reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
Psychologia
poniedziałek, 12 czerwiec 2017 07:43

Bożena Czerwińska - doktorantka Dolnośląskiej Szkoły Wyższej we Wrocławiu, certyfikowany terapeuta i diagnosta pedagogiczny. Absolwentka  Studium Mediacji oraz Studium Psychologii Sądowej. W trakcie studiów podyplomowych z oligofrenopedagogiki.

 

Dyplomowany nauczyciel, który szczególną troską obejmuje: dzieci i młodzież z dysleksją, ADHD, zespołem Aspergera (obecnie pojmowanego jako spektrum zaburzeń autystycznych - ASD).Zajmuje się m.in. problematyką zaburzeń ze spektrum autyzmu w kontekście:

- przestrzegania wytycznych opinii i orzeczeń z PPP przez placówki oświatowe

- sytuacji rodziców i opiekunów prawnych i całych rodzin

- przybliżenia specyfiki deficytów ucznia

- problemów z  prawidłowym przebiegiem procesu postawienia diagnozy o ASD

- akceptacji w środowisku szkolnym i w społeczeństwie

- pozywania do sądów rodziców, a nawet samych dzieci z powodu zaburzeń autystycznych

- nieprawidłowości w orzekaniu na komisjach ds. niepełnosprawności

- poradnictwa dla nauczycieli

 

Uczestniczka wielu szkoleń, mi.in:

- Sposoby pracy z dziećmi i dorosłymi osobami ze spektrum autyzmu - przejawiającymi zachowania problemowe - edcfwedług modelu Pozytywnego Wspierania Zachowań. Szkolenie prowadzone przez Garego LaVigna (Dyrektor ds. Klinicznych w Institute for Applied Behavior Analysis w Los Angeles)

- Drogi i mosty. Najlepsze strategie uczenia umiejętności społecznych osób z ASD. Szkolenie prowadzone przez Garetha Hardmana i Kate Nixon (specjaliści z National Autistic Society z Wielkiej Brytanii)

- Redukcja zachowań trudnych u osób z zaburzeniami rozwoju poprzez rozwijanie komunikacji funkcjonalnej. Szkolenie prowadzone przez Andy Bondego ( lider w dziedzinie autyzmu i Stosowanej Analizy Zachowania) i Lori Frost  (lider w dziedzinie rozwijania funkcjonalnych systemów komunikacyjnych)

- Profil psychoedukacyjny PEP-R E. Schoplera w diagnozie i terapii dziecka z ASD

- Autyzm ZA. Praca z dzieckiem z całościowymi zaburzeniami rozwoju w oparciu otechniki behawioralne;

- Kurs bazowy Stosowana Analiza Zachowania – teoria i praktyka;

- Diagnoza w kierunku autyzmu i zespołu Aspergera;

- Jeśli nie zespól Aspergera , to co? – konferencja szkoleniowa

- Najważniejsze, by wspierać. Dysleksja i dyskalkulia – metody i narzędzia pracy z uczniem

 

Podnosi swoje kwalifikacje poprzez regularne uczestnictwo w konferencjach, szkoleniach i war-sztatach  o tematyce autyzmu, Specjalnych Potrzeb Edukacyjnych, czy terapii pedagogicznej. Prowadzi wykłady/warsztaty na konferencjach i szkoleniach dotyczących różnych płaszczyzn: szkolnych, społecznych,  orzecznictwa  nt. autyzmu. Autorka publikacji w tym zakresie. Przewodnicząca Komisji ds. niepełnosprawności i edukacji włączającej przy Stowarzyszeniu Kobieta Charytatywna. Prywatnie: matka dwójki dzieci zespołem Aspergera i ADHD,

poniedziałek, 15 maj 2017 08:45

Około 50 km od Krakowa znajduje się miejsce, które każdy amator Roller Coaster i mocnych wrażeń powinien odwiedzić chociaż raz. Rodzinny Park Rozrywki Energylandia w Zatorze rozpoczął właśnie czwarty sezon swojej działalności, a wraz z nim ma do zaoferowania aż 19 nowych, wyjątkowych atrakcji! Co nas czeka w tym roku?

 

Jungle Adventure 

 

W tym sezonie w Energylandii przybędzie największa dzika rzeka w tej części Europy, to młodsza siostra istniejącej już wodnej atrakcji Atlantis. Spektakularne efekty specjalne, dzikie wiry, kaskady, wodospady oraz szybkie nurty nie pozostawią miejsca na nudę. Przejażdżka Jungle Adventure, która czynna będzie w letnie miesiące, to emocjonująca przygoda, na którą warto wybrać się z przyjaciółmi lub rodziną – okrągłe pontony mieszczą 9 osób gotowych na wodne orzeźwienie i solidną dawkę emocji.  

 

Water Coaster Speed 

 

Ten najwyższy i najszybszy na świecie (!) wodny Roller Coaster bijący wszystkie możliwe, światowe rekordy wysokości i prędkości w swojej kategorii dostępny będzie już w wakacje! Zjawiskowe połączenie rollercoastera i przejażdżki wodnej to atrakcja wznosząca pasażerów na ponad 60 metrów wysokości i osiągająca prędkość około 110 km/h!

 

Mayan  

 

apocalipto

Ten podwieszany Roller Coaster o wysokości solidnego 10-piętrowego wieżowca, zapewni amatorom adrenaliny dawkę wrażeń, jakich oczekują. Podczas przejażdżki Mayan, można bowiem odczuć przeciążenia rzędu 5G, podobne do tych, jakie towarzyszą pilotom odrzutowców F16 czy bolidu wyścigowego. Pięć inwersji przy prędkości 80 km/h to gwarancja zadowolenia dla każdego wielbiciela szybkich Roller Coasterów. Mayan to największe tego typu urządzenie w naszej części Europy.  

 

Water Park 

 Energylandia promo wiosna 2017 7

Nie samą adrenaliną człowiek żyje – po ekstremalnych przejażdżkach goście Energylandii mogą orzeźwić się w Water Parku, czyli wodnej strefie z powierzchnią basenową mierzącą 1800 m2, wyposażoną w wodospady, zjeżdżalnie oraz statek i skały, czyli specjalnie zaprojektowaną scenografię! Ponad to znaleźć tu można piasek, palmy, leżaki oraz dwa punkty gastronomiczne z jedzeniem i napojami. To doskonałe miejsce dla rodzin z dziećmi i każdego, kto chce przenieść się marzeniami w gorący świat tropików. 

 

Strefa Familijna 

 IMG 7586 2557fd76fb6aef 1200x800

Tutaj każdy znajdzie coś dla siebie. W strefie familijnej na odwiedzających czeka mnóstwo niespodzianek. Można na przykład przenieść się do czarującej szwajcarskiej wioski, lub przez chwilę poczuć się… Wikingiem! W strefie tej nie brakuje także Roller Coasterów i innych emocjonujących atrakcji. Tegoroczną nowością będzie Anaconda – spływ dużą łodzią nurtem dzikiej rzeki naszpikowanej wodospadami i innymi niespodziankami.

Warto odwiedzić Energylandię specjalnie dla rodzinnej przejażdżki Anacondą! Nic nie łączy ludzi tak jak wspólna zabawa i emocje! 

środa, 15 marzec 2017 18:37

 

unnamed

Kobieta Charyzmatyczna „w drodze”: wrażliwa, empatyczna, zawsze gotowa do wspierania innych

      Kiedy Pani Beata postanowiła zgłosić moją kandydaturę do tytułu „Kobieta Charyzmatyczna” uśmiechnęłam się, ponieważ w moim odczuciu ten tytuł do mnie zupełnie nie pasuje. Na wszelki wypadek zajrzałam do słownika, żeby sprawdzić, czy aby dobrze rozumiem słowo „charyzmatyczna”. W Słowniku języka polskiego określenie to rozumiane jest jako „szczególna, wyróżniająca się”, a przecież nie jestem ani szczególna, ani wyróżniająca się. Kiedy jednak zajrzałam do Internetu i przeczytałam rozważania Łukasza Jamrozy na temat sześciu cech osoby charyzmatycznej, nie byłam już taka pewna, czy to pomyłka. Niewątpliwie mam dobry kontakt z ludźmi, oparty na szacunku, empatii, wrażliwości na ich potrzeby i naturalnej chęci pomocy. Nawet dopiero co poznani ludzie najczęściej bez trudu otwierają się przede mną, obdarzają zaufaniem i moje ewentualne uwagi czy rady traktują poważnie, jak od osoby z tzw. autorytetem. Prawdopodobieństwo, że jadąc pociągiem do Gdańska, Wrocławia, Warszawy czy Torunia będę sobie czytać książkę lub rozwiązywać krzyżówki jest raczej niewielkie. Z reguły znajdzie się ktoś, kto podzieli się ze mną swoim życiem, swoimi problemami, czasami wymienimy adresy, telefony i znajomość jest później kontynuowana.

poniedziałek, 14 listopad 2016 15:15

Znajdź sobie zajęcie, które kochasz, a nie będziesz musiał pracować w życiu nawet jeden dzień.

                                                                                       Konfucjusz

Tomek Kania podejmował się różnych zajęć, a jego życiowe role zmieniały się podobnie często jak adresy zamieszkania. Pracował jako stróż, szatniarz, pokojówka w niemieckim hotelu, parobek w Szwajcarii, sprzątał autobusy, a nawet oczyszczał rowy melioracyjne. Dzięki zdobytemu wykształceniu konsekwentnie wspinał się po kolejnych szczeblach kariery zawodowej i osiągnął wszystko, o czym myślał. Był doradcą, konsultantem, dyrektorem finansowym kilku spółek, zasiadał w kliku zarządach. W końcu został pierwszym Polakiem stojącym na czele ZARA Polska, współtworząc tym samym historię polskiego handlu odzieżą markową. W pewnym momencie poczuł, że przestał się spełniać. Postanowił zejść z drabiny, na którą wspinał się przez wiele lat. Napisał książkę, w której dzieli się swoją wiedzą i przemyśleniami. „Myśl co chcesz” to projekt obejmujący książkę, blog i funpage kierowany do ludzi, którzy mają marzenia i chcą je realizować. Dla nich pisze.

Dlaczego Tomek, a nie Tomasz? Nie jesteś już nastolatkiem.

Oczywiście w dowodzie osobistym widnieje: Tomasz. Myslę jednak o sobie: Tomek. Tak zwracają się do mnie niemal wszyscy. Nie ma w tym zatem żadnej kokieterii czy odmładzania się na siłę. Tomek jest mi po prostu dużo bliższy. A to książka dosyć osobista.

poniedziałek, 20 czerwiec 2016 08:12

Słowa mają moc. O tym nikogo nie trzeba przekonywać. Dzięki nim mamy możliwość przekazywania innym swoich myśli, wrażeń, emocji czy uczuć.

Słowa mają siłę sprawczą. Te dobre - wypowiedziane we właściwych okolicznościach, w odpowiednim momencie, przez właściwe osoby - mogą zdziałać cuda.

Słowa mają siłę rażenia. Te złe – ranią, sprawiają ból nieporównywalny z krzywdą wyrządzoną fizycznie. Dla naszej psychiki złe słowa są jak rysy na szkle - zostawiają trwały ślad.

Słowa potrafią niszczyć. Ci, którzy je wypowiadają biorą na siebie ogromną odpowiedzialność i zawsze powinni zdawać sobie sprawę z konsekwencji.

Zalewa nas nowa fala. Toniemy w złych słowach. Hejt, czyli tak zwana mowa nienawiści, otacza nas na każdym kroku. Jest obecna zarówno w sieci, jak i w przestrzeni publicznej. Hejt off-line znany jest od zawsze. Wynika z naturalnej tendencji człowieka do okazywania agresji, bo niestety każdyz nas nosi w sobie nie tylko pokłady dobra, ale też zła. Internet jest jedynie (albo aż) nowym jego nośnikiem. Hejt on-line jest więc po prostu smutnym znakiem naszych czasów. Czasów, w których nie odpowiada się za swoje słowa, czasów, w których można powiedzieć prawie wszystko i prawie bezkarnie, czasów, które dają złudne poczucie anonimowości. To dodaje odwagi i sprawia, że świadomie czy mniej świadomie zamiast negować lajkujemy hejt.

Choć nie jestem psychologiem, ciekawi mnie człowiek. Lubię pochylać się nad tym, co ludzkie, może, żeby lepiej zrozumieć i żeby było mi mniej obce. Obserwując ludzi od jakiegoś czasu, dziwię się skąd w nich tyle negatywnych emocji. Zastanawiam się (trochę ze względu na swój stosunkowo jeszcze młody wiek), czy zawsze tak było, czy aby przypadkiem nie mamy do czynienia z kumulacją i zarazem eskalacją negatywnych zachowań. Starałam to sobie tłumaczyć dzisiejszym trybem życia - szybkim i w stresie. Tylko jak usprawiedliwić kierowcę autobusu, który nazywa idiotką kobietę tylko dlatego, że w roztargnieniu zapomniała okazać mu bilet? Jak wyjaśnić wyzwiska i obelgi kierowane do mojej przyjaciółki, która po prostu wracała tramwajem do domu? Notabene tramwaj też został zdemolowany. Jak zrozumieć przemoc między kibicami piłki nożnej? A to tylko przykłady hejtu dnia codziennego. Można rzec taki nasz hejt powszedni. Gorzej, gdy zjawisko osiąga większy wymiar i przenosi się na inną płaszczyznę. Tu już nie chodzi o brak zwykłej ludzkiej życzliwości, dobrego słowa czy uśmiechu. Tu chodzi o brak akceptacji, nienawiść, a nawet agresję wobec obcych, wobec innych. Hejt na tle narodowościowym, rasowym, wyznaniowym czy orientacji seksualnej staje się coraz bardziej powszechny i co gorsza, coraz bardziej akceptowany, zwłaszcza ten w przestrzeni publicznej. O ile hejt w sieci umożliwia nam natychmiastową reakcję, choćby w postaci jakiegoś komentarza, to już widząc obraźliwy czy rasistowski napis na budynku czy murze prawdopodobnie nie zareagujemy.

Zatrważa mnie coraz większa obojętność i brak reakcji na tę bądź co bądź przemoc psychiczną. Naukowcy podkreślają, że częsty kontakt z mową nienawiści odwrażliwia na tego rodzaju treści. Badania dowodzą, że gdy ludzie obserwują przypadki łamania norm społecznych, sami są również bardziej skłonni dopuszczać się ich naruszania. A zatem przenosząc to na grunt mowy nienawiści początkowo, napotykając hejt, czujemy się zniesmaczeni, oburzeni czy zszokowani, jednak po pewnym czasie obcowania z tym zjawiskiem nasza reakcja emocjonalna staje się coraz słabsza i - o zgrozo - przestajemy go zauważać!

piątek, 17 czerwiec 2016 10:22

Pojęcie bilansu oraz własności intelektualnej i prawnej jest chyba znane każdemu, kto miał jakąkolwiek styczność z zarządzaniem przedsiębiorstwem, rachunkowością spółki, czy inwestycjami na rynku akcji. Własność intelektualną i prawną stanowią m.in. koszty zakończonych prac rozwojowych, tzw. "wartość firmy" pojawiająca się podczas jej sprzedaży, odzwierciedlająca m.in. jej rozpoznawalność na rynku. Są to również inne własności niematerialne i prawne, takie jak posiadane patenty, oprogramowanie użytkowe oraz wszystkie rzeczy niematerialne posiadające określoną wartość - przeliczalną w pieniądzu. Na świecie ochrona własności intelektualnej nie jest zjawiskiem aż tak nowym, jakby mogło się wydawać. Prawo na świecie uznaje ją już od 1883 roku - dzięki konwencji paryskiej. Istniała ona wtedy pod dumną nazwą ochrony "prawa własności przemysłowej". Już w 1886 roku - po konwencji berlińskiej, została rozwinięta o pojęcie utworu oraz ochrony własności literackiej i artystycznej. W roku 1967 natomiast pojawia się Światowa Organizacją Własności Intelektualnej, wprowadzając pojęcie prawa autorskiego.

Daniel 'zoNE' Gabryś
Zdjęcie: Daniel 'zoNE' Gabryś

wtorek, 14 czerwiec 2016 13:25

Ciało i jego wygląd od zawsze pełniły istotną rolę w życiu człowieka. Już starożytni Spartanie poświęcali mnóstwo czasu i uwagi na rzeźbienie go za pomocą ćwiczeń fizycznych. Jednak jeszcze nigdy w historii kult ciała nie był tak wyraźnie obecny jak teraz.

Jego konsekwencje są szczególnie dotkliwe dla kobiet: to one od najmłodszych lat chłoną przekazy prezentujące nierealny „ideał” urody. Przykładem są choćby popularne filmy animowane wytwórni Disney’a, w których nigdy nie mogło zabraknąć długonogich, nieprawdopodobnie szczupłych i zwiewnych piękności. Oprócz urody bohaterki miały inną wspólną, bardzo charakterystyczną cechę: były bierne. Ich życiowym celem było znalezienie miłości, a osiągały to samym tylko wyglądem (najczęściej było to zresztą uczucie „od pierwszego wejrzenia”).

Konsekwencją pozostawania pod wpływem podobnych wzorców (obecnych choćby w prasie kolorowej czy telewizyjnych reklamach) może być samouprzedmiotowienie. Zjawisko to zostało opisane przez Fredrickson i Roberts oraz McKinleya i Hyde’a i oznacza nawykowy, stały monitoring własnego wyglądu. W dzisiejszej kulturze popularnej kobieta oceniana jest przede wszystkim na jego podstawie, a jej ciało przedstawiane jest głównie jako źródło przyjemnych doznań. Małe dziewczynki, chłonąc przekazy, w których kobiety nieustannie traktowane  w przedmiotowy sposób, zaczynają postrzegać same siebie jako przedmiot do oglądania i oceniania na podstawie wyglądu. Wiele z nich konstruuje własną tożsamość na podstawie ciała - dlatego właśnie poczucie „bycia piękną” w dużo większym stopniu u kobiet niż u mężczyzn koreluje z poczuciem własnej wartości oraz oceną życiowego sukcesu.

Z czym właściwie wiąże się traktowanie własnego ciała w sposób przedmiotowy? Oznacza to, że niejednokrotnie jego wygląd jest dla nas ważniejszy niż inne związane z nim aspekty, takie jak zdrowie czy sprawność. Bardziej zależy nam na tym, by prezentować się atrakcyjnie i wzbudzać podziw w osobach, które na nas patrzą, aniżeli na tym, by czuć się dobrze i komfortowo. Skrajnym przejawem takiego myślenia są osoby cierpiące na zaburzenia odżywania, które przedkładają szczupłe ciało nad przyjemność płynącą z jedzenia, energię do codziennego funkcjonowania, a nawet własne życie. Osoby takie uczą się ignorować sygnały płynące z własnego organizmu, skupiając się jedynie na jego wyglądzie zewnętrznym. Samouprzedmiotowienie można jednak zauważyć również u całkowicie zdrowych i normalnie funkcjonujących osób gotowych spędzać każdy dzień w bardzo niewygodnym ubraniu, które jest korzystne dla ich sylwetki lub nierezygnujących ze szpilek, pomimo spowodowanych przez nie problemów zdrowotnych.

Czy oznacza to, że nie powinnyśmy w ogóle interesować się własnym wyglądem? Oczywiście, że nie. Róbmy to jednak z głową i nie zapominajmy, że nasze ciało nie jest jedynie „przedmiotem do oglądania”. Dbajmy o nie tak, by służyło nam dobrze przez długie lata: odpowiednio odżywiajmy, zapewniajmy mu odpowiednią dawkę ruchu, nie zapominajmy o regularnych badaniach. I cieszmy się nim! Pozwalajmy sobie na małe, zmysłowe przyjemności – w końcu czym byłoby życie bez kawałka czekolady od czasu do czasu?

Alicja Skibińska

czwartek, 05 maj 2016 11:34

Jak mówić, żeby się zrozumieć czyli trening komunikacji interpersonalnej

Kolejnym ze szkoleń organizowanych przez Zabrzańskie Centrum Rozwoju Przedsiębiorczości były zajęcia z komunikacji interpersonalnej prowadzone przez Tomasza Lemańskiego, właściciela firmy szkoleniowo-doradczej TOPSUPPORT. Zajęcia miały na celu pomóc uczestnikom przeanalizować, w jaki sposób komunikacja wpływa na odbiór społeczny ich osoby lub firmy oraz stworzyć lepsze warunki do współpracy z innymi.

Szkolenie prowadzone był głównie na podstawie różnego rodzaju ćwiczeń, które pomagały nam w praktyce dostrzec sedno niektórych barier w komunikacji oraz znaleźć rozwiązanie, jak sobie z nimi poradzić.

Głównym przekazem Pana Tomasza, było abyśmy w tym krótkim czasie zdobyli wiedzę oraz umiejętności – gdyż, jak sam wyjaśnia: niestety nie zawsze idzie to w parze – w przekazywaniu innym wytworów naszych myśli w taki sposób, aby było to dla odbiorcy zrozumiałe. Wydawałoby się to niczym nadzwyczajnym, przecież komunikujemy się, rozmawiamy i nawiązujemy różnego rodzaju relacje czy to biznesowe czy osobiste na co dzień, więc jaki w tym tkwi problem? Właśnie na tego rodzaju warsztatach można się tego dowiedzieć. Na trudności w komunikacji wpływają różnego rodzaju czynniki, na niektóre nie mamy wpływu, ponieważ taki mamy charakter, tak jesteśmy ukształtowani przez przeżycia, doświadczenie czy też mamy inny tok rozumowania niż nasz rozmówca, ale są również czynnik,i o których na co dzień zapominamy, czynniki, na które mamy wpływ. To dzięki nim możemy świadomie i mądrze przekazywać informację innym tak, aby było to dla nich zrozumiałe.

Nie wiem czy każdy z uczestników wyszedł z sali z potrzebną wiedzą i umiejętnościami, ale sądzę, że tak. Natchnęła mnie tą myślą jedna z uczestniczek szkolenia, która zajmuje się prowadzeniem sklepu zoologiczngo. Jak sama przyznała, czasem nie wiedziała jak komunikować się z klientami czy dostawcami, aby na tym nie stracić. Po warsztatach widziałam ją jak wychodziła z uśmiechem, co zasugerowało mi, że na pewno zdobyła odpowiednią wiedzę, a ćwiczenia, które mieliśmy okazję przeprowadzić pozwoliły jej choć częściowo uzyskać potrzebne umiejętności. Zapewne więc Panu Tomaszowi udało się osiągnąć cel szkolenia, ponieważ, jak sam powiedział mi później – chce, by ludzie korzystający z jego szkoleń wychodzili nie tylko z wiedzą i umiejętnościami, ale też ze świadomością, że nie zmarnowali czasu czy pieniędzy, ponieważ na pewno wykorzystają zdobyte informacje. A uśmiech tej kobiety jest tego dowodem.

Warsztaty mogę zaliczyć do interesujących i praktycznych, sądzę, że jest to między innymi wynik doświadczenia Pana Tomasza, który funkcjonuje na rynku już trzy lata. Oprócz tego, jak sam wspomniał: Robię to, co naprawdę w życiu lubię robić. Uwielbiam kontakt z ludźmi i interakcje zachodzące między nimi, uwielbiam kiedy mogę się spotkać z ludźmi, którzy uczestniczyli w moich szkoleniach i gdy oni dzielą się ze mną swoimi dokonaniami i informują o tym, że coś w ich życiu zmieniło się na lepsze. To daje mi ogromne poczucie spełnienia, realizacji i ogromną satysfakcję. Luksusem jest pracowanie w obszerze, który sprawia nam przyjemność. Ludzie często mnie pytają czy szkolenia mnie nie męczą,a  ja na to odpowiadam, że nie wiem czy jeszcze jestem w pracy czy na sympatycznej rozmowie.

Czy warto korzystać z takich szkoleń? Są one tak różne, jak ich prowadzący, ale kiedy osoba ta przejawia pasję, lubi ludzi i, co najważniejsze, ma doświadczenie, które potrafi przekazać, to każdy wyniesie ze szkolenia coś ważnego dla siebie – czy wykorzysta to w przedsiębiorczości, małym biznesie, w pracy w sklepie, czy w życiu prywatnym, w rozmowie z najbliższymi, z którymi czasem najtrudniej jest nam się w sposób zrozumiały komunikować.

www.topsupport.pl

                                                                                           Anna Kesja Krzyczkowska

czwartek, 05 maj 2016 08:43

W zabrzańskim Centrum Przedsiębiorczości regularnie odbywają się szkolenia z różnych dziedzin. Mogą skorzystać z nich zainteresowani, należy jednak wcześniej zapisać się telefonicznie bądź drogą elektroniczną.

Ważne jest, aby potwierdzić swoją obecność, a w przypadku rezygnacji również o tym poinformować, ponieważ wtedy może skorzystać ktoś inny, gdyż liczba miejsc jest ograniczona. Miałam okazję wziąć udział w zajęciach we wtorek 26 kwietnia, które były prowadzone przez Panią Paulinę Świtałę - Wykładowca Uniwerytetu Śląskiego i Pana Piotra Górę - operatora "OkoObiektyw".

Kiedy uczestnicy dowiedzieli się, że oprócz samej teorii, będą także zajęcia praktyczne przed kamerą, wywołało to wśród nich niemały stres. Kto lubi występować publicznie, a na dodatek przed kamerą?

Zanim do tego doszło, skoncentrowaliśmy się na przygotowaniu swojej osoby do takiego wystąpienia. W pierwszej kolejności poruszony został temat wizerunku. Dlaczego tak ważne jest, aby dobrze wybrać strój, nawet jego deseń i kolor. Otóż dowiedzieliśmy się jakie materiały i kolory nie są mile widziane przez kamerę. Poza tym usłyszeliśmy o tym, co kamera podkreśla, w jaki sposób może nam pomóc albo zaszkodzić. Była mowa o dress codzie na różnych spotkaniach czy np. w pracy. Mnóstwo ciekawych rzeczy, o których na co dzień się nie mówi, rzadko też można o tym przeczytać. Które kolory są dobre, a które absolutnie nie nadają się do studia telewizyjnego.

Kiedy już wątek wyglądu został dokładnie omówiony, przeszliśmy do części merytorycznej. Jak już przygotujemy swój strój, fryzurę, makijaż to kolejnym kluczowym elementem jest wiedza. Dokładne i rzetelne sprawdzenie informacji o naszym rozmówcy. Prześledzenie faktów, liczb i ich aktualności. Wskazówka od pani Pauliny – jeśli nie jesteś pewny/pewna informacji lub liczb nie rozwijaj tematu, bo to nieprofesjonalne. Dziennikarz ma być przygotowany, rzetelny i dociekliwy w zbieraniu informacji.

Po teorii przyszedł czas na praktykę. Pan Piotr udzielił jeszcze ostatnich rad na temat postawy czy innych zachowań przed kamerą. Czas ruszyć do akcji. Pierwsze zadanie polegało na tym, że po dobraniu się w pary każdy z nas miał za zadanie przeprowadzić krótki wywiad z partnerem. Krótkie pytania. Wywiad był nagrywany. Gdy już wszyscy przeszli tę trudną próbę sił, był czas na podsumowanie. Pani Paulina zwracała uwagę na to, co dobrze nam poszło, a nad czym należy popracować. Można było dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy na swój temat. Ja dowiedziałam się np. że mam nieco „generalski ton głosu”. Każdy uczestnik dowiadywał się czegoś innego, jedni byli swobodni przed kamerą, inni nieco bardziej spięci. Ale po drugim nagraniu, kiedy zamieniliśmy się rolami, było znacznie łatwiej. Wiedzieliśmy już na co zwrócić uwagę, jak dobrze zająć pozycję, czy mówić wolniej lub  szybciej. W efekcie końcowym każdy z uczestników poradził sobie bardzo dobrze, jak na taką niecodzienną sytuację.

To co było wspólne dla wszystkich występujących, to uśmiech. Pani Paulina często podkreślała, że jest on bardzo ważny w kontaktach z ludźmi, a przed kamerą na pewno. Dlatego na wspomnienie tego szkolenia uśmiecham się do siebie. Poznałam swoje mocne strony i te obszary, nad którymi mogę pracować. Oczekuje kolejnego szkolenia w Zabrzańskim Centrum Przedsiębiorczości.

Magdalena Saganowska 

środa, 27 kwiecień 2016 14:01

 Życie to proces, w którym cały czas coś sprzedajemy

 

Zostałam wysłana przez redaktor naczelną na szkolenie „Jak sprzedawać bez sprzedawania” w Zabrzańskim Centrum Rozwoju Przedsiębiorczości. Trzygodzinne warsztaty były prowadzone przez Piotra Pytla, właściciela sieci franczyzowej Storyteller Club. Poszłam na wyżej wymienione zajęcia z niezbyt pozytywnym nastawieniem, wyobrażałam sobie, że będę musiała siedzieć tam bite trzy godziny i nudzić się, słuchając wywodów, które są dla mnie niezrozumiałe i nieciekawe. Jednak już po minucie byłam mile zaskoczona. Dlaczego?

 

Pan Piotr przeprowadził warsztaty w sposób dynamiczny, żywy i z humorem. Od pierwszej minuty nawiązał z nami przyjazną nić porozumienia. Zapytał: „Co chcecie wynieść z tych warsztatów? Czego oczekujecie?”. Raczej mało kto by się spodziewał takiego pytania, wydawałoby się, że ktoś, kto przeprowadza szkolenia, zajęcia czy wykłady przyjdzie z przygotowanym od „a do z” materiałem, będzie, mówiąc kolokwialnie, gadał przez parę godzin i to będzie wszytko. Z całą pewnością tak nie było. Po zadanym pytaniu Pan Piotr tak przeprowadził dyskusję, by odpowiedzieć każdemu na jego oczekiwania. Zachęcał nas, abyśmy opowiadali swoje przeżycia na temat sprzedaży i na ich podstawie wyjaśniał nam poszczególne techniki sprzedaży. Sam na potwierdzenie jakiegoś stwierdzenia przytaczał przykłady z własnego doświadczenia. Dzięki temu każdy z uczestników mógł niejako w praktyce zobaczyć jak się sprzedaje usługę, towar czy cokolwiek innego, bo jak sam odpowiada na pytanie, czym jest sprzedaż:

Życie to proces, w którym cały czas coś sprzedajemy. Jeżeli mąż chce przekonać żonę do wyjścia do kina, teatru czy gdziekolwiek, to musi swój pomysł w jakiś sposób zaprezentować, szczególnie, kiedy żona nie ma ochoty w tej chwili i w drugą stronę tak samo, jeżeli żona chce przekonać męża, żeby wyszedł z nią na zakupy, a on może tego nie chcieć, to też musi użyć pewnych metod po to, aby „sprzedać” swój pomysł. I dokładnie tak samo trzeba sprzedać, jeżeli się idzie np. na rozmowę o pracę, też trzeba się zaprezentować. Jeżeli pracuje się już w tak zwanym handlu i proponuje się innym ludziom jakieś usługi czy produkty to jest już sprzedaż, którą wszyscy rozumieją. Ale ja uważam, że sprzedaż to jest życie, życie jest procesem sprzedaży, cały czas się rozwijamy, podczas każdej rozmowie z drugim człowiekiem, przekazując mu jakieś informacje, wiedzę też musimy to zrobić w taki sposób, żeby to było skuteczne, żeby on później wykorzystał to, co dostał. To też według mnie jest proces sprzedaży.

A skoro tak naprawdę życie jest procesem sprzedaży, to nasuwa się wniosek, iż musimy sprzedawać z przekonaniem, z wiarą w to, co robimy, z przekonaniem, że oprócz oczywistego zysku da nam to także satysfakcję. Myślę, że streszczanie informacji, jakie uzyskałam nie ma najmniejszego sensu, ponieważ sama nabyłam tam zaledwie odrobinę tego, czego można dowiedzieć się na pełnym szkoleniu. Warsztaty te dały jednak dużo, ponieważ nawet, jeśli niektóre rzeczy już wiedziałam, to zajęcia pomogły mi je uporządkować, pokazały jak wykorzystać tę wiedzę w życiu i jak korzystać z niej świadomie. Pan Piotr niejednokrotnie powtarzał, że mamy być szczerzy i otwarci w kontaktach z klientami lub potencjalnymi klientami, co uświadomiło mi, że sprzedaż to nie tylko techniki. Jak wypowiedział się jeden z uczestników: Mile mnie zaskoczyły te zajęcia, spodziewałem się usłyszeć coś w stylu „ile to ja mogę zarobić” i zobaczyć schematy pięknych samochodów i wakacji, na jakie pojadę, kiedy już zarobię na sprzedaży, a tu okazuje się, że można mówić o etyce, o wartościach. Bo sprzedaż to nie tylko praca, ale podejście do życia, umiejętność rozmowy z drugim człowiekiem.

www.piotrpytel.pl

Anna Kesja Krzyczkowska

piątek, 04 marzec 2016 19:58

Warto było

 

Anna, sporo po czterdziestce, ale nadal atrakcyjna i elegancka pani inżynier, matka córki i syna. Zamieniła piękne mieszkanie na strych, żeby ratować męża z kłopotów finansowych. W nowym miejscu stworzyła prawdziwy dom, w którym można szczerze porozmawiać, zasiadając przy smacznym obiedzie czy przed rozpalonym kominkiem.

 

Kiedy wieloletnia firma jej męża najpierw przestaje przynosić dochody, a z czasem wpada w poważne tarapaty finansowe, Anna najpierw sama stara się utrzymać rodzinę, prowadząc własną agencję reklamową, aż w końcu, mając nóż na gardle, podejmuje decyzję o sprzedaży ich pięknego 120-metrowego mieszkania, które zostało wcześniej zakupione na kredyt we frankach. W ten sposób planuje pozbyć się uciążliwej pożyczki i spłacić długi firmowe Grzegorza.

Dowiaduje się, że miasto sprzedaje 50-metrowe poddasze w jej kamienicy. Ponieważ nikt nie przystępuje do pierwszego przetargu, pojawia się szansa, że Anna zakupi lokal za 50% jego wartości. Niestety, niespodziewanie pojawia się konkurent i podbija cenę o kolejne 30% - Mogłam się jeszcze wtedy wycofać, ale podjęłam jednak to ryzyko - coś mi podpowiadało, żeby podbić ta cenę. Od początku miałam pomysł, jak zamienić tą obskurną norę w przytulne mieszkanie – wspomina z uśmiechem. - Dopiero jak wygrałam przetarg, zaczęłam się martwic skąd wezmę na to pieniądze. W ciągu dwóch miesięcy musiałam zapłacić za nie, inaczej przepadłaby wcześniej wpłacona zaliczka.

środa, 17 luty 2016 20:48

 

Wyprzedzić smutek

 

Według Światowej Organizacji Zdrowia na zaburzenia związane z depresją cierpi ok. 350 mln ludzi na całym świecie, w tym ok 1,5 mln Polaków. W odpowiedzi na rosnący problem już po raz czwarty realizowana będzie ogólnopolska akcja psychodeukacyjna - RE:akcja w depresji. Przez cały miesiąc, w jedenastu miastach Polski, wszyscy chętni będą mogli wziąć udział w bezpłatnych konsultacjach psychologicznych, wykładach, zajęciach pracy z ciałem, warsztatach redukcji stresu oraz wielu innych. W Jaworznie akcja startuje 23 lutego i potrwa do 23 marca.

Wydarzenia „RE:akcji w depresji” skierowane są do wszystkich zainteresowanych tematyką choroby, do bliskich osób dotkniętych depresją, ale także osób narażonych na ryzyko pojawienia się u nich symptomów depresji. Akcja została zainicjowana w 2013 roku przez wrocławski Ośrodek Psychoterapii i Fundację TRZECI BIEGUN, a już w trzecim roku w wydarzeniach związanych z RE:akcją w depresji wzięło udział ponad 2000 osób w dziesięciu miastach Polski.

W tym roku po raz pierwszy przystąpiliśmy do akcji, która w naszym mniemaniu ma charakter szczególny ponieważ dotyczy problemu, którego skala z roku na rok jest coraz większa. Wydarzenia są współorganizowane z Miejską Biblioteką Publiczną oraz Centrum Kultury Teatr Sztuk. Wszystkie wykłady oraz warsztaty są bezpłatne i skierowane do wszystkich, którzy zmagają się z objawami depresji, mają w swoim otoczeniu osoby cierpiące na depresję lub po prostu chcą dowiedzieć się czegoś więcej na temat tej choroby i jej leczenia – mówi Dominika Kajdas-Ciupek, psycholog i inicjatorka akcji w Jaworznie. – W ramach wykładów podejmujemy tematykę świadomej profilaktyki depresji, związku żywienia ze stanami emocjonalnymi, zagrożenia depresji u młodych matek a także aspektów prawnych ochrony zdrowia psychicznego. Szczególną rolę profilaktyki poprzez sztukę i kulturę przyjęło na siebie Centrum Kultury Teatr Sztuk, organizując szereg wydarzeń stwarzają możliwość aktywizacji osób w różnym wieku. Profilaktyka to nie tylko przekazywanie wiedzy akademickiej z zakresu zagrożenia depresją ale przede wszystkim dbanie o codzienną higienę psychiczną również poprzez sztukę, która jest wyrazem naszych emocji i przeżyć. Zgodnie z zasadami akcji można będzie również skorzystać z bezpłatnych konsultacji terapeutycznych w Centrum Rozwoju Osobistego i Psychoterapii SELF.

RE:akcję w depresji w Jaworznie zainauguruje w Miejskiej Bibliotece Publicznej 23. Lutego o godz. 16.30 Pełnomocnik Prezydenta Miasta Jaworzna Maria Materla. Wstęp na wszystkie wydarzenia akcji, jest bezpłatny. Wymagana jest jedynie wcześniejsza rezerwacja na organizowane warsztaty.

23.02.2016 Inauguracja
godz. 16.30-18.00

16.30 Inauguracja akcji psychoedukacyjnej Re:akcja
w depresji - Maria Materla  Pełnomocnik Prezydenta ds. Osób Niepełnosprawnych. Przedstawienie działań realizowanych w ramach akcji.  

16.45 „Maski depresji – nietypowe objawy i przebieg choroby” - Dominika Kajdas-Ciupek, psycholog Centrum Rozwoju Osobistego
i Psychoterapii SELF
17.30 - 17.40 przerwa cateringowa      
 

17.40 - 18.25 „Smak radości i smak smutku – o związku odżywiania z emocjami” – Martyna Gorczyńska, dietetyk

02.03.2015 godz. 16.15 Wykłady otwarte
16.15 -17.00 "Kryzys nie równa się depresja - oblicza
i konsekwencje kryzysów

rozwojowych i sytuacyjnych" - Joanna Beker, psycholog, psychoterapeuta, Ośrodek Interwencji Kryzysowej w Jaworznie

17.00 -17.10 przerwa

17.10 - 17.55 "Kiedy żal i smutek nie przemija - czyli depresja czy jeszcze żałoba" Natalia Prostak, psycholog, psychoterapeuta, "Gabinet Psychoterapii Natalia Prostak"

16.03.2016 godz. 17.00 Wykład otwarty
"Aspekty prawne ochrony zdrowia psychicznego"
Katarzyna Martyka, radca prawny

18.03.2016 godz. 16.00 Warsztat dla mam
i przyszłych mam
„Blaski i cienie macierzyństwa – o smutkach i radościach bycia mamą” Dominika Kajdas-Ciupek, psycholog, Centrum Rozwoju Osobistego i Psychoterapii SELF; Martyna Gorczyńska, dietetyk Szczegółowe informacje oraz zapisy tel. +48 606950855

23.03.2016 godz. 17.00 Wykład otwarty
„Wyprzedzić smutek  - o profilaktyce zaburzeń depresyjnych”.
Podsumowanie akcji psychoedukacyjnej "Re:akcja w depresji"  Anna Dudek- Smaka, psycholog, psychoterapeuta,
Dominika Kajdas-Ciupek, psycholog, Centrum Rozwoju Osobistego
i Psychoterapii SELF

Otwórz się! – warsztaty świadomości ciała – Katarzyna Nieużyła. Warsztat jest nastawiony na zwiększenie świadomości ciała i jego roli w naszym samopoczuciu psychicznym. Stanowi zaproszenie do pogłębienia świadomości swojego ciała. Ruch, który otwiera, skupienie, które dodaje  pewności siebie oraz ćwiczenia taneczne, w których "rozwiniemy skrzydła". Warsztaty  przeznaczone są dla kobiet w każdym wieku. Szczegółowe informacje oraz zapisy
tel. +48 606950855

05.03.2016, godz. 10.00-14.00

11.03.2016, godz. 19.00- 21.00

12.03.2016, godz. 10.30- 14.00

Podwieczorek w Foyer
Katarzyna Pokuta, Dominik Socha

19.02.2016, godz. 17.00 „O miłości prawie nic”

31.03.2016, godz. 17.00 „Kobiety poezji”

Klub Filmowy Alternatywa
Katarzyna Pokuta

Wtorki godz. 10.00- / 23.02, 01.03, 08.03, 15.03, 22.03/

Pracownia Malarstwa – Jacek Gąsior

Luty /22.02, 23.02, 24.02,/ godz. 11.00-14.00

Marzec godz. 16.00-18.00/01.03, 02.03, 07.03, 08.03,09.03,14.03,15.03,16.03, 22.03, 23.03 /

godz. 10.00-12.00/05.03, 12.03, 19.03, 26.03/

Salonik literacki
Dominik Socha

Piątki godz. 15.00/26.02, 04.03, 11.03, 18.03, 25.03/

sobota, 13 luty 2016 09:40

23 lutego przypada Ogólnopolski Dzień Walki z Depresją.

 

W tym dniu już po raz trzeci rozpocznie się akcja psychoedukacyjna „RE:akcja w depresji” /www.reakcjawdepresji.pl/ – największa tego typu inicjatywa edukacyjna w Polsce. Koordynatorem i pomysłodawcą akcji jest Fundacja Trzeci Biegun z Wrocławia. Celem akcji „RE:akcja w depresji” jest zwiększenie świadomości społecznej dotyczącej depresji, psychoedukacja w zakresie objawów i sposobów jej leczenia oraz zachęcanie osób w depresji i ich bliskich do korzystania z profesjonalnej pomocy.

 

Wiedza na temat depresji jest coraz większa ale nadal istnieje szereg stereotypów, które funkcjonując w społeczeństwie doprowadzają do bagatelizowania jej objawów a w skrajnych przypadkach do tragedii. Z powodu wciąż żywych stereotypów związanych także z korzystania z pomocy psychoterapeuty i psychiatry wiele potrzebujących osób nie zgłasza się po pomoc skazując siebie na cierpienie w samotności. Podczas trwającej od 23 lutego do 23 marca 2016 roku akcji odbędzie się łącznie kilkadziesiąt bezpłatnych wydarzeń: wykładów, warsztatów, projekcji filmów, wystaw – poświęconych tematyce diagnozowania i leczenia depresji, radzenia sobie ze stresem, relaksacji.

Przystępując do powyższego przedsięwzięcia jako Centrum Rozwoju Osobistego
i Psychoterapii SELF planujemy zrealizować wykłady otwarte, warsztaty, umożliwimy ponadto bezpłatne konsultacje osobom zainteresowanym w naszej placówce.

Dominika Kajdas-Ciupek
Centrum Rozwoju Osobistego
i Psychoterapii SELF

 

 

 

 

 

 

 

sobota, 06 luty 2016 17:24

I gdzie tu logika? Jest i logika...

 

Jedna z ostatnich scen filmu Czas Apokalipsy pokazuje umierającego Marlona Brando, który głośnym szeptem mówi: a horror, a horror … . Scena niezwykle sugestywna i już mająca swe miejsce w historii filmu i nie tylko. Ale co właściwie znaczy słowo horror? Bynajmniej nie jest to gatunek filmu. Horror oznacza nic innego jak przerażenie, obrzydliwość, rzecz straszną. Czy możliwe, by rodzaj ludzki fascynował horror? Jak można fascynować się czymś strasznym?

 

W 1968 r. Bill Ward poszedł do kina na film zatytułowany Black Sabbath. Ówczesny księgowy w niewielkiej firmie brytyjskiej rozglądając się po sali zauważył brak wolnych miejsc. Na film z gatunku horror przyszło kilkuset widzów, którzy zapłacili za to, żeby się trochę najeść strachu. Ward – dość dobry i poukładany biznesman wpadł na pomysł: nazwijmy naszą grupę rockową Black Sabbath. Stwórzmy atmosferę pełną lęku a nawet strachu a ludzie zapłacą za samą nazwę. To im się podoba! Tak powstała nazwa megagrupy rockowej Black Sabbath.

W 1983 r. Michael Jackson tworzy jeden z najbardziej znanych teledysków – Thriller. Upiory, demony i ludzkie potwory wstają z grobów, idą ulicami miasta i tańczą za dominującym wampirem – Michaelem Jacksonem. Koszty teledysku zwróciły się 1000 krotnie. Ludzie z zapartym tchem oglądali przemianę Jacksona z niewinnego chłopczyka w istne monstrum. I to przykuło ich uwagę – skoro tak się zaczyna to co będzie dalej?

Ani Michael Jackson ani Bill Ward nie wymyślili horroru. Oni po prostu zrozumieli siłę oddziaływania na ludzką wyobraźnię. Kontrolowany strach – nierealnie realna bojaźń, dreszcz przeszywający ciało, ciarki płynące po kręgosłupie – oto czego oczekuje widz. Oczekuje bo płaci, a płaci za to, by się bać. I gdzie tu logika? Jest i logika, ale o tym później.

 

Korzenie horroru – wampiry, likantropy i wilkołaki

Niesamowite opowieści, mity i legendy towarzyszyły ludziom od zarania dziejów. I bynajmniej nie chodzi tu o jakieś podania ludowe, które często utożsamiane są z Karpatami i księciem Vladem Draculą. Już w starożytności znano stworzenie na kształt współczesnego wampira. Był to duch zmarłej gwałtowanie osoby nawiedzającej świat żywych istot po to, aby pozbawić ich życiodajnej krwi lub innego organu w celu zwiększenia własnej witalności. I wcale nie chodziło wówczas o antychrześcijańskie obrzędy (tych jeszcze nie znano), ale o symbol krwi – nośnika życia. Czyż Odyseusz składający owce w ofierze cieniom zmarłych nie musi odganiać mieczem żądnych krwi demonów? Ale wampir to również obawa przed zmartwychwstaniem. Lęk przed przyjściem z zaświatów demonów, które błąkając się po ziemskim padole będę zakłócać spokój żywym. Po raz pierwszy termin wampir pojawia się w połowie XVIII w. w Serbii, by następnie znaleźć odniesienie na ziemi niemieckiej i brytyjskiej.

Ślady powstania postaci zwanej wilkołakiem znaleźć można również w odległym czasie historii ludzkości. Przemiana człowieka w wilka to właściwie podwójne

życie jakie wiedzie istota ludzka zmieniająca się w krwiożerczą bestię. Likantropem stał się przecież mityczny król Arkadii Likaon, który chcąc przechytrzyć Zeusa podał mu ludzkie mięso, za co ten zamienił go w wilka. Ciekawe, że współczesna psychiatria zna przypadki choroby a może urojenia polegającego na przekonaniu w możliwość przemiany człowieka w zwierzę. Prawdziwego likantropa-wilkołaka poznajemy w Satyrykach Petroniusza, w których prowadzący narrację Niceros przyznaje się, że był naocznym świadkiem przemiany istoty ludzkiej w wilka w czasie księżycowej pełni, przy czym akt transformacji dokonał się na cmentarzu. Znamienne, że ludowe podania z południa Europy niezwykle chętnie sięgały do takiej właśnie scenerii. Nic przecież nie może mieć bardziej złowrogiego wymiaru aniżeli wyjący na tle księżycowej tarczy wilk, a jeśli do tego dodamy opowieść o człowieku-wilku to mamy horror w najczystszej postaci.

 

Frankenstein – czy taki straszny?

Zawsze fascynowała mnie postać monstrum, które przybrało nazwisko swego stwórcy – doktora Frankensteina. Frankenstein nie ma nic wspólnego z istotami nadprzyrodzonymi, nie żywi się krwią i nie jest demonem zesłanym, by niszczyć ludzkość. To on jest wytworem ludzkości, tworem nauki a konkretnie naukowca doktora Frankensteina pragnącego zgłębić tajemnice śmierci i nieśmiertelności zarazem. Motyw wciąż studiowany w czasach nam współczesnych i dlatego noszący brzemię nauki zdolnej do przesuwania granic. Stąd właśnie Brian Aldis nie wahał się określić Frankensteina jako pierwszej powieści science fiction.

wtorek, 02 luty 2016 21:35

Dla młodych dziewcząt ciąża jest najczęściej zaskoczeniem. Nie planowały jej, są osamotnione i zagubione. Nie wiedzą kogo i gdzie poprosić o pomoc. Podobne odczucia towarzyszą młodym ojcom. W Katowicach rocznie rodzi dzieci około 100 niepełnoletnich kobiet. Program „Misja: Bobas” pomaga tym z nich, które wraz z najbliższymi mają największy problem w odnalezieniu się w nowej roli życiowej.

- Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Katowicach w ramach Projektu „Włącz się! Program aktywizacji zawodowej i społecznej w Katowicach”, współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego, realizuje Program dla potrzebujących w tym zakresie wsparcia,(w szczególności) nastoletnich mieszkańców Katowic, oczekujących narodzin pierwszego dziecka oraz ich najbliższego otoczenia. Udział w Programie jest bezpłatny, a skorzystać z niego mogą zarówno przyszłe mamy jak i ojcowie – mówi Małgorzata Moryń-Trzęsimiech, naczelnik Wydziału Polityki Społecznej Urzędu Miasta Katowice.

Dla przyszłych rodziców organizowane są warsztaty podzielone na 16 spotkań. Warsztaty prowadzą: położna, psycholog, dietetyk, fizjoterapeuta i specjalista, ds. świadczeń rodzinnych i alimentacyjnych. Na zajęciach uczestnicy dowiadują się o ciąży i o połogu, uczą się jak pielęgnować noworodki. Dzięki dodatkowym wizytom na oddziałach położniczych uczestnicy przezwyciężają lęk przed porodem. Uzupełnieniem warsztatów są spotkania i wyjścia integracyjne z opiekunem grupy, który zawsze służy wsparciem. Program daje także możliwość otrzymania wsparcia w postaci środków na zakup artykułów do wyprawki dla dziecka i przyszłej mamy.

„Świeżo upieczeni” rodzice będą mogli korzystać z Klubiku „MIŚ Rodzic” (Młody i Świadomy Rodzic), gdzie podczas cyklicznych spotkań edukacyjnych m.in. z psychologiem, będą nabywać umiejętności rodzicielskich, a zaplanowany czas będzie poświęcony głównie dziecku i pogłębianiu z nim więzi oraz uczeniu się sposobów na wspólne spędzanie czasu. Ponadto zaplanowano wspólne wyjścia do atrakcyjnych miejsc dla rodziców z dziećmi.

Rekrutacja do kolejnej edycji Programu trwa do połowy lutego 2016 roku. W bieżącym roku odbędą się jeszcze dwie edycje Programu.

Rekrutację do Programu prowadzi i wszelkich informacji udziela:

Klaudia Waliszak- pracownik ds. współpracy z rodziną w ramach projektu „Włącz się!...”

Kontakt: tel.: 885-444-555 lub (32) 251 00 87 wew. 180 oraz adres email: kwaliszak@mops.katowice.pl

 

sobota, 30 styczeń 2016 08:57

Zdrowie kobiet i dzieci

 

Waszyngton/Nowy Jork, 29 stycznia 2015 r. – Upowszechnienie karmienia piersią mogłoby uratować życie ponad 820 000 dzieci rocznie, z czego 9 na 10 to dzieci poniżej 6. miesiąca życia. Potwierdza to najnowsza seria artykułów w medycznym czasopiśmie naukowym „The Lancet”.

 karmieniepiersiaUnicef

Powszechna praktyka karmienia piersią może zapobiec niemal połowie przypadków chorób biegunkowych i co trzeciej infekcji oddechowej, czyli chorobom, które stanowią obecnie główną przyczynę śmierci dzieci poniżej 5. roku życia.

Badania wskazują, że każdy rok karmienia piersią zmniejsza o 6% ryzyko zachorowania na raka piersi. Biorąc pod uwagę obecne wskaźniki, karmienie piersią zapobiega rocznie niemal 20 000 przypadków zgonów z powodu raka piersi. Upowszechnienie tej praktyki uchroniłoby nawet dwukrotnie większą liczbę kobiet przed śmiercią z powodu raka piersi. Dłuższe karmienie piersią jest również związane ze zmniejszeniem liczby przypadków nowotworów jajnika.

Inwestowanie w upowszechnienie praktyki karmienia piersią ma znaczący wpływ na zdrowie kobiet i dzieci oraz na wskaźniki ekonomiczne w państwach rozwiniętych i rozwijających się, powiedział Werner Schultink, Dyrektor UNICEF ds. Programów Żywnościowych. Karmienie piersią ma kluczowy wpływ na przeżycie i rozwój dziecka oraz na jego stan zdrowia i lepsze perspektywy w przyszłości.

„The Lancet” potwierdza korzystny wpływ karmienia piersią dla kobiet i dzieci mieszkających zarówno w państwach o niskim, jak i średnim poziomie dochodów.

Karmienie piersią zmniejsza również wskaźniki umieralności wśród dzieci w państwach o wysokim poziomie dochodów. Jest to związane ze zmniejszeniem liczby przypadków nagłej śmierci łóżeczkowej o 36% oraz ze zmniejszeniem o 60% przypadków najczęstszych chorób jelitowych wśród wcześniaków. Dziecko, które było dłużej karmione piersią jest również mniej narażone na ryzyko nadwagi i otyłości w życiu dorosłym. 

„The Lancet” potwierdza także, że osoby, które nie były karmione piersią będą miały w przyszłości niższe dochody.

Według UNICEF, pozytywny wpływ karmienia piersią na zdrowie matek i dzieci oraz na potencjalne korzyści gospodarcze powinien skłonić rządy państw do ustanowienia polityki i programów ochrony, promowania oraz wspierania karmienia piersią.

Jest to szczególnie istotne dla matek pracujących. Wczesny powrót do pracy zmniejsza szanse na to, że kobieta będzie karmiła piersią swoje dziecko. Niestety w około 60% państw płatny urlop macierzyński nie osiąga minimalnych 14 tygodni rekomendowanych przez Międzynarodową Organizację Pracy. W miejscach pracy brakuje również infrastruktury, która sprzyjałaby karmieniu piersią bądź odciąganiu pokarmu.

Karmienie piersią jest najbardziej naturalnym, najtańszym, łatwo dostępnym i przyjaznym dla środowiska sposobem, aby zapewnić wszystkim dzieciom zdrowy start w życie, dodaje Schultink. Jeśli uczynimy karmienie piersią priorytetem, wszyscy na tym skorzystamy.

Monika Kacprzak
Specjalista ds. Komunikacji UNICEF Polska

Pomóż dziecku w Afryce bezpiecznie przyjść na świat!
Wpłać darowiznę na:
unicef.pl/afryka

 

niedziela, 10 styczeń 2016 09:45

Szymon Majewski w finale Power Show Olgi Kozierowskiej opowiada o małym Szymku, czyli o swoim życiu w szkole podstawowej. O swoich lękach, kompleksach, motywacjach, które miały wpływ na jego późniejsze decyzje zawodowe. Zapraszamy do obejrzenia!

sobota, 19 grudzień 2015 21:37

MMORPG, a raczej Massively multiplayer online role-playing game - rodzaj gier, o których chyba każdy z nas słyszał. To gry skupiające w jednym miejscu ogromne liczby ludzi szukających rozrywki, wspólnych kontaktów czy nawet relaksu. Często nazywane są również najbardziej uzależniającymi i najbardziej czasochłonnymi z pochłaniaczy czasu. Czy ktoś jednak zastanawiał się, co rzeczywiście trzyma nas przy nich przez tyle lat? Co powoduje, że jesteśmy gotowi wydawać na nie miesięcznie niebotyczne sumy pieniędzy przekraczające nawet średnią krajową zarobków przy jednoczesnym spędzaniu przed nimi nawet 97% każdego swojego dnia (w Chinach nawet 100%)? Czy naprawdę przyczyną jest uzależnienie od samej gry? Na czym wielkie korporacje opierają swoje strategie marketingowe, by przyciągnąć, a co najważniejsze zatrzymać nas w grze i namówić do płacenia? Czy zawsze są to walory produktowe i dobra fabuła gry, grafika lub grywalna rozgrywka? Może coś zupełnie innego? To właśnie postaram się Wam przedstawić w tym artykule z punktu widzenia wieloletniego gracza tego typu gier (jedenaście lat doświadczenia w grach on-line, w tym osiem w jednej grze, w którą nadal gram), osoby śledzącej rynek gier on-line, osoby, która sporo czasu spędziła w takich grach, walczyła o miejsce w rankingach, wydawała duże pieniądze. Również od strony graczy, z którymi było mi dane grać, wywiadów i rozmów przeprowadzonych z pracownikami firm wydających takie gry oraz, co najważniejsze, ankiet przeprowadzanych wśród graczy gry Metin2. W tym artykule za przykład posłuży mi wcześniej wspomniana gra - niegdyś bardzo popularna, nie tylko na polskim rynku (historię tej gry, jeżeli jest Wam bliżej nieznana przedstawiłem w filmie dokumentalnym zamieszczonym poniżej).

Metin2 - Historia prawdziwa 1999-2015 [FILM DOKUMENTALNY]
Wideo: Daniel 'zoNE' Gabryś

niedziela, 22 listopad 2015 01:46

Wyjazd z dzieckiem na wakacje, choćby najkrótsze to nie taka prosta sprawa. Bo nie ważne, czy jedziemy na dzień, dwa lub więcej, bagaży jest zawsze sporo. Zwłaszcza przy tych najmniejszych bąbelkach. Dodatkowo wybór miejsca naszego pobytu może sprawić nieco trudności. To, czego oczekujemy nierozerwalnie związane jest z wiekiem naszych latorośli.

 

Dla maluszków przydadzą się różne niezbędne akcesoria, nazwijmy to pilęgnacyjno-opiekuńcze. Dzieci nieco starsze uwielbiają wodę i place zabaw oraz tzw. bawialnie w razie niepogody. Atrakcje dla dzieci, powiedzmy że przedszkolnych, związane są z ich zainteresowaniami etc.

I tak, jeśli chodzi o noworodki i niemowlęta do ukończenia 1 roku życia, to raczej niewiele osób decyduje się na krótkie wyjazdy z jednym noclegiem. Do zabrania jest po prostu zbyt dużo ważnych rzeczy i czasami lepiej pojechać tylko na całodzienną wycieczkę. Wyjazd weekendowy różni się od dłuższego zazwyczaj tylko tym, że trzeba zabrać więcej ubrań. Gdy już zdecydujemy się gdzieś wybrać, to liczą się przede wszystkim miejsca przyjazne maluszkom. Posiadają one foteliki do karmienia, przewijaki, łóżeczka etc. Jeśli nasz bagażnik jest pojemny, warto mieć ze sobą turystyczne łóżeczko. Jest ono wprost nieocenione w każdej sytuacji, łatwo się rozkłada i zajmuje niewiele miejsca w stanie nieużytkowym. Można je zabrać praktycznie wszędzie, bardzo sprawdza się przy wyjazdach do rodziny, która wtedy nie musi organizować dodatkowego łóżka dla naszego berbecia.

wakacje z dziecmi

Mając małe dziecko na każdy wyjazd potrzebny jest nam wózek. Jeśli bagażnik naszego samochodu jest ubogi, albo podróżujemy np. pociągiem to wprost ideałem byłoby posiadanie i udostępnianie go przez hotel. I choć miejsc przyjaznych dzieciom jest coraz więcej, niestety niewiele miejscówek posiada wózki dla gości. A szkoda.

Dzieci starsze, potrafiące już siadać i chodzić na pewno ucieszy dostosowany do ich wieku plac zabaw. I tutaj drodzy rodzice niestety sytuacja nie przedstawia się zachwycająco. Wprawdzie wiele ośrodków podkreśla posiadanie placów zabaw, lecz po przyjeździe okazuje się, że nadają się one tylko dla starszych dzieci. Dlatego przyjrzyjmy się dokładnie galerii, gdy jest zamieszczona na stronie internetowej obiektu.

Nieoceniona, w razie niepogody, jest tzw. bawialnia i na szczęście coraz więcej ośrodków posiada choćby mały kącik dla dzieci. To bardzo ułatwia opiekę i w niektórych przypadkach pozwala trochę „wypocząć”, jeśli jest to w ogóle możliwe.

Gdy maluch nauczy się skakać i podskakiwać, a jest to sprawa całkowicie indywidualna, nieocenioną atrakcją stają się trampoliny. Jest to wynalazek obecnych czasów, taka „wersalka” do skakania, tylko że do użytku na dworze. Nie pozwalajcie jednak skakać dzieciom krótko przed snem, ponieważ potem będą miały problem z zaśnięciem.

Ostatnią rzeczą, która jest istotna przy wyjeździe z dzieckiem w każdym wieku, to bliska lub bezpośrednia obecność zwierzątek i terenów leśno-parkowych oraz baseny. Dużo jest miejsc z tzw. mini zoo, więc korzystajmy z nich jadąc czy to na dłuższe wakacje, czy to tylko na jeden dzień. Obcowanie ze zwierzątkami na każdym etapie rozwoju malucha jest dla niego niezwykle ważne. Basenów nie trzeba chyba zachwalać, bo jest to nie tylko przyjemne i pożyteczne dla dziecka, ale także dla rodzica. Ostatni warunek spełniony jest wtedy, gdy osób dorosłych do opieki nad malcem jest co najmniej dwoje. W przeciwnym razie trzeba mieć oczy dookoła głowy i stale obserwować dziecko, które nigdy, przy kontakcie z wodą, nie powinno zostać same.

wakacjewgorach

A więc mamy już to nasze idealne miejsce wyjazdu, z wszystkimi niezbędnymi rzeczami. Udało nam się spakować, dojechaliśmy bezpiecznie, ale na miejscu okazuje się, że … nie możemy liczyć na spokój i relaks. Co wtedy zrobić? Wakacje to częstokroć jedyny taki czas, gdy możemy pobyć razem naprawdę, dlatego szukajmy miejsc spokojnych. Podkreślajmy to przy rezerwacji noclegu. Jeśli jednak po przyjeździe okazuje się, że w pokoju obok mieszka wieczny imprezowicz, od razu reagujmy. Oczywiście nie można oczekiwać cudów, bo nikt nie będzie przy nas chodził na palcach, ale każdy gość powinien mieć zapewnione jak najlepsze warunki pobytu i swobodę. Gdy właściciele obiektu nie reagują na nasze skargi pakujcie się i wyjeżdżajcie jak najszybciej. Niestety mi niedawno przydarzyła się taka sytuacja, ale to już temat na następny raz.

Dominika Glos

niedziela, 22 listopad 2015 01:14

 Afrykarium we Wrocławiu

 

Wokoło szaro, zimno i deszczowo. Nastała jesień. Dzień jest coraz krótszy. Co począć z wolnym czasem, gdy nie bardzo można go spędzić na dworze? Gdzie znaleźć miejsce oryginalne i przepiękne, bo ileż można chodzić do kina i bawialni? Zaskoczę was, samym centrum Europy,w Polsce, we wrocławskim zoo.

 

Tak, to nie żart. Niedawno, bo 26 października 2014 roku, otworzono kolejny pawilon we wrocławskim zoo – AFRYKARIUM. Miejsce to zaskakuje i zachwyca, pozwala przenieść się w inny świat, w zupełnie inny wymiar obcowania z naturą, ale o tym później. Ponieważ miejsce to jest nowe, cieszy się ogromną popularnością zwiedzających. I wcale się nie dziwię. A co za tym idzie, jest tam dosyć tłoczno, zwłaszcza w weekendy. Samo zoo można zwiedzać parę godzin, o ile nie pada, a do Afrykanizm warto się udać 2-3 godziny przed zamknięciem, jest tam wtedy trochę „luźniej”.

A więc przenieśmy się do wnętrza pierwszego w Polsce oceanarium. Jako chyba jedyne na świecie poświęcone jest faunie wyłącznie jednego kontynentu, Afryce. Możemy tutaj znaleźć różne ekosystemy związane ze środowiskiem wodnym Czarnego Lądu. W niespełna dwudziestu zbiornikach wodnych i basenach znajdują się hipopotamy nilowe, ryby słodkowodne Jezior Malawi i Tanganiki oraz naturalna rafa koralowa Morza Czarnego. Idąc dalej przenosimy się w głębiny Kanału Mozambickiego i jesteśmy coraz bardziej zachwyceni. Poziom ekscytacji sięga zenitu, gdy docieramy do niesamowitego 18 metrowego, akrylowego tunelu i możemy podziwiać rekiny, płaszczki oraz inne ogromne ryby prawie oko w oko. Jest ich mnóstwo i pływają obok nas oraz ponad naszymi głowami. Oprócz tej niewątpliwej atrakcji kompleks zawiera ekspozycję poświęconą Wybrzeżu Szkieletów w Namibii z pingwinami przylądkowymi na czele oraz dżunglę, a w niej krokodyle i manaty, zwane także syrenami. Jeśli to wszystko nie zachwyci dzieci, w co wątpię, wystarczy podejść do ekspozycji, gdzie znajdują się kotiki afrykańskie. Są to ssaki często mylone z fokami, a sprawiają ogromną radość wszystkim obserwującym ich podwodne tańce i fikołki. Zwłaszcza dzieciom polecam również przyjrzeć się hipopotamowi, którego można zobaczyć z kilku perspektyw, m.in. z góry nad wodą oraz na dole pod wodą.

Tak więc atrakcji jest mnóstwo, a najnowszą ofertą specjalną, skierowaną bardziej do dorosłych i starszych dzieci niż maluszków, jest akcja „Wieczór w Afrykarium”. Co weekend, od piątku do niedzieli nawet do godziny 21:00 na parę godzin można się przenieść do Afryki. Oprócz zwiedzania skosztować można potraw charakterystycznych dla tego egzotycznego dla nas kontynentu. W czterech propozycjach menu znajdziemy m.in. zupę warzywną z cząstkami kurczaka z mleczkiem kokosowym, papryczką chilli i curry; polędwiczki drobiowe marynowane w paście z curry z mango i mleczkiem kokosowym, serwowane z ryżem basmati z dodatkiem kolendry i bobu oraz parę innych ciekawych propozycji. Koszt zwiedzania razem z kolacją to 50 zł za osobę, samo zwiedzanie to tylko 20zł od osoby. Musimy się spieszyć, bo propozycja ta na chwilę obecną jest aktualna do 27 grudnia tego roku.

Wszystko ładnie, pięknie, ale jak w każdym miejscu zawsze znajdzie się jakieś „ale”. A mianowicie w Afrykarium jest ciepło, wręcz potwornie gorąco, a kolejka do szatni dosyć długa … Polecam ubiór na tzw. cebulkę, żeby zbędne rzeczy łatwo można było zdjąć, i ochotnika który będzie te wszystkie rzeczy nosił ; -). Innym minusem mogą być krótsze godziny otwarcia całego zoo, bo do godziny 16:00, ale tak jest wszędzie po sezonie wiosenno-letnim.

Jeśli ktoś nadal się waha i powie, że nie lubi Afryki, tylko polskie klimaty, to proszę bardzo. Wrocławskie zoo również posiada atrakcje dla takich osób w postaci Odrarium. Jest to zewnętrzna ekspozycja fauny i flory czterech odcinków Odry. A jak nie pada można podziwiać zwierzęta, jakie zwykle znajdują się w zoo, być może będą chciały również oglądać nas.

Myślę, że gdy na dworze robi się ponuro i chłodno, chyba w całej Polsce nie ma lepszego miejsca na miłe spędzenie czasu. Z ciekawostek warto dodać, że na wiosnę przyszłego roku przewidziane jest otwarcie kolejnej atrakcji – DWA BIEGUNY-CAŁY ŚWIAT. W projekcie tym chodzi o przedstawienie jakie zagrożenie niesie ze sobą ocieplenie klimatu i znikanie lodowców. Szerzej nowy pawilon opiszę w przyszłym roku, a tymczasem pędem do Afrykarium, aby się ogrzać troszeczkę … WHY not?

afrykarium1 kafelka

Dominika Glos

 

 

 

 

 

niedziela, 08 listopad 2015 16:42

Porady młodej mamy

 

„Gdyby ktoś tak urodził za mnie… miałabym dziesięcioro dzieci.” Słyszałam to nie raz i rozumiałam, ale jednak nie do końca się zgadzałam. Myślałam: „Przecież macierzyństwo to poświęcenie, które zaczyna się właśnie od ciąży i porodu. Gdyby ten etap opuścić, byłoby to swojego rodzaju oszustwo, ale także okradzenie siebie z pewnego doświadczenia, które jest zapewne niewyobrażalnie trudne i tak samo piękne.” Przyszła moja kolej. Nie zmieniłam zdania. Jedyne pytanie, które mnie trapiło, to: „Jak to zrobić, żeby to się odbyło w ludzkich warunkach?”

Kiedy mój synek przyszedł na świat, rozpoznaliśmy się od razu. Mówię tu o poziomie duchowym, o pewnym stanie umysłu, ale oprócz tego pomyślałam wtedy: „Naprawdę wygląda jak na zdjęciu z badania prenatalnego”. Zrobiłam to badanie w drugim z trzech możliwych momentów – w 21. tygodniu ciąży. To niesamowite, że człowiek nie zmienia się bardzo od tego czasu do narodzin. W jego ciemnych niemal czarnych oczach zobaczyłam, że wie, że to ja. Był też naturalnie przerażony, tak jak ja. Oglądałam go uważnie, nie chciałam, żeby go zabierali, wręcz nieracjonalnie bałam się, że do mnie nie wróci. Podali mi go, żebym mogła go przytulić i ucałować. Płakałam ze szczęścia, był śliczny i zdrowy.

Wiele marzeń blednie w świetle spełnienia, ale to był wodospad endorfin. Chyba lata oczekiwań i miesiące przygotowań sprawiły, że w mgnieniu oka dotarło do mnie, że to już nareszcie tu i teraz – jestem mamą. Oczywiście przyzwyczajenie się do tego faktu, to inna sprawa. Życie płata figle – mimo, że przygotowywałam się solidnie, i tak zaskoczyło mnie tam, gdzie ryzyko było znikome, ale to nic… . Jeśli chodzi o poród, nie bałam się (lub raczej tak mało, jak to możliwe ;)) bólu, ani powikłań i wierzyłam, że jednak i ja i Mały wyjdziemy z tego cało. Mówiąc o ludzkich warunkach, miałam na myśli normalny udany przebieg. Ponieważ sam pobyt w szpitalu nie jest niczym przyjemnym, dobrze by było, żeby przynajmniej personel był kompetentny, w miarę wypoczęty, a jeszcze gdyby miał profesjonalne podejście, byłoby fantastycznie.

P1070303

Tylko jak to zrobić? O poszukiwaniach ginekologa już pisałam. Można i często pozostaje nam polegać na opiniach znajomych i zamieszczonych na forach internetowych, ale poza tym na koniec dzieje się to metodą prób i błędów. Gdy już trafisz na profesjonalnego przyjaznego ginekologa, aż chciałoby się mieć go przy porodzie. Szkoda, że przebiegu porodu nie można dokładnie zaplanować… Za to dyżur twojego lekarza – już tak! Nie wszędzie, ale w niektórych szpitalach prywatny dyżur ginekologa prowadzącego ciążę podczas porodu pacjentki jest możliwy. Płatny oficjalnie, „nie pod stołem”.

Idąc dalej, w praktyce wygląda to tak, że lekarz porodu jedynie dogląda, a cały przebieg nadzoruje położna. I tu nadal nie wszędzie, ale w wielu szpitalach

niedziela, 01 listopad 2015 20:16

Zapraszam Cię na Spotkanie Kobiet: „Z kobiecą torebką przez życie”

Torebka to symbol kobiecości. Myśląc o jej rodzajach możemy wymieniać: kopertówkę, shopperkę, worek, listonoszkę, torbę sportową. Ile kobiet tyle torebek, a każda z nich niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju.

Zapraszamy serdecznie na warsztaty wszystkie Kobiety, które pragną odszukać w sobie, tak jak we własnej torebcewszystko to, co najlepsze i najcenniejsze w życiu. Warsztaty prowadzone są metodą arteterapii. Metoda arteterapii jest bezpieczną metodą m.in rozwoju osobistego, która pozwala poprzez działania twórcze odkryć i rozwinąć własne poczucie wartości, optymistyczne myślenie, kreatywność, zrozumieć emocje, poprawić relacje z innymi, odkryć zdolności i własne potrzeby. Dzięki działaniom twórczym uczestnicy zajęć kontaktują się z sobą i odkrywają w sobie to, co najcenniejsze i skutecznie dzięki temu mogą dokonać pozytywnych zmian we własnym życiu.Dla kogo ten warsztat?

Dla Kobiet, które chcą wciąż na nowo odkrywać siebie,

Dla Kobiet, które chcą zobaczyć w sobie i w swoim życiu to, co najpiękniejsze i najcenniejsze,

Dla Kobiet, które chcą odnaleźć w sobie to, czego potrzebują do poczucia pełni.

Warsztat poprowadzą

Ewa Baranowska -Jojko i Aleksandra Wiechuła

dnia: 13 listopada 2015 roku o godzinie 18.00

adres: Firma Szkoleniowo-Konsultingowa Nowe Perspektywy

ul. Wolności 402, 41-806 Zabrze

Potwierdź proszę swoje uczestnictwo telefonicznie lub emailem

(32) 777 22 02, 501 453 559; biuro@noweperspektywy.pl

Korzyści:

Przyjrzymy się swojemu życiu tu i teraz, dostrzeżemy jego uroki, zachwycimy się tym, co w nim niezwykłego, zaprojektujemy zmiany...

Ilona Duda

niedziela, 01 listopad 2015 17:45

 

Praca coacha nie polega na udzielaniu porad, tylko na pobudzaniu do refleksji samego klienta, który dzięki profesjonalizmowi coacha zaczyna widzieć nowe drogi, po których może zacząć się poruszać, aby dotrzeć do celu - mówi Anna Barauskas. Jest jednym z najlepszych polskich life coachów działających w świecie, pierwszym w USA polskim trenerem NLP, mówcą motywacyjnym, współzałożycielem oraz wykładowcą The NeuroLinguistic Training Institute of Chicago, prezesem Polish American Coach Federation oraz dziennikarką.

 

IMG 9171Pracowała z największymi sławami. Agata Młynarska, Izabella Miko, Anna Guzik, Olga Kozierowska, Doda, Robert Klatt, Andre Napier, dr Thomas Grobelny - to tylko niektóre z wielu nazwisk, które znajdują się na liście osób z którymi współpracowała zarówno na polu rozwoju osobistego, jak i dziennikarskim. Od 10 lat działa w świecie mediów, polityki i rozrywki, jednak to nie praca z celebrytami ale szkolenia i sesje z indywidualnymi klientami przynoszą jej największą radość. W obszarze jej szczególnych zainteresowań znajduje się psychologia pozytywna, rozwój człowieka w okresie późnej dorosłości oraz związki psychologii z antropologią filozoficzną. Jej działalność w charakterze trenera rozwoju osobistego już dawno przestała być pracą i stała się życiową misją.

Do 2012 roku wyszkoliła na terenie USA niemal 250 licencjonowanych life coachów, wykorzystujących w swojej pracy m.in. metody NLP oraz elementy terapii Gestalt, przeprowadziła ponad 3 tys. godzin szkoleń otwartych oraz zamkniętych dla firm i korporacji jak i kilkaset indywidualnych sesji coachingowych.

Jedną z największych radości jest dla niej świadomość, że ludzie po spotkaniach z nią zaczynają malować swój świat w kolorze własnych marzeń. Life coaching stał się jej sposobem na życie i drogą do budowania relacji z innymi ludźmi.

 

środa, 28 październik 2015 22:54

"Boimy się tylko tego, czego nie znamy" - mówi Olga Kozierowska. Podczas inspirujących spotkań z kobietami z całej Polski opowiada o swoich przekonaniach dotyczących m.in. kontroli myśli, dywersji, zmniejszaniu myśli, zmartwień i nastawienia.

 

środa, 28 październik 2015 22:44

"Możesz więcej!"" - stwierdza Olga Kozierowska. Podczas interesujących spotkań z kobietami z całej Polski opowiada o swoich przekonaniach dotyczących m.in. efektu Carpentera, lęku przed samotnością, przed porażką i przed zmianami.

"Możesz więcej!"" - stwierdza Olga Kozierowska. Podczas interesujących spotkań z kobietami z całej Polski opowiada o swoich przekonaniach dotyczących m.in. efektu Carpentera, lęku przed samotnością, przed porażką i przed zmianami.
poniedziałek, 26 październik 2015 13:56

Karolina Hudowicz, psycholog biznesu, korporacyjny dyrektor HR oraz akredytowany coach ICF wyjaśnia w czym pomaga coaching oraz opisuje jego rożne typy, np.: zawodowy, życiowy, dla zespołu czy kadry managerskiej. Podkreśla, że w coachingu człowiek jest traktowany holistycznie i dlatego nie da się rozgraniczyć życia zawodowego od osobistego. Te dwie sfery zawsze będą się przenikać i wpływać jedno na drugie.

 

Dlaczego zdecydowałaś się zostać coach'em? Byłaś wcześniej anglistką, to chyba też interesujący zawód?

Why? Hmm coaching to proces i jak w każdym procesie myśli i pomysły ewoluują. Z coachingiem po raz pierwszy zetknęłam się w 2007 roku podczas studiów podyplomowych na Akademii Trenera Grupowego. Jedną z prowadzących zajęcia była dr. Anna Syrek Kossowska, która praktykowała już jako coach i sporo mówiła o coachingu; o różnicach pomiędzy trenerem, coachem, mentorem i terapeutą… w 2009 rozpoczęłam Akademię Profesjonalnego Coachingu i to był mój pierwszy lecz najdłuższy i mocny proces coachingowy – trwał 9 miesięcy!

Tak, byłam anglistką i podczas studiów licencjackich na UŚ dorabiałam w prywatnych szkołach językowych, choć studiowałam angielski język handlowy. To było dobre doświadczenie nauczycielskie i nauczyłam się uczyć innych. Po studiach wyjechałam do USA – podróżować i pracować przez rok.

Po powrocie zdecydowałam się zrobić magisterskie studia, pomimo wielu różnic programowych na kierunku Psychologia Biznesu i tak później dalej Akademia Trenerów grupowych, Akademia profesjonalnego Coachingu, Zarządzanie Zasobami Ludzkimi aż do akredytacji ICF ACC

Czyli zdobyłaś nowe kwalifikacje.

Jak już wspomniałam, jestem akredytowanym coachem ICF (International Coach Federation) i oprócz ogromu wcześniejszych doświadczeń, wiedzy, metod i narzędzi musiałam przeprowadzić wiele sesji z klientami i z mentor-coachami, żeby w ogóle podejść do egzaminu. Egzamin to test online oraz nagranie swojej sesji ze swoim klientem będącym w procesie, transkrypcja tego nagrania i przesłanie do oceny przez asesorów ICF w USA.

 Czym jest więc coaching?

Jest wiele definicji coachinu, ale przytoczę trzy najbardziej znane:

1. Profesjonalny coaching to rozwijająca się relacja zawodowa, która pomaga osiągać nadzwyczajne wyniki w życiu, w karierze, w firmach lub organizacjach. Proces coachingu umożliwia klientom pogłębianie wiedzy, osiąganie lepszych wyników i poprawę jakości życia… - wg. International Coaching Federation

2. Coaching to posługiwanie się ciszą, pytaniami i wyzwaniami w celu udzielenia klientowi pomocy w realizowaniu konkretnego celu zawodowego… wg. dr Angus McLeod

3. Coaching to pomoc ludziom w dokonywaniu zmian w taki sposób, w jaki tego oczekują i pomoc w podążaniu w kierunku, w którym chcą… wg. International Coaching Community

Jak widać definicje te są do siebie podobne… ja raczej przytoczę metaforę coachingu Miltona Ericsona, gdyż w mojej ocenie to najlepiej obrazuje czym tak naprawdę jest coaching:

Pewnego dnia, gdy byłem jeszcze uczniem szkoły średniej, do naszego gospodarstwa przybłąkał się koń. Miał na sobie siodło, był bardzo spocony i dyszał. Daliśmy mu wody i postanowiliśmy odprowadzić do właściciela. Nikt jednak nie wiedział, skąd przyszedł.
    Wsiadłem na niego i poprowadziłem w kierunku drogi. Wiedziałem, że koń wybierze właściwy kierunek, choć nie wiedziałem, jaki on będzie. Koń pognał do przodu. Od czasu do czasu zatrzymywał się i wchodził na pola skubać trawę. Wtedy delikatnie przypominałem mu o drodze. Po pewnym czasie koń skręcił do czyjegoś gospodarstwa. Ucieszony i zdumiony gospodarz wyszedł nam na spotkanie:
    - To mój koń, gdzie go znalazłeś?
    - Jakieś siedem kilometrów stąd.
    - Ale skąd wiedziałeś dokąd go odprowadzić??
    - Nie wiedziałem. Koń wiedział. Ja tylko kierowałem jego uwagę na drogę.

Jakim rodzajem coachingu się zajmujesz/w czym się specjalizujesz?

Biorąc pod uwagę moje doświadczenia korporacyjne, zajmuję się głównie szeroko rozumianym business coachingiem, jednakże moje doświadczenia życiowe powodują, że personal coaching (coaching osobisty) jest także obecny w mojej ofercie, zwłaszcza taki, jak wellness coaching czy health coaching (coaching zdrowia) w różnych płaszczyznach, ale o tym może następnym razem…

poniedziałek, 05 październik 2015 20:46

"Sukces to suma wszystkich porażek, z których wyciągnęliśmy naukę" - twierdzi Olga Kozierowska. Podczas inspirujących spotkań z kobietami z całej Polski opowiada o swoich przekonaniach m.in. na temat sukcesu, motywacji i marzeń.

 

sobota, 03 październik 2015 10:08

Niemal za każdym razem otwierając media społecznościowe takie ja Facebook, przeglądając gazetę, czy nawet idąc ulicą słyszymy prośbę o finansowe wsparcie. Jest ich tak wiele, że często musimy zamknąć na nie swoje uszy i serca. Dlatego wcale nie jest łatwo pomagać i trudno zbierać pieniądze, gdy ich potrzebujemy.

Na Jillion (www.thejillion.com) to, co ważne finansowane jest za pomocą społecznościowych aukcji. Można dać coś od siebie, albo wylicytować dla siebie fajną rzecz czy usługę.

Na Jillion potrzebujący zamiast prosić o pieniądze, proszą znajomych, rodzinę i przyjaciół o oddanie swoich talentów, czasu albo fajnych rzeczy i wystawienie ich na aukcje. Każda osoba dająca sama reklamuje swoją aukcję. W ten sposób kolejne osoby przyłączają się do pomocy, walcząc o unikatowe oferty m.in. ręcznie robioną wełnianą chustę, weekend w pensjonacie, pyszne ciasto, bilety na mecz w strefie VIP czy lekcję gotowania dla dzieci w modnej szkole. Dochód zawsze wspiera ważny projekt, jak na przykład leczenie, remont szkoły czy debiutancki spektakl teatralny.

Jillion został stworzony przez trójkę przyjaciół, którzy w ten sposób sfinansowali operację syna przyjaciółki, a potem postanowili przekazać tę metodę innym.

Pomaganie jest takie proste. Podziel się tym, co masz albo kup sobie jakąś wyjątkową rzecz:

www.thejillion.com

www.facebook.com/thejillion

Edyta Kotowicz

pomaganie

wtorek, 29 wrzesień 2015 18:55

Karolina Hudowicz, psycholog biznesu, korporacyjny dyrektor HR oraz akredytowany coach ICF wyjaśnia w czym pomaga coaching oraz opisuje jego rożne typy, np.: zawodowy, życiowy, dla zespołu czy kadry managerskiej. Podkreśla, że w coachingu człowiek jest traktowany holistycznie i dlatego nie da się rozgraniczyć życia zawodowego od osobistego. Te dwie sfery zawsze będą się przenikać i wpływać jedno na drugie.

 

Dlaczego zdecydowałaś się zostać coach'em? Byłaś wcześniej anglistką, to chyba też interesujący zawód?

Why? Hmm coaching to proces i jak w każdym procesie myśli i pomysły ewoluują. Z coachingiem po raz pierwszy zetknęłam się w 2007 roku podczas studiów podyplomowych na Akademii Trenera Grupowego. Jedną z prowadzących zajęcia była dr. Anna Syrek Kossowska, która praktykowała już jako coach i sporo mówiła o coachingu; o różnicach pomiędzy trenerem, coachem, mentorem i terapeutą… w 2009 rozpoczęłam Akademię Profesjonalnego Coachingu i to był mój pierwszy lecz najdłuższy i mocny proces coachingowy – trwał 9 miesięcy!

Tak, byłam anglistką i podczas studiów licencjackich na UŚ dorabiałam w prywatnych szkołach językowych, choć studiowałam angielski język handlowy. To było dobre doświadczenie nauczycielskie i nauczyłam się uczyć innych. Po studiach wyjechałam do USA – podróżować i pracować przez rok.

Po powrocie zdecydowałam się zrobić magisterskie studia, pomimo wielu różnic programowych na kierunku Psychologia Biznesu i tak później dalej Akademia Trenerów grupowych, Akademia profesjonalnego Coachingu, Zarządzanie Zasobami Ludzkimi aż do akredytacji ICF ACC

Czyli zdobyłaś nowe kwalifikacje.

Jak już wspomniałam, jestem akredytowanym coachem ICF (International Coach Federation) i oprócz ogromu wcześniejszych doświadczeń, wiedzy, metod i narzędzi musiałam przeprowadzić wiele sesji z klientami i z mentor-coachami, żeby w ogóle podejść do egzaminu. Egzamin to test online oraz nagranie swojej sesji ze swoim klientem będącym w procesie, transkrypcja tego nagrania i przesłanie do oceny przez asesorów ICF w USA.

 Czym jest więc coaching?

Jest wiele definicji coachinu, ale przytoczę trzy najbardziej znane:

1. Profesjonalny coaching to rozwijająca się relacja zawodowa, która pomaga osiągać nadzwyczajne wyniki w życiu, w karierze, w firmach lub organizacjach. Proces coachingu umożliwia klientom pogłębianie wiedzy, osiąganie lepszych wyników i poprawę jakości życia… - wg. International Coaching Federation

2. Coaching to posługiwanie się ciszą, pytaniami i wyzwaniami w celu udzielenia klientowi pomocy w realizowaniu konkretnego celu zawodowego… wg. dr Angus McLeod

3. Coaching to pomoc ludziom w dokonywaniu zmian w taki sposób, w jaki tego oczekują i pomoc w podążaniu w kierunku, w którym chcą… wg. International Coaching Community

Jak widać definicje te są do siebie podobne… ja raczej przytoczę metaforę coachingu Miltona Ericsona, gdyż w mojej ocenie to najlepiej obrazuje czym tak naprawdę jest coaching:

Pewnego dnia, gdy byłem jeszcze uczniem szkoły średniej, do naszego gospodarstwa przybłąkał się koń. Miał na sobie siodło, był bardzo spocony i dyszał. Daliśmy mu wody i postanowiliśmy odprowadzić do właściciela. Nikt jednak nie wiedział, skąd przyszedł.
    Wsiadłem na niego i poprowadziłem w kierunku drogi. Wiedziałem, że koń wybierze właściwy kierunek, choć nie wiedziałem, jaki on będzie. Koń pognał do przodu. Od czasu do czasu zatrzymywał się i wchodził na pola skubać trawę. Wtedy delikatnie przypominałem mu o drodze. Po pewnym czasie koń skręcił do czyjegoś gospodarstwa. Ucieszony i zdumiony gospodarz wyszedł nam na spotkanie:
    - To mój koń, gdzie go znalazłeś?
    - Jakieś siedem kilometrów stąd.
    - Ale skąd wiedziałeś dokąd go odprowadzić??
    - Nie wiedziałem. Koń wiedział. Ja tylko kierowałem jego uwagę na drogę.

Jakim rodzajem coachingu się zajmujesz/w czym się specjalizujesz?

Biorąc pod uwagę moje doświadczenia korporacyjne, zajmuję się głównie szeroko rozumianym business coachingiem, jednakże moje doświadczenia życiowe powodują, że personal coaching (coaching osobisty) jest także obecny w mojej ofercie, zwłaszcza taki, jak wellness coaching czy health coaching (coaching zdrowia) w różnych płaszczyznach, ale o tym może następnym razem…

wtorek, 29 wrzesień 2015 16:53

WHY STORY to wielotematyczny magazyn internetowy o prawdzie, pasji i człowieku.

Poruszamy tu zagadnienia zwiazane z codziennym życiem, min. z takich obszarów jak: psychologia, sprawy społeczne, zwierzęta, kultura i sztuka, przedsiębiorczość, technologie. Piszemy o inspirujacych ludziach, miejscach, które warto zwiedzić i poszukiwaniu zwykłego, ludzkiego szczęścia. Zachęcamy również do udziału w naszych konkursach.

WHY Story TV: Daniel 'zoNE' Gabryś

sobota, 26 wrzesień 2015 19:29

Niesłuszne piętno złego rodzica lub złego dziecka

 

 Na co dzień pracuję z dziećmi z zespołem Aspergera - jako terapeutka i matka. Przy czym samego zaburzenia nie uważam za problem, a jedynie podejście do tego syndromu przez instytucje publiczne stanowi poważny problem. Zwrot „wierzchołek góry lodowej”, wydawał mi się najwłaściwszy do poruszanych przeze mnie rozważań, a przedstawię tutaj tylko niewielki fragment badanego przeze mnie zjawiska.

Jako pedagog z prawie z trzydziestoletnim stażem często spotykam się z kolegami, koleżankami na różnych szkoleniach czy konferencjach. Dyskusje w kuluarach czasami dotyczą problemów uczniów z zespołem Aspergera czy ADHD. Byłam świadkiem narzekań na dziwne zachowania wychowanków, czy też słyszałam wypowiedzi nt. rodziców, że są roszczeniowi. Pragnąc dokładnie zbadać to zagadnienie napotkałam na mur. Oficjalnie - większość pedagogów nie chce „przyznawać” się do braku kwalifikacji bądź nieumiejętności pracy z tymi uczniami.

Wobec powyższego udałam się w małym miasteczku do pani dyrektor Wydziału Oświaty. Moim celem było otrzymanie zgody na „wejście” do szkół, abym mogła przeprowadzić nie tylko ankiety (w ramach ustawicznego dokształcania), ale przede wszystkim rozmowy z nauczycielami i rodzicami. Zaproponowałam dokonanie badań, sondaży w sprawie współpracy rodzic - szkoła, w interesującym mnie temacie. Usłyszałam w odpowiedzi, iż „w naszej miejscowości nie mamy takich problemów [czytaj uczniów]”. Spróbowałam porozmawiać z Naczelnikiem Wydziału Oświaty w dużym mieście - tutaj również nie uzyskałam pozwolenia na prowadzenie badań.

czwartek, 24 wrzesień 2015 21:55

Magia i tajemnica życia

 

Grażyna Bednarek (38 lat) była dziennikarką, teraz jest coachem. Uważa, że kiedyś  jedynie obserwowała i wysłuchiwała historii z życia innych, a obecnie tworzy swoje własne... . Jej uczucia były "zamrożone", nie potrafiła ich wyrażać - nauczyła się tego na nowo. Wyjechała ze Śląska na Podlasie, żeby zamieszkać w puszczy, opiekować się końmi, zaczęła malować obrazy i tkać, nie tylko na krosnach, ale i nowe życie...

 

Dlaczego zdecydowałaś się zostać coach'em? Byłaś wcześniej dziennikarką, to chyba też interesujący zawód?

- Z tęsknoty za życiem. Moim, jedynym i niepowtarzalnym. Kiedy byłam dziennikarką doświadczałam życia przez filtr cudzych doświadczeń. Robiąc o kimś film, pisząc reportaż czy wywiad byłam jedynie obserwatorem-słuchaczem. Opisywałam przez pryzmat wspomnień drugiego człowieka wyprawę w Himalaje, debiut aktorski czy nieprzespaną noc w lesie, by usłyszeć wycie wilków. I przyszedł wrzesień, a byłam wówczas na urlopie nad morzem, kiedy zadałam sobie kilka pytań – czemu właściwie nie ja doświadczam tego wszystkiego, czemu żyje cudzym życiem? Jakie będą moje wspomnienia, o czym będę opowiadać? Poczułam w sobie bunt. Wróciłam z urlopu i złożyłam wypowiedzenie. Po prawie dziesięciu latach pracy w tym zawodzie. I nie żałuję. To była dobra decyzja. A życie jest magią i tajemnicą - gdy zamykają się jedne drzwi, otwierają się drugie. Wystarczy być uważnym. Nim jeszcze odeszłam z redakcji, usłyszałam o katowickiej Szkole Trenerów Meritum. Zapisałam się. I tu otworzyły mi się oczy, bo po raz pierwszy ktoś mnie zapytał - „Co czujesz?” Nie, „jak się czujesz”, tylko, „co czujesz, nazwij emocje”. To było niezwykłe doświadczenie, jakbym odkryła w sobie nieznany dotąd ląd i klucz do poznania siebie.

To znaczy?

Do tej pory nie byłam świadoma siebie, czego od życia chcę, ani tego, co czuję. Nie miałam kontaktu ze złością, ani nie potrafiłam jej wyrazić. Czułam się jak „zamrożona”. A niewyrażoną złość zastąpiłam smutkiem. Emocjonalny tort. Tyle, że niestrawny. Szkoła trenerów zaczynała się treningiem interpersonalnym. Dla zainteresowanych polecam książkę pod redakcją Krzysztofa Jedlińskiego „Trening interpersonalny”. Początek był dla mnie koszmarem. Jednak po kilku spotkaniach wydarzył się cud - coś we mnie pękło i wrzasnęłam. W tym krzyku, oprócz lęku, była siła i moc. Odzyskałam prawo do stawiania granic. To był dzień śmierci i narodzin, wewnętrznej transformacji. Odeszła „grzeczna” dziewczynka, co zawsze jest miła, uprzejma, każdemu pozwoli wejść sobie na głowę. A to miejsce powoli zaczęła wypełniać nieznana mi dotąd siła, jak ją pięknie nazwała w swojej książce Clarissa Pinkola Estes ”Biegnąca z wilkami”- Dzika Kobieta, ta która żyje w zgodzie ze sobą, z naturą.

Poszłaś za wewnętrznym głosem Dzikiej Kobiety?

Nie, nie od razu. Bałam się. Do czasu, gdy wyjechałam ze Śląska na Podlasie. Mieszkałam w sercu dzikiej puszczy. Tam m. in. opiekowałam się końmi. Od nich, nie od ludzi, wiecznie coś robiących, zabieganych, narzekających, uczyłam się, co to znaczy po prostu być. Tu i teraz. Wśród koni kabardyńskich, tak nazywa się ta rasa, była klacz Czenge. Był chłodny, jesienny poranek. Poszłam do koni nalać wody, posprzątać. Chciałam zrobić to szybko, wrócić do domu, zamknąć się w nim i przy okazji w sobie. Ogarnął mnie smutek. Wzięłam łopatę i zabrałam się do pracy. Konie pobiegły na łąkę. Została tylko Czenge i bacznie mi się przyglądała. Im dłużej to robiła, tym bardziej mnie to złościło. Podeszłam do niej i powiedziałam, by sobie poszła, bo chce być sama. Nawet nie drgnęła. Jednym ruchem łba wytraciła mi łopatę z ręki (do tego momentu trzymałam ja przed sobą, opartą o ziemię, jak tarczę). Stanęłam przed nią, rozłożyłam ręce i spytałam - czego chcesz ode mnie? Ona milczała, za to ja rozpłakałam się jak bezbronne dziecko. Podeszła do mnie, położyła łeb na moim ramieniu, jakby chciała powiedzieć - przytul się. Pozwól sobie na to. I stałyśmy tak, we dwie. Blisko siebie. Kiedy otarłam łzy, Czenge na mnie popatrzyła, odwróciła się i pobiegła do reszty stada. Ona szczęśliwa, a ja z ulgą na sercu. Konie, symbol dzikości i wolności, szamańskich podróży, zmieniły moje widzenie siebie i świata. Podobnie jak książka „Lekcje, których udzielił mi koń” Marka Rashid'a.

Puszcza, konie. Czy może być więcej „dzikości”?

Może! Na biebrzańskich bagnach, Carskiej Drodze. W nocy, przy blasku księżyca. By posłuchać kroczących w wodzie łosi, wycia wilków, a gdy one milkły, wyłyśmy my - czyli ja i moje nadbiebrzańskie przyjaciółki Małgosia i Agnieszka. W myśl wspomnianej Estes: ”Kto nie potrafi wyć, ten nigdy nie znajdzie swojego stada”. Tam też nauczyłam się tkać. Urzekła mnie magia krosna, metafora osnowy i wątku, moc bidła i radość utkanego dywanu. Wiesz, że w październiku obchodzimy dzień tkaczki? To też miesiąc Matki Klanowej dziesiątego cyklu księżycowego. Nazywana jest Tkającą Wątki: ”Nici życia Babiego Lata mnie trzymaj

Usadowiona między Ziemią i Niebem

Tkając wątki,śniąc sny,

Przez te dwa światy będę fruwać”. To cytat z książki Jamie Sams „13 Pierwotnych Matek Klanowych”.

Uważasz, że sami sobie tkamy nasze życie?

Tak. To od ciebie zależy, czy tkasz swoje życie z miłością, czy lękiem. Sieć utkana ze strachu będzie przyciągać lekcje, by go pokonać. Sieć utkana z miłości przyciąga radość i szczęście. Każde doświadczenie w życiu jest „po coś”, jest bezcenne. Kluczem do poznania są nasze emocje. Gdy czujesz lęk, zapytaj siebie, czego się boisz. Uwolnij się od niego, a zobaczysz, że pod nim tkwi przekonanie, które generuje tę emocję. I jednocześnie pokazuje ograniczenia. Przykład? Spotkałam się z wieloma osobami, które ciągle martwiły się o pieniądze, narzekały na ich brak. Po dłuższej rozmowie okazywało się, że wcale nie tu tkwił problem. Mamy dwie ręce - jedna bierze, druga daje. A co jeśli problem jest w braniu? Okazywało się, że z lęku, poczucia winy, wstydu tego nie robiły. To je blokowało. Albo brały tyle, żeby przeżyć, ale nie tyle, by żyć. O tym można też przeczytać w książce „Kod uzdrawiania” autorów L.Alexander, J.Ben czy „Matryca Energetyczna” R. Bartletta. Zawarte w nich metody pomogły mi zrozumieć siebie, moje reakcje. A przede wszystkim nauczyć się wybaczać, sobie i innym, kochać i akceptować siebie. Taką jaką jestem. „Kochaj bliźniego swego, jak siebie samego”- powiedział Jezus. Kochasz siebie?

A oprócz tych metod, co tobie pomogło?

Malowanie. Będąc dzieckiem kochałam malować. Malowałam czym się da, np. pastą do zębów i gdzie się da - na ścianie też. A potem rzuciłam to wszystko w kąt... . Tak mijały lata. Aż pewnej nocy miałam sen. Przyleciały do mnie anioły, położyły przede mną pędzle, farby i powiedziały: ”maluj”. No i poszłam do sklepu plastycznego i namalowałam dwa, i aż dwa małe obrazki. Jeden przedstawiał kobietę okrytą czerwonym szalem, a drugi jesienne liście. I koniec. Warstwa kurzu przykryła pudełko z pędzlami... Potem wyjechałam na Podlasie. I przyszła jesień, dni krótkie, noce długie... Przeprosiłam się z farbami. Wyciągnęłam karton i rozpłakałam się.. Bałam się wziąć pędzel i cokolwiek namalować, nawet jedną kreskę, jedną plamkę. Dzień po dni uwalniałam się od tych lęków. Po tygodniu namalowałam drugi obraz. Tworzenie kojarzyło mi się z cierpieniem i karą. To był koszmar. Żal, ból, gniew, rozpacz i zwątpienie. Rozpaliłam ogień w kominku, wszystkie obrazy porąbałam i rytualnie spaliłam. Takie były początki. Teraz, z namalowanych obrazów, zostały mi dwa. Resztę rozdałam rodzinie, przyjaciołom, znajomym. W drodze do siebie i w malowaniu pomogła mi książka „Droga artysty” J. Cameron. Teraz nie wyobrażam sobie życia bez malowania - czy się to komuś podoba czy nie, czy ktoś uzna, że mam talent, czy nie. To jest bez znaczenia. Ważne jest to, że robię to, co kocham, co mnie cieszy.

Pomagasz teraz ludziom jako trener, w jaki sposób?

Po Szkole Trenerów zrozumiałam jedno - mogę wspierać, pomagać innym dopiero wtedy, kiedy sama siebie uzdrowię. Zajęło mi to kilka lat. Przez ten cały czas wędrowałam - przez Śląsk, Afrykę, Podlasie, Węgry, aż znalazłam swoje miejsce na Ziemi - Góry Świętokrzyskie. Tam jest mój dom. Tam mam przyjaciół. I nie nazywam siebie trenerem, ani coachem. Dzielę się tym, co mi pomogło, metodami, które dla mnie okazały się skuteczne, moją wiedzą, mądrością, którą zdobyłam podczas tej podróży - bez kompasu i punktu odniesienia. W głąb siebie.

A jakie plany na przyszłość, marzenia?

Malować, tworzyć. Zacznę od domu - pomaluję sobie meble w kwiaty, a na drewnianej podłodze mandale i wydziergam sobie zasłonki. Zająć się arteterapią, rozpoczęłam studia podyplowe w tym kierunku. I jeszcze coś - wyprawa motocyklowa. Gdzieś w nieznane - z noclegiem w lesie, gwiazdami nad głową i ogniskiem na polanie.

 

Rozmawiała: Beata Sekuła

tesknota

czwartek, 03 wrzesień 2015 23:09

Co w duszy gra pasjonatowi zegarków?

 

Rodzimy się, tworzymy, marzymy i zderzamy się w naszym życiu z tysiącami nieprzemijających emocji, doznań i pokus, które dzień po dniu, rok po roku, dekadę po dekadzie naszego życia wdziobują się w nasze życiorysy, rzeźbiąc nas na w pełni ukształtowanych, choć niekoniecznie dojrzałych osobników. Pytacie dlaczego? To proste: mając marzenie, dajemy sobie szansę na zmianę, a tym samym i czas na dojrzewanie. Artykuł ten to krótka historia marzeń czterech dekad i trzech pokoleń.

O zakupie kolejnego zegarka Filip myśli już od czterech lat. Obchodzi wtedy swoje kolejne „okrągłe” urodziny, ale właśnie kończy budowę nowego domu. Odbudowuje też swoje życie osobiste. To nie jest etap, by móc pozwolić sobie na realizacje wielu planów na raz, więc kolejny „Szwajcar” musi poczekać na inne czasy. Filipa zadowoli jedynie coś, co powali całą jego dotychczasową kolekcję zegarków na kolana. Interesują go wyłącznie zegarki z duszą i to takich producentów, którzy budują własne mechanizmy, wprawiające w niekończący się, super precyzyjny ruch, dziesiątki zębatych trybików złożonych z prawdziwym kunsztem ponad stuletniego geniuszu. Koperta, luneta i cały zewnętrzny design są na etapie niekończącej się penetracji wśród setek analizowanych modeli.

Jego narzeczona na początku znajomości jest nie tylko zdziwiona, ale wręcz poruszona zamiłowaniem Filipa do tego rodzaju męskiej biżuterii. - Nie lepiej przeznaczyć taką kwotę na zakup czegoś pożytecznego…, albo na cele charytatywne?! – Barbara zdecydowanie wyraża swoje przekonania. Z czasem jednak zaczyna akceptować pasję ukochanego. Stwierdza, że nie ma sensu z tym walczyć, bo on nie trwoni na to całego swojego majątku, a tym bardziej nie jej. Kupuje zegarki raz na kilka lat, a w międzyczasie zdobywa tylko informacje o najnowszych modelach, trendach i faworytach tej branży.

Pierwszy zegarek

Tissot'a otrzymuje od swojego ojca, kiedy kończy 17 lat. Pod koniec lat 70 tych taki zegarek jest „hitem hitów”. Miał go otrzymać na maturę, ale po 2 latach rozmów na ten temat Filipowi udaje się namówić tatę, także posiadacza swojego szwajcarskiego Lanco, na ten zakup. Dostaje go na zasadzie zaliczki i motywacji do zdobycia w przyszłości odpowiedniego wykształcenia, więc chłopak musi się wywiązać z pokładanych w nim przez rodziców nadziei. Na maturze nie ma sobie równych, do tego z marszu dostaje się na studia.

Jego najbliżsi przyjaciele szczycą się już od kilku miesięcy posiadaniem Longine'a i Cymy. I tak w epoce Gierka na Śląsku powstaje, jak się później okazuje, nieśmiertelny, na tamte czasy, 3-osobowy klub zegarkowych pasjonatów. Otrzymany prezent chłopak codziennie nosi do szkoły i prawie nigdy go nie ściąga. Jest to klasyczny model z automatycznym napędem mechanicznym, ze srebrną kopertą, na stalowej nierdzewnej bransolecie.

Filip już wówczas czuje się dumny i na swój sposób wyróżniony, bo na jego ręce lśni „cacko” z wewnętrznym mechanizmem, a nie zwykłym, elektronicznym. Jest wspaniale wykonany i zawsze precyzyjnie pokazuje dokładny czas.

Pierwszy własny zakup

Po maturze i politechnice Filip nie przestaje marzyć o przyszłości jak i o kolekcjonerstwu swoich dziecięcych pasji, więc kiedy zdobywa pracę i udaje mu się zaoszczędzić odpowiednią kwotę, decyduje się na zakup zegarka - grand classic Longine i wpłaca za niego... pierwszą ratę. Ma on oryginalny wygląd, a jego misternie dopracowane proporcje wzbudzają zachwyt, niemalże, od pierwszego wrażenia. Oczywiście, jako inżynier, koncentrujący się na szczegółach, najpierw konsultuje się w sprawie zakupu ze swoim wieloletnim przyjacielem, który też poleca mu ten zegarek o złoconej kopercie, z czarnym skórzanym paskiem. Alternatywą jest Tissot z kopertą z prawdziwego złota, w niższej cenie, ale przecież w życiu trzeba się rozwijać i to na każdym polu.

Filip nosi go już od ponad dwóch dekad, serwisuje raz na klika lat. Ponieważ jest kwarcowy, to ze względu na 2-3 letnią trwałość baterii wymagana jest jej cykliczna wymiana, przy okazji której dokonuje się przeglądów okresowych związanych z jego czyszczeniem, wymianą drobnych podzespołów jak uszczelki czy koronki.

Najnowszy nabytek

Mijają lata, Filipowi zmienia się życie, ale jego miłość do zegarków jest ciągle niezmienna. W swojej kolekcji ma m.in. doskonałego Breitlinga czy prestiżowego Rolex'a. Kiedy wprowadza się do nowo-wybudowanego domu, wyposaża go we wszystko, co niezbędne. Ponownie się zakochuje, tym razem w kobiecie i to ze wzajemnością, jego oświadczyny zostają przyjęte. Narzeczona zajmuje się przygotowaniami do ślubu, a on podejmuje szybką decyzję w sprawie zakupu obrączek. Żeby dopełnić swojego szczęścia poszukuje też nowego zegarka, to zadanie nie jest tak proste, jak wybór złotej biżuterii małżeńskiej. Przecież szuka zegarka „z duszą”. Oczywiście nie interesują go linie sportowe, ani retro, tylko tzw. klasyczne.

W przeddzień ślubu, Barbara wręcza Filipowi aksamitne pudełko, mówiąc: Mam nadzieję, że spodoba Ci się ten drobiazg i włożysz go w tym najważniejszym dla nas obojga dniu. Mężczyzna nieśpiesznie, z wielkim skupieniem odwiązuje pakunek. Napięcie w nim rośnie co raz bardziej. Czyżby przeczuwał, że nie są to spinki do koszuli? Jego wzrok przykuwa lśniąca Omega Speed master Mark II Rio 2016 Olympics Edition Chronograph Black Dial Stainless Steel Men's Watch. Kiedy go zobaczył na swojej ręce od razu zapomniał, że do tej pory nie interesowały go sportowe kolekcje.

- Jesteś niezwykła. Dziękuję Ci, że zaakceptowałaś to moje dziwactwo, ale że aż tak? – wyszeptał i pocałował ukochaną tak mocno, jak wtedy, kiedy zgodziła się zostać jego żoną.

- Cóż, jutro będzie dobry moment, żeby podarować synowi TAG Heuer Day Date, z czarną tarczą, którego kupiłem sobie wczoraj na tą sama okazję. Długo zastanawiałem się nad tym wyborem, ale ujęła mnie jego prostota i elegancje, a równocześnie nowoczesność . Mark kończy w tym roku 25 lat i mam nadzieję, że doceni taki prezent – pomyślał, ale nic już nie powiedział, gdyż przekonany był, że syn wolałby Speedmastera.

Teraz już wiecie dlaczego Filip mówi o nieśmiertelności pasji….

Beata Sekuła

zegarki

czwartek, 27 sierpień 2015 08:54

Pomocni sąsiedzi i zezowate szczęście

Przyjechali, jak co roku, na urodzinowego grilla cioci Marysi. Solenizantka skończyła właśnie pięćdziesiąte któreś urodziny, nikt nie wie dokładnie które, chociaż indywidualne próby obliczeń zostały podjęte. Nikt jednak nie wyrażał swoich myśli głośno. Dlaczego? A żeby nie urazić, albo nie zasmucić samotnej, i co tu ukrywać, zubożałej kobiety.

W prawdzie ciocia mieszka w dużym domu, którego jest współwłaścicielką i ma piękny ogród, o który troszczy się obecnie zupełnie sama. Ma też pracę. Jednak jest jedną z trójki "dzieziców", którzy nie podjęli żadnych kroków w kierunku postępowania spadkowego po zmarłej mamie i babci, głównie ze względów finansowych. Z tego też powodu, nie będąc formalnymi właścicielami, nie robią żadnych remontów, a budynek, który tętnił kiedyś życiem i był wypełniony gwarem dzieci – wnuków zmarłej 10 lat temu babci Katarzyny, straszy jak opustoszały i zmurszały wrak statku. Wprawdzie Marysia dba o porządek, na parterze, na którym mieszka - nie znajdziesz śladu kurzu, na parapetach stoją kwiaty doniczkowe, ale wszystko tu wymaga odnowy; odrapane ściany, odpadający tynk i zardzewiałe rury w łazience. Na górze mieszka bratanek z trzecią żoną i kolejnym dzieckiem, ale małżeństwo nie zdaje się zauważać problemów ciotki. Swoje piętro częściowo odnowili i wstawili nowe meble. Marysia oddała im jeden pokój do użytkowania na parterze, a oni zaczęli domagać się kolejnego. Tu zaczął się konflikt, który na każdym kroku zaogniała trzecia żona. Kolejna spadkobierczyni to starsza siostra – wdowa, która też nie ma wystraszających środków, żeby zadbać o stary dom, w którym przecież nie mieszka.

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama