reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
Kultura i Sztuka > film
środa, 15 czerwiec 2016 16:27

Siedem kobiet. Siedem dni tygodnia. Siedem charakterów. Jedna pasja. 

Bohaterkami filmu Siedem kobiet w różnym wieku - czego nie trudno się domyślić - jest siedem kobiet z różnych grup wiekowych. Łączy je jedna pasja, która całkowicie zawładnęła ich życiem - balet. Z początku wydaje się, że bohaterek nie łączy nic więcej, jednak po obejrzeniu filmu w całości, można zauważyć również fizyczne podobieństwo bohaterek, co nasuwa podejrzenia, że film może pokazywać cykl życia jednej kobiety - od młodości do wieku podeszłego.

Kolory dominujące w filmie to skłaniające do refleksji czerń i biel. Dzięki utrzymaniu filmu w smutnych barwach, widz z większą łatwością może wyobrazić sobie uczucia, które kierują bohaterkami, a także poczuć ich ból oraz zmęczenie ćwiczeniami.

Siedem kobiet w różnym wieku nie jest typowym filmem o miłości do tańca. Balet odgrywa w nim rolę drugorzędną. Kieślowski skupia się na przekazaniu odbiorcom, że życie ucieka nam przez palce, z każdym dniem jesteśmy coraz starsi, zmienia się nasz charakter, podejście do siebie i otoczenia. Uświadamia widzom, że bez ciężkiej pracy i wysiłku nie są w stanie osiągnąć niczego wartościowego, co mogliby w przyszłości przekazać młodszym pokoleniom.

Reżyser pokazuje indywidualności postaci, wyróżnienia jej z tłumu kobiet ubranych i zachowujących się w podobny sposób. Osiąga to głównie poprzez rozmycie tła. Dzięki zbliżeniom na twarze tancerek, możemy odczytać ich emocje.

środa, 15 czerwiec 2016 16:01

Rezydencja Stokerów - miejsce, w którym namiętność miesza się z tragedią, a każdy z mieszkańców nosi w sobie jakąś tajemnicę. Matka, która nie kocha własnej córki, nowo poznany wujek, który wykorzystuje sytuację, by zbliżyć się do bratanicy i wzorowa uczennica, która niekoniecznie jest tak niewinna.

Indię, 18-letnią główną bohaterkę, poznajemy na pogrzebie jej ukochanego ojca, który ginie w wypadku samochodowym. Stojąc obok matki, z którą nie jest związana emocjonalnie, nie pokazuje po sobie smutku i nie płacze. Jest zaintrygowana postacią stryja Charliego, o którym wcześniej nie słyszała. Szybko orientujemy się więc, że dziewczyna jest inteligentna, spostrzegawcza i dociekliwa - wykształciła w sobie dokładnie te cechy, które starał się rozwinąć w niej ojciec. Stryj Charlie szybko wciąga Indię w swoją mroczną grę. Wyglądający jak James Dean, przebiegły i wyrachowany, przekonuje Indię, że to właśnie on stanowi rozwiązanie jej problemów. Samotna dziewczyna z początku nie zamierza mu się podporządkować, jednak z czasem, stopniowo ulega jego urokowi. Dodatkowym utrudnieniem sytuacji jest niestabilna emocjonalnie matka Indii, która po śmierci męża szuka pocieszenia w ramionach Charliego.

Stoker to nakręcony w 2012 roku thriller Chan-wook Parka. To pierwszy film tego reżysera, który nie został nakręcony w Korei, lecz w Stanach Zjednoczonych. Scenarzystą tego wyjątkowego dzieła jest Wentworth Miller, znany między innymi z serialu Prison Break. Reżyser zaangażował do thrillera starannie dobranych hollywoodzkich aktorów, takich jak Nicole Kidman, Mia Wasikowska czy Matthew Goode.

sobota, 06 luty 2016 17:24

I gdzie tu logika? Jest i logika...

 

Jedna z ostatnich scen filmu Czas Apokalipsy pokazuje umierającego Marlona Brando, który głośnym szeptem mówi: a horror, a horror … . Scena niezwykle sugestywna i już mająca swe miejsce w historii filmu i nie tylko. Ale co właściwie znaczy słowo horror? Bynajmniej nie jest to gatunek filmu. Horror oznacza nic innego jak przerażenie, obrzydliwość, rzecz straszną. Czy możliwe, by rodzaj ludzki fascynował horror? Jak można fascynować się czymś strasznym?

 

W 1968 r. Bill Ward poszedł do kina na film zatytułowany Black Sabbath. Ówczesny księgowy w niewielkiej firmie brytyjskiej rozglądając się po sali zauważył brak wolnych miejsc. Na film z gatunku horror przyszło kilkuset widzów, którzy zapłacili za to, żeby się trochę najeść strachu. Ward – dość dobry i poukładany biznesman wpadł na pomysł: nazwijmy naszą grupę rockową Black Sabbath. Stwórzmy atmosferę pełną lęku a nawet strachu a ludzie zapłacą za samą nazwę. To im się podoba! Tak powstała nazwa megagrupy rockowej Black Sabbath.

W 1983 r. Michael Jackson tworzy jeden z najbardziej znanych teledysków – Thriller. Upiory, demony i ludzkie potwory wstają z grobów, idą ulicami miasta i tańczą za dominującym wampirem – Michaelem Jacksonem. Koszty teledysku zwróciły się 1000 krotnie. Ludzie z zapartym tchem oglądali przemianę Jacksona z niewinnego chłopczyka w istne monstrum. I to przykuło ich uwagę – skoro tak się zaczyna to co będzie dalej?

Ani Michael Jackson ani Bill Ward nie wymyślili horroru. Oni po prostu zrozumieli siłę oddziaływania na ludzką wyobraźnię. Kontrolowany strach – nierealnie realna bojaźń, dreszcz przeszywający ciało, ciarki płynące po kręgosłupie – oto czego oczekuje widz. Oczekuje bo płaci, a płaci za to, by się bać. I gdzie tu logika? Jest i logika, ale o tym później.

 

Korzenie horroru – wampiry, likantropy i wilkołaki

Niesamowite opowieści, mity i legendy towarzyszyły ludziom od zarania dziejów. I bynajmniej nie chodzi tu o jakieś podania ludowe, które często utożsamiane są z Karpatami i księciem Vladem Draculą. Już w starożytności znano stworzenie na kształt współczesnego wampira. Był to duch zmarłej gwałtowanie osoby nawiedzającej świat żywych istot po to, aby pozbawić ich życiodajnej krwi lub innego organu w celu zwiększenia własnej witalności. I wcale nie chodziło wówczas o antychrześcijańskie obrzędy (tych jeszcze nie znano), ale o symbol krwi – nośnika życia. Czyż Odyseusz składający owce w ofierze cieniom zmarłych nie musi odganiać mieczem żądnych krwi demonów? Ale wampir to również obawa przed zmartwychwstaniem. Lęk przed przyjściem z zaświatów demonów, które błąkając się po ziemskim padole będę zakłócać spokój żywym. Po raz pierwszy termin wampir pojawia się w połowie XVIII w. w Serbii, by następnie znaleźć odniesienie na ziemi niemieckiej i brytyjskiej.

Ślady powstania postaci zwanej wilkołakiem znaleźć można również w odległym czasie historii ludzkości. Przemiana człowieka w wilka to właściwie podwójne

życie jakie wiedzie istota ludzka zmieniająca się w krwiożerczą bestię. Likantropem stał się przecież mityczny król Arkadii Likaon, który chcąc przechytrzyć Zeusa podał mu ludzkie mięso, za co ten zamienił go w wilka. Ciekawe, że współczesna psychiatria zna przypadki choroby a może urojenia polegającego na przekonaniu w możliwość przemiany człowieka w zwierzę. Prawdziwego likantropa-wilkołaka poznajemy w Satyrykach Petroniusza, w których prowadzący narrację Niceros przyznaje się, że był naocznym świadkiem przemiany istoty ludzkiej w wilka w czasie księżycowej pełni, przy czym akt transformacji dokonał się na cmentarzu. Znamienne, że ludowe podania z południa Europy niezwykle chętnie sięgały do takiej właśnie scenerii. Nic przecież nie może mieć bardziej złowrogiego wymiaru aniżeli wyjący na tle księżycowej tarczy wilk, a jeśli do tego dodamy opowieść o człowieku-wilku to mamy horror w najczystszej postaci.

 

Frankenstein – czy taki straszny?

Zawsze fascynowała mnie postać monstrum, które przybrało nazwisko swego stwórcy – doktora Frankensteina. Frankenstein nie ma nic wspólnego z istotami nadprzyrodzonymi, nie żywi się krwią i nie jest demonem zesłanym, by niszczyć ludzkość. To on jest wytworem ludzkości, tworem nauki a konkretnie naukowca doktora Frankensteina pragnącego zgłębić tajemnice śmierci i nieśmiertelności zarazem. Motyw wciąż studiowany w czasach nam współczesnych i dlatego noszący brzemię nauki zdolnej do przesuwania granic. Stąd właśnie Brian Aldis nie wahał się określić Frankensteina jako pierwszej powieści science fiction.

czwartek, 17 wrzesień 2015 12:59

ul. Gdańska 18, 41-800 Zabrze, tel.32 791 14 10, 32 791 14 24

Repertuar filmowy

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama