w ogóle możliwe.

Gdy maluch nauczy się skakać i podskakiwać, a jest to sprawa całkowicie indywidualna, nieocenioną atrakcją stają się trampoliny. Jest to wynalazek obecnych czasów, taka „wersalka” do skakania, tylko że do użytku na dworze. Nie pozwalajcie jednak skakać dzieciom krótko przed snem, ponieważ potem będą miały problem z zaśnięciem.

Ostatnią rzeczą, która jest istotna przy wyjeździe z dzieckiem w każdym wieku, to bliska lub bezpośrednia obecność zwierzątek i terenów leśno-parkowych oraz baseny. Dużo jest miejsc z tzw. mini zoo, więc korzystajmy z nich jadąc czy to na dłuższe wakacje, czy to tylko na jeden dzień. Obcowanie ze zwierzątkami na każdym etapie rozwoju malucha jest dla niego niezwykle ważne. Basenów nie trzeba chyba zachwalać, bo jest to nie tylko przyjemne i pożyteczne dla dziecka, ale także dla rodzica. Ostatni warunek spełniony jest wtedy, gdy osób dorosłych do opieki nad malcem jest co najmniej dwoje. W przeciwnym razie trzeba mieć oczy dookoła głowy i stale obserwować dziecko, które nigdy, przy kontakcie z wodą, nie powinno zostać same.

wakacjewgorach

A więc mamy już to nasze idealne miejsce wyjazdu, z wszystkimi niezbędnymi rzeczami. Udało nam się spakować, dojechaliśmy bezpiecznie, ale na miejscu okazuje się, że … nie możemy liczyć na spokój i relaks. Co wtedy zrobić? Wakacje to częstokroć jedyny taki czas, gdy możemy pobyć razem naprawdę, dlatego szukajmy miejsc spokojnych. Podkreślajmy to przy rezerwacji noclegu. Jeśli jednak po przyjeździe okazuje się, że w pokoju obok mieszka wieczny imprezowicz, od razu reagujmy. Oczywiście nie można oczekiwać cudów, bo nikt nie będzie przy nas chodził na palcach, ale każdy gość powinien mieć zapewnione jak najlepsze warunki pobytu i swobodę. Gdy właściciele obiektu nie reagują na nasze skargi pakujcie się i wyjeżdżajcie jak najszybciej. Niestety mi niedawno przydarzyła się taka sytuacja, ale to już temat na następny raz.

Dominika Glos

niedziela, 22 listopad 2015 01:14

 Afrykarium we Wrocławiu

 

Wokoło szaro, zimno i deszczowo. Nastała jesień. Dzień jest coraz krótszy. Co począć z wolnym czasem, gdy nie bardzo można go spędzić na dworze? Gdzie znaleźć miejsce oryginalne i przepiękne, bo ileż można chodzić do kina i bawialni? Zaskoczę was, samym centrum Europy,w Polsce, we wrocławskim zoo.

 

Tak, to nie żart. Niedawno, bo 26 października 2014 roku, otworzono kolejny pawilon we wrocławskim zoo – AFRYKARIUM. Miejsce to zaskakuje i zachwyca, pozwala przenieść się w inny świat, w zupełnie inny wymiar obcowania z naturą, ale o tym później. Ponieważ miejsce to jest nowe, cieszy się ogromną popularnością zwiedzających. I wcale się nie dziwię. A co za tym idzie, jest tam dosyć tłoczno, zwłaszcza w weekendy. Samo zoo można zwiedzać parę godzin, o ile nie pada, a do Afrykanizm warto się udać 2-3 godziny przed zamknięciem, jest tam wtedy trochę „luźniej”.

A więc przenieśmy się do wnętrza pierwszego w Polsce oceanarium. Jako chyba jedyne na świecie poświęcone jest faunie wyłącznie jednego kontynentu, Afryce. Możemy tutaj znaleźć różne ekosystemy związane ze środowiskiem wodnym Czarnego Lądu. W niespełna dwudziestu zbiornikach wodnych i basenach znajdują się hipopotamy nilowe, ryby słodkowodne Jezior Malawi i Tanganiki oraz naturalna rafa koralowa Morza Czarnego. Idąc dalej przenosimy się w głębiny Kanału Mozambickiego i jesteśmy coraz bardziej zachwyceni. Poziom ekscytacji sięga zenitu, gdy docieramy do niesamowitego 18 metrowego, akrylowego tunelu i możemy podziwiać rekiny, płaszczki oraz inne ogromne ryby prawie oko w oko. Jest ich mnóstwo i pływają obok nas oraz ponad naszymi głowami. Oprócz tej niewątpliwej atrakcji kompleks zawiera ekspozycję poświęconą Wybrzeżu Szkieletów w Namibii z pingwinami przylądkowymi na czele oraz dżunglę, a w niej krokodyle i manaty, zwane także syrenami. Jeśli to wszystko nie zachwyci dzieci, w co wątpię, wystarczy podejść do ekspozycji, gdzie znajdują się kotiki afrykańskie. Są to ssaki często mylone z fokami, a sprawiają ogromną radość wszystkim obserwującym ich podwodne tańce i fikołki. Zwłaszcza dzieciom polecam również przyjrzeć się hipopotamowi, którego można zobaczyć z kilku perspektyw, m.in. z góry nad wodą oraz na dole pod wodą.

Tak więc atrakcji jest mnóstwo, a najnowszą ofertą specjalną, skierowaną bardziej do dorosłych i starszych dzieci niż maluszków, jest akcja „Wieczór w Afrykarium”. Co weekend, od piątku do niedzieli nawet do godziny 21:00 na parę godzin można się przenieść do Afryki. Oprócz zwiedzania skosztować można potraw charakterystycznych dla tego egzotycznego dla nas kontynentu. W czterech propozycjach menu znajdziemy m.in. zupę warzywną z cząstkami kurczaka z mleczkiem kokosowym, papryczką chilli i curry; polędwiczki drobiowe marynowane w paście z curry z mango i mleczkiem kokosowym, serwowane z ryżem basmati z dodatkiem kolendry i bobu oraz parę innych ciekawych propozycji. Koszt zwiedzania razem z kolacją to 50 zł za osobę, samo zwiedzanie to tylko 20zł od osoby. Musimy się spieszyć, bo propozycja ta na chwilę obecną jest aktualna do 27 grudnia tego roku.

Wszystko ładnie, pięknie, ale jak w każdym miejscu zawsze znajdzie się jakieś „ale”. A mianowicie w Afrykarium jest ciepło, wręcz potwornie gorąco, a kolejka do szatni dosyć długa … Polecam ubiór na tzw. cebulkę, żeby zbędne rzeczy łatwo można było zdjąć, i ochotnika który będzie te wszystkie rzeczy nosił ; -). Innym minusem mogą być krótsze godziny otwarcia całego zoo, bo do godziny 16:00, ale tak jest wszędzie po sezonie wiosenno-letnim.

Jeśli ktoś nadal się waha i powie, że nie lubi Afryki, tylko polskie klimaty, to proszę bardzo. Wrocławskie zoo również posiada atrakcje dla takich osób w postaci Odrarium. Jest to zewnętrzna ekspozycja fauny i flory czterech odcinków Odry. A jak nie pada można podziwiać zwierzęta, jakie zwykle znajdują się w zoo, być może będą chciały również oglądać nas.

Myślę, że gdy na dworze robi się ponuro i chłodno, chyba w całej Polsce nie ma lepszego miejsca na miłe spędzenie czasu. Z ciekawostek warto dodać, że na wiosnę przyszłego roku przewidziane jest otwarcie kolejnej atrakcji – DWA BIEGUNY-CAŁY ŚWIAT. W projekcie tym chodzi o przedstawienie jakie zagrożenie niesie ze sobą ocieplenie klimatu i znikanie lodowców. Szerzej nowy pawilon opiszę w przyszłym roku, a tymczasem pędem do Afrykarium, aby się ogrzać troszeczkę … WHY not?

afrykarium1 kafelka

Dominika Glos

 

 

 

 

 

wtorek, 01 wrzesień 2015 00:10

Bo intrygująco i  prawie na każdą kieszeń

 Kalimera (dzień dobry) :)

Najpierw miał być wyjazd na urlop do Iranu, ale nie uśmiechało mi się stanie w autobusie daleko za plecami mojego mężczyzny, ani spanie pod jego drzwiami, gdyby nie zaanonsował mnie jako własnej żony. Nie miałam też zbyt dużo czasu na wypoczynek ostatniego lata, bo zakładałam mój pierwszy własny magazyn internetowy - WHY STORY.

Polecieliśmy więc razem na tygodniowe wakacje do Grecji, gdzie nie tylko wypoczęliśmy, ale zwiedziliśmy niezwykłe miejsca. W prawdzie Santorini, którą UNESCO umieściło na liście światowego dziedzictwa i nadało nazwę najpiękniejszej wyspy, zobaczyłam tylko jednym okiem, gdyż słońce, słona morska woda i piasek przyczynily się do podrażnienia mojego narządu wzroku (dlatego polecam zakładanie okularów do pływania w morzu i okularów przeciwsłonecznych niemalże wszędzie). Pomimo chwilowej niedyspozycji wystarczyło mi jedno oko, by odkryć niezwykły urok tej wulkanicznej wyspy.

zdjecie oko

Większość czasu spędziliśmy na Krecie - największej z greckich wysp, która leży na Morzu Śródziemnym. Jest najdalej wysuniętym na południe punktem Europy. Stanowi kolebkę europejskiej cywilizacji - miejsce narodzin kultury minojskiej, której rozkwit nastąpił wiele lat przed klasyczną kulturą grecką. Wyspa rozwijała się kolejno pod rządami Greków, Rzymian, Bizantyjczyków, Wenecjan i Turków, co wytrawnemu turyście pozwala na wychwycenie przenikających się wpływów kulturowych.

Przyznaję, że jest idealnym miejscem na wakacje, dzięki licznym miejscom, które koniecznie trzeba zobaczyć! Tym razem udało się nam zwiedzić tylko kilka z nich: Heraklion (stolicę wyspy), zabytkowe Knossos, Santorini (malowniczą, cykladzką wyspę), turkusową lagunę Balos na końcu półwyspu Gramvousa w pn-zach części Krety oraz uroczą plażę - Matalę. Jestem pewna, że jeszcze kiedyś tu wrócimy.

Matala

Koniecznie zachęcam do odwiedzenia lokalnych biur turystycznych, w celu wykupienia znacznie tańszych biletów wycieczkowych niż te, które są proponowane w hotelach czy przez innych pośredników, np. za 2 bilety na Santorini - najdroższą wycieczkę - na jaką się udaliśmy, zapłaciliśmy 200 Euro, a w hotelu cena wynosiła 280 Euro. Jedyną niedogodnością, dla niektórych turystów, może w tym przypadku okazać się brak polskojęzycznego pilota Organizatorem wycieczki na tą wyspę jest tylko jeden koncesjonowany przewoźnik, jeden z najbogatszych w Grecji.

Na Santorini popłynęliśmy katamaranem i zajęło nam to ok. 3 godzin. Następnie dojechaliśmy autokarem do jej najpiękniejszych miejscowości - Firy i Oli, a nasza pilotka, zwracająca się początkowo do turystów w języku angielskim i francuskim okazała się Polką... Nie tylko ujawniła przed nami wiele tajemnic wyspy, ale też zdradziła, że pomimo spokoju i przyjaznej atmosfery, jaka panowała na wyspach turystycznych Grecji, na lądzie ludzie żyją w znacznie większym stresie - kryzys ekonomiczny staje się coraz dotkliwszy, szczególnie ze względu na wysokie bezrobocie sięgające, w niektórych miejscach, nawet 60%. W tym rejonie jednak turyści mogli rozkoszować się atmosferą wakacji.

santorini

Wyspa jest znana z charakterystycznej architektury, zwana jest często wyspą białego miasta ze względu na jej białe domki, pokryte, z powodu dawnych przesądów, niebieskimi kopułami (wiele z nich to obiekty sakralne), wczepione w urwiska największej kaldery (zagłębienia w szczytowej części wulkanu) na świecie, zjawiskowo zdobią jej wybrzeże. Należy do najbardziej rozpoznawalnych pejzaży świata.

Kilkugodzinną wycieczkę zakończyliśmy wypoczynkiem na wulkanicznej plaży z krystalicznie czystą wodą i zaskakująco czarnym piaskiem, zanim udaliśmy się ponownie do portu, gdzie czekając na powrotny katamaran kosztowaliśmy grecką wódkę – ouzo, o smaku anyżowym.

plaza santorini

Już następnego dnia, po krótkim leżakowaniu i kąpieli w przyhotelowym basenie, udaliśmy się autobusem do stolicy Krety - Heraklionu, które jest największym miastem wyspy (140 tys. mieszkańców) i czwartym, co do wielkości, miastem Grecji. Stanow ion ośrodek o kosmopolitycznej atmosferze, pełen sklepów, restauracji muzeów i galerii sztuki. Najlepiej prezentuje się od strony morza, otoczony potężnymi bastionami fortecy obronnej z XII wieku, broniącej niegdyś bram miasta-portu. Polecam zwiedzającymromantyczną przerwę na obiad właśnie w tej okolicy ze względu na piękno spienionych fal bez końca uderzających o nabrzeża bulwaru portowego.

Heraklion

Największą jednak atrakcją turystyczną miasta jest muzeum archeologiczne - warto kupić tu bilet, upoważniający również do wstępu do pałacu w Knossos, oddalonego o ok. 7 km od centrum Heraklionu - wychodzi znacznie taniej. To najciekawsze muzeum na wyspach greckich, a drugie w kraju po muzeum w Atenach. Prezentuje ono unikalne eksponaty z okresu minojskiego, a więc sprzed czasów, zanim Grecy przybyli na Kretę: malowidła ścienne z pałaców, biżuterię minojską czy kamienne tablice. Znajduje się tu także tajemniczy dysk z Fajtos, znaleziony w 1903 r. najsłynniejszy, a zarazem najbardziej tajemniczy przedmiot, jaki wydobyto z ziemi kreteńskiej. Warto udać się tu też na klimatyczny bazar, gdzie można nabyć składniki kreteńskiej diety, takie jak: sery, zioła, oliwki, oliwy oraz sezonowe warzywa i owoce.

Kolejnego dnia zdecydowaliśmy się wynająć samochód, a ściśle mówiąc – małe kabrio, żeby poczuć „wiatr we włosach”. Wybraliśmy się na południe wyspy weczwórkę, więc mogliśmy podzielić koszty na dwie pary. Najpierw pojechaliśmy do Knossos, a pożniej na Matalę.

Knossos – mówi się, że żaden turysta nie wyjedzie z wyspy, nie zwiedziwszy tego zabytkowego miasta. Obowiązkowo należy zobaczyć pozostałości oraz zrekonstruowane fragmenty pałacu - króla Minosa. Owa minojska budowla była wspaniałym osiągnięciem ówczesnej cywilizacji. Składała się z 1,5 tys. pomieszczeń, prawdopodobnie na pięciu kondygnacjach. Z miejscem tym wiążą się liczne mity, np. o żonie Minosa, która urodziła potwora z głową byka i ciałem człowieka – Minotaura, uwięzionego w labiryncie, zbudowanym przez Dedala.

Knossos

Następnie, jadąc typowo kreteńską, pełną serpentyn, drogą krajową (nie ma tu autostrad), idealnie nadającą się do podróży kabrio, podziwialiśmy piękno zmieniających się krajobrazów; pól i gajów oliwnych. Po prawie dwóch godzinach, wliczając w to przerwę na wykonanie zdjęć widoków zapierających dech w piersiach, dotarliśmy do Matali – urokliwej plaży położonej w półkolistej zatoce, z niebywale czystą plażą. Od strony zachodniej góruje nad plażą skała, w wykutych w niej licznych grotach chowano tu zmarłych w okresie rzymskim. Natomiast w latach 60-tych i 70-tych zamieszkiwali w nich hippisi. Nadal można ich spotkać na plaży - kupiliśmy od nich barwne, misternie tkane bransoletki.

W drodze powrotnej zwiedziliśmy rybackie miasteczko Agia Galini, zwane też „małym Santorini” ze względu podobieństwo kolorystyki i stylu zabudowy. Jest to jeden z najpopularniejszych kurortów na wyspie. Na skalistym wzniesieniu znajdują się obok siebie pomniki Dedala i Ikara. To właśne tutaj ci bohaterowie Starożytności, według znanej legendy, podjęli się próby latania. Wzrok turystów przykuwa także przepiękna panorama na port oraz Zatokę Messara

Agia Galini

Kolejny dzień spędziliśmy na słonecznej plaży, flirtując ze spienionymi falami, niezbyt głębokiej wody, kilka kilometrów od brzegu. Zbieraliśmy siły do kolejnego wyjazdu na wyspę Gramvousa, a o 6 tej rano wyjechaliśmy autokarem, który dowiózł nas do Kisamos, portu położonego na pn-zach Krecie. Stamtąd wybraliśmy się na rejs statkiem – podczas, którego gorąco polecam degustację wielokolorowego napoju o nazwie Balos, niepozbawionego odrobiny alkoholu, co świetnie zabezpiecza  przed chorobą morską:). Na wyspie czekała na nas wenecka twierdza, na którą wejście, przy temp. 40 C wymagało pewnego wysiłku. Mimo wszystko warto, ze względu na wspaniały widok rozpościerający się z jej wierzchołka. Po zejściu zanurzyliśmy się, na chwilę, dla ochłody w słonym morzu. Późnej spłukaliśmy resztki soli pod prysznicem umiejscowionym przy wejściu na statek i popłynęliśmy do niesamowitej laguny - Balos. Zachwyciła nas wszystkimi odcieniami błękitu i zieleni oraz plażą z różowym piaskiem, który nasuwał skojarzenia z karaibskim wybrzeżem. W drodze powrotnej zajadaliśmy się na statku lodami, na które ogłoszono przez głośniki spore zniżki.

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama