reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
Reportaże
wtorek, 17 listopad 2015 22:11

Kobieta wszechstronna

 

Jest jak 12 miesięcy z kalendarza: ciepła, radosna, ale też dojrzała i ostrożna. Występuje społecznie w Spotkaniach z Krystyną w WHY STORY TV, pełni funkcję wiceprezeski Koła Seniora w Gliwicach, udziela się w radzie dzielnicy Kopernik, pomaga dzieciom z lokalnego domu dziecka, bierze udział w castingach do filmów. Jej zdjęcie znalazło się też w kalendarzu KZK GOP. Prywatnie jest mamą, babcią i prababcią. Ostatnio zainteresowała się dalekimi podróżami. Właśnie wróciła z Dubaju.

Dubaj

 

Spotkanie na dworcu PKP

Kiedy po raz pierwszy spotkam panią Krystynę w kawiarni na Dworcu Centralnym w Warszawie od razu czuję, że to wyjątkowa kobieta. Żwawym krokiem podchodzi do mojego stolika i pyta z pogodnym uśmiechem na twarzy, pokazując energicznie na puste krzesła:

- Czy te miejsca są wolne? Można się przysiąść?

Akurat segreguję wizytówki z konferencji, z której właśnie wracam i wykorzystując wolną chwilę wpisuję ważniejsze numery do telefonu, ale intryguje mnie ta żywotna, pogodna osoba, więc szybko chowam je do torebki.

- Czeka Pani na pociąg? - zagaduję

- Tak, odjeżdża za pół godziny. Wie Pani, odprowadzałam dzisiaj wnuczkę na lotnisko – mówi, pochylając się w moim kierunku i po chwili, ścisza głos, dodając: Poleciała z mężem do Dubaju. Nie wiem tylko po co, bo miała przecież świetną pracę i piękne mieszkanie w Warszawie.

Prędko wyciera łzę, która zakręciła się w jej oku. - Tacy są ci młodzi dzisiaj, ciągle w biegu za karierą – wzdycha.

W trakcie naszej pogawędki dowiaduję się, ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, że pani Krystyna kilka miesięcy wcześniej skończyła osiemdziesiatkę. Przyznaje też, że dopiero wtedy uznała, że czas zapisać się do klubu seniora. Szybko zostaje wybrana wice - prezeską i od razu zabrania jego członkom mówić na spotkaniach o chorobach. - Przecież po to się tu spotykamy, żeby było miło – podsumowuje krótko.

Umawiamy się, że porozmawiamy jeszcze w pociągu, bo okazuje się, że jedziemy tym samym, ale kiedy podchodzę do przedziału pani Krystyny, ta smacznie śpi, zmęczona po trudach całego dnia.

 

Spotkanie po castingu

Tym razem umawiamy we włoskiej restauracji w Zabrzu. Pani Krystyna wraca właśnie z… castingu do filmu, który odbywa się w pobliskiej szkole aktorskiej, tuż obok teatru. Ma na sobie bardzo kobiecy strój i do twarzy jej w sukience w czarno-czerwone paski.

Zamawiamy naleśniki ze szpinakiem i rozmawiamy o innych restauracjach.

- W Gliwicach jest też taka fajna restauracja, gdzie jadłam tylko raz czy dwa, ale wie Pani chodzę tam na te pokazy, kiedy zadzwonią do mnie, a nie mam co z czasem zrobić, to idę sobie tam na pokazy, np. kulinarne - zaczyna swoją opowieść o życiu wdowy, które jednak ma swoje blaski. - Niedługo wyjeżdżam na warsztaty artystyczne dla osób po 60., czyli takich jak ja (puszcza do mnie filuternie oko). Będziemy rozwijać tam nasze pasje literackie i fotograficzne, a ja bardzo lubię robić zdjęcia – pokazuje swoje dzieła zapisane w telefonie.

Informuje też, że wyjazd ten jest dofinansowywany przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej i współorganizowany przez Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Dodaje też, że oprócz seniorów, jadą tam też wychowankowie domu dziecka. - Warsztaty te uczą emerytów, żeby sobie tam aktywności nabrali i zaangażowali się w pomoc innym, ale będzie nam też miło spędzić ten czas z dzieciakami, ot taka symbioza – podsumowuje pani Krysia.

- Jak mi się spodoba jakieś miejsce, to zaraz robię zdjęcie - wraca do tematu fotografii. - Teraz dostałam w prezencie taką, wie pani, przestarzałą cyfrówkę, gdzie pamięć pozwala na wykonanie tylko 100 zdjęć i muszę często zmieniać płytki. Za jednym wyjazdem do Warszawy zrobiłam jakieś 500 czy 600 zdjęć, np. z zoo., ze sklepów, czy po prostu na ulicy.

- A w castingu do jakiego filmu brała Pani dzisiaj udział? – pytam z zaciekawieniem.

- To ma być jakiś serial, chyba o hotelu, ale nie pamiętam tytułu. Byli tam starzy, młodzi, chudzi i grubi, to i ja wystartowałam – mówi ciągle jeszcze podekscytowana tym przeżyciem. - Przedstawiłam się, powiedziałam, gdzie mieszkam i że mam dość medialną rodzinę, nawet to, że jestem prababcią. Dodałam, że mogę zagrać nawet rolę szaletowej albo szatniarki. Śmiali się, ale dali mi też odczuć, że mogą być zainteresowani.

Dwa lata wcześniej Krystyna wygrywa casting organizowany przez Telewizję Katowice, która przygotowuje wówczas reportaż o mieszkańcach Śląska, korzystających ze środków komunikacji miejskiej KZK GOP. W nagrodę otrzymuje darmowy bezterminowy bilet na przejazdy autobusami w całym województwie, a jej zdjęcie, na którym ma na sobie jeansowe rybaczki, zostaje zamieszczone w kalendarzu. Wygląda tu na zgrabną sześćdziesieciolatkę.

Krystynkalendarza

 

Życie rodzinne

Krystyna jest wdową od kilku lat, matką dwóch córek, babcią dwudziestotrzylatka i trzydziestolatki oraz prababcią trzyletniej dziewczynki. Twierdzi, że ma dosyć medialną rodzinę, bo jedna z córek pracuje w urzędzie miasta, wnuczka jest dziennikarką i pracowała dla jednej z najbardziej znanych stacji telewizyjnych, a wnuk był aktorem, grał w filmach i sztukach teatralnych, teraz studiuje reżyserię i projektuje gry komputerowe.

- Urodziłam się w starym Sosnowcu i przez 20 lat mieszkałam przy głównej ulicy: 22 Lipca na osiedlu Piast, obok palmiarni – wspomina. Do Gliwic przeprowadza się z mężem w wieku 22 lat, kiedy on dostaje tam pracę na kolei. Poznaje go w wieku 17 lat, w 1952 r.

- To nie były takie czasy, kiedy narzeczeni na randkach uprawiali seks. My tańczyliśmy razem w Zespole Pieśni i Tańca „Zagłębie”, jeździło się też na wycieczki. Och, to było piękne życie, ale wiele się też zmieniło – wzdycha z nostalgią. - Jak człowiek sobie wspomni, że taki szmat czasu minął, to córki czy wnuczka mówią: mamo, co ty tam wspominasz, babciu to tak dawno temu było!

Cztery lata po poznaniu narzeczeni stają na ślubnym kobiercu. Początkowo Krystyna pracuje w Katowicach na kolei w rachunkowości. Podoba jej się ta praca, w szkole była dobra z matematyki, ma raczej umysł analityczny. Nawet teraz, w wieku 80 lat lubi liczyć, np. kiedy podróżuje, to zlicza okna w autobusie, drzewa na ulicy czy ćwiczy pamięć, zapamiętując numery rejestracji mijanych samochodów.

Kiedy rodzi dzieci, w latach 50., mąż prosi ją, żeby zrezygnowała z pracy i zajęła się wychowaniem dziewczynek. Najpierw troszczy się o córki, a potem zamieszkuje u nich utalentowany wokalnie i aktorsko wnuk, który uczęszcza wtedy do liceum i gra w teatrze muzycznym w Gliwicach. Pani Krystyna troszczy się o niego jak o syna, gotuję mu jego ulubione obiadki i prowadzi z nim długie rozmowy. Potem chłopak wyjeżdża na studia do Warszawy. Opuszcza ją też mąż, który umiera po 60 latach ich związku. Kobieta czuje, że przyszedł czas na poważne zmiany w życiu.

 

Życie społeczne

Po okresie żałoby, bierze udział we wspomnianych castingach, ale i zaczyna spotykać się na śniadaniach działkowych z innymi seniorami. W ramach Klubu Seniora wyjeżdża na wycieczki. - Ostatnio byliśmy we Wrocławiu, zwiedzaliśmy ogrody japońskie, zoo i rynek. Teraz planujemy wyjazd do Opola, organizujemy andrzejki, sylwestra robimy – wylicza z entuzjazmem.

Krystynaogrod

Krótko po tym, jak pani Krystyna dołącza do redakcji WHY STORY, zaprosza wszystkich nowych kolegów i koleżanki na grilla do swojego 300-metrowego ogródka z małą, ale praktycznie wyposażoną altanką. Zaprasza też gości z dziećmi i żartuje:

- Jak ktoś nie ma dzieci, to nie szkodzi, w mojej altance polecam pokój z dwuosobowym łóżkiem…

Na przyjęciu ogrodowym proponuje, żeby wszyscy goście zwracali się do niej po imieniu. - No chyba, że uważacie, że jestem z stara na to – śmieje się zadowolona, że tyle osób ją odwiedziło.

Nie jest najstarsza w tym gronie, bo do zespołu redakcyjnego należy też pan Ernest Pluta, który ma 85 lat i nadal prowadzi biuro turystyczne.

- Ja bardzo lubię turystów – komentuje na wesoło żwawa kobieta. - A na dodatek, wcale nie musimy się pobierać, bo mamy to samo nazwisko!

Kandyduje też do rady Osiedla Kopernik w Gliwicach, gdzie mieszka od 35 lat. Jest zdrową, sprawną kobietą, ma sporo wolnego czasu, więc chce zająć się sprawami swojego rejonu. Deklaruje też chęć zaangażowania w pomoc dzieciom z pobliskiego domu dziecka, spędzając z nimi wspólnie czas na rozmowach czy wycieczkach.

- Radzę młodym ludziom, żeby szanowali starszych i byli tolerancyjni wobec nich. Młodość jest piękna, młodzi ludzie też. Zawsze tak było, że każde starzejące się pokolenie narzekało na młodzież. Mamy obowiązki wobec tych podlotków, musimy ich wychowywać, bo oni wcale nie są tacy źli, tylko musimy nauczyć się żyć razem.

Mówi też, że chciałaby się uczyć angielskiego, co przydałby się w podróżach.

- Za moich czasów uczyłam się języka rosyjskiego, ale już nie pamiętam – przyznaje.

Kiedyś była z wnuczką na wczasach w Barcelonie, a teraz wybiera się do niej w odwiedziny do Dubaju. Trochę obawia się tej podroży, ale leci z nią jeden z kolegów z Klubu Seniora, który wraz z innym często pomaga jej w pracach na działce, jak koszenie trawy czy podcinanie gałęzi. - Kawalera nie mam, ale chciałabym - żartuje. - Turysta musiałby być.

Po powrocie z wycieczki przywozi nam wszystkim własnoręcznie zebrane na plaży muszelki, ale więcej o tej podróży opowiemy już następnym razem...

Krystyna Pluta

Beata Sekuła

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama