reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
Kultura i Sztuka > teatr i literatura
niedziela, 08 styczeń 2017 12:05

Dziękuję bardzo Dominikowi Godzierzowi, który zorganizował spotkanie literackie dla mnie i Moich Czytelników w księgarni BOOKSZPAN w Katowicach Miałam ogromną tremę, a było tak miło...

 13autograf

Zaczęliśmy od życzeń noworocznych i kieliszka szampana i jakoś zrobiło się tak sympatycznie, chociaż niektóre pytania były dla mnie trudne, bo kolejne zmiany zaszły w moim życiu…

Darek Pohl, mój wydawca, wspierał mnie dzielnie, kiedy patrzyłam na niego błagalnym wzrokiem:)

http://www.bookszpan.eu/zaproszenie-spotkanie-autorskie-kinga-piekarska/
http://www.ksiegarniakatowice.pl/zaproszenie-spotkanie-autorskie-kinga-piekarska/
http://www.ksiegarniakatowice.pl/event/spotkanie-autorskie-kinga-piekarska/?instance_id=28

Myślę, że słowa nie zobrazują, co się działo podczas tego dwugodzinnego spotkania, kiedy rozmawialiśmy o powieści: „WHY Story2 – Czas na zmiany”, ale też o marzeniach i planach noworocznych. Więc zobaczcie zdjęcia o oceńcie sami czy chcecie dołączyć do nas następnym razem:)

Kochani, jeśli jesteście zainteresowani przeczytaniem mojej powieści: "WY Story 2 - Czas na zmiany" to informuję, że jest już dostępna w EMPIKU, BOOKSZPANIE, w hurtowniach: PLATON, motyleksiazkowe.pl, na stronie: kingapiekarska.pl oraz w wielu księgarniach internetowych. Pozdrawiam serdecznie wszystkich, którzy we mnie uwierzyli, a szczególnie Beatę Motyl, który jako pierwsza zamówiła moje książki do swojej hurtowni - bardzo Ci, Beatko, jestem wdzięczna, bo moje marzenie o staniu się pisarką zaczyna się spełniać:)

PS. Dziękuję także p. Dorocie Szok, która dała mi ogromną szansę i dzięki niej zaistniałam w EMPIKU, Sonii Dradze - sama dobrze wie, za co, Darkowi Pohl, który wydał tą powieść, bohaterkom/om moich opowiadań, a szczególnie Krystynie Joasi i Kostkowi, mojej mamie, no i Krzysztofowi, który zrobił te wszystkie zdjęcia:) oraz Wam Kochani, którzy mi kibicujecie i czytacie tą książkę. Aż chce mi się żyć, na nowo...

FOTORELACJA

Kinga Piekarska i czytelnicy

39zszampanem

5Dariusz Pohl Wydawnictwo Orbis

12zmamą

38Z Piotrusiem

1

2

3

742przystoliku

40zLucyną

43

15z czytelnikiem

 26książki

Czarno-białe

 7

10

21jaz Mariolą

26ja

18zadumana

6

29książkiczarne

 25zDominikiem

 

Kinga Piekarska

(Beata Sekuła)

 

środa, 26 październik 2016 14:09

Małe jest piękne i potrzebne

Beata Motyl z książkami związana jest zawodowo od 1990 roku. Rozpoczęła wówczas pracę w wydawnictwie Phantom Press, a po zamknięciu gdańskiej firmy podjęła wraz z mężem decyzję o założeniu własnej działalności. Firma MTM przekształciła się w 2012 roku w nowy podmiot – motyleksiazkowe.pl - który zajmuje się dystrybucją książek oraz wspieraniem i promocją małych, niszowych wydawnictw. Firma w swojej ofercie posiada publikacje około 1200 wydawnictw, prawie 12 tys. tytułów praktycznie wszystkich gatunków. Pani Beata swoją pracę traktuje jak misję - każdej książce pomaga znaleźć swojego czytelnika. Prywatnie jest szczęśliwą mamą nastoletnich bliźniaków i kobietą z ciągłym głodem wiedzy i rozwoju.

W poszukiwaniu własnej drogi

Pani Beata Motyl pochodzi z Gdańska. Po maturze zdawała na psychologię na Uniwersytecie Gdańskim, a ponieważ nie dostała się na wymarzony kierunek podjęła pracę w przedszkolu jako nauczycielka. Mimo że opieka nad grupą trzydziestu czterolatków dawała jej sporo satysfakcji nie czuła się spełniona zawodowo. Wtedy to w głowie zrodził się kolejny pomysł - architektura. - Taka myśl przyszła mi do głowy, chyba dlatego, że po prostu lubiłam rysować. A właściwie kopiować. Dlatego po dłuższym namyśle stwierdziłam, że nie jest to jednak kierunek, w którym się sprawdzę. Wymaga dużej kreatywności i wyobraźni przestrzennej - tłumaczy. Po kilku latach podjęła studia na Filologii Polskiej w Akademii Humanistycznej w Pułtusku, ale urodziły się bliźniaki i trudno było pogodzić opiekę nad dziećmi z dojazdami na uczelnię.

poniedziałek, 24 październik 2016 10:29

Podsumowanie Festiwalu

Jury pierwszą nagrodę przyznało teatrowi z Białegostoku za spektakl  „Biała siła, czarna pamięć”. Druga nagroda przypadła teatrowi z Zielonej Góry za spektakl  „Gdy przyjdzie sen" Katarzyny Dworak i Pawła Wolaka. Także Nagrodę Publiczności czyli Grand Prix otrzymał  „Gdy przyjdzie sen”. Spektakl z Zielonej Góry otrzymał także nagrodę za muzykę. Jury postanowiło przyznać  wyróżnienie aktorskie Jarosławowi Karpukowi za rolę (On) w spektaklu Teatru Nowego w Zabrzu  „Ciało moje”. 

WERDYKT XVI FDW

Jury XVI Ogólnopolskiego Festiwalu Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona”; Zabrze 2016, w składzie: Zenon Butkiewicz, Lech Raczak, Ingmar Villqist – przewodniczący po obejrzeniu 13 spektakli konkursowych postanowiło przyznać następujące nagrody:

Pierwsza nagroda dla Teatru Dramatycznego im. A. Węgierki w Białymstoku za spektakl pt. „Biała siła, czarna pamięć” dla reżysera spektaklu Piotra Ratajczaka i zespołu aktorskiego: Justyna Godlewska – Kruczkowska, Aleksandra Maj, Bernard Bania, Rafał Olszewski, Paweł Pabisiak, Piotr Szekowski, Michał Tokaj;

piątek, 21 październik 2016 11:11

Delikatne związki między ludźmi w dzisiejszej rzeczywistości narażone są na destruktywny wpływ nietolerancyjnego otoczenia. Zaczyna się zawsze od przypadkowego spotkania. Pijany kaleka – sklepowy żebrak na wózku inwalidzkim potrzebuje pomocy. Dojrzałego mężczyznę tuż po trzydziestce zauważył student o anielskiej urodzie. Trochę z litości, a może z ciekawości młokos udziela pomocy Ilji, który zaprasza nowego kolegę do własnego mieszkania znajdującego się na siódmym piętrze żelbetonowego poradzieckiego bloku z wielkiej płyty.

Scena spektaklu: "Mężczyźni zakleszczeni w miłości"

Na początku, po prostu, spokojnie ze sobą rozmawiają. Trochę się wzajemnie sondują i okrążają. Ilja denerwuje młodego Antona pytaniami o dziewczyny. Na pewno ma u nich ogromne powodzenie. On jest taki piękny, chyba cieszy się młodością swoich koleżanek. Anton wpada w gniew. Jego pierwsze intymne przygody z dziewczynami zawsze kończyły się kompromitującymi wpadkami.

czwartek, 20 październik 2016 11:50

Co to znaczy być Polakiem? Czym właściwie jest polskość? Skąd się wzięła idea Polski? Kim jest przecięty Polak? Dlaczego ktoś jest Polakiem, a ktoś inny nie? W spektaklu „Gniazdo” adresowanym do widzów od 5 roku życia autorka Maria Wojtyszko dokonuje udanego coveru najważniejszych polskich legend stawiając przy tym w dziecinnie prosty sposób pytania niełatwe, całkiem dorosłe, nurtujące, nieustannie aktualne.

„Dzień dobry. Za chwilę zobaczycie jedyne w swoim rodzaju całkowicie polskie przedstawienie. Kto z was jest Polakiem? Proszę bardzo, rączka do góry. Jeszcze raz. Kto jest Polakiem? Bardzo ładnie. Tylu Polaków w jednym miejscu! Cały teatr pełen Polaków! Co więcej, jak wyjdziecie na ulicę to tam też prawie sami Polacy. Pojedziecie do Poznania na wycieczkę, też Polacy. Kraków, Gdańsk, Siedlce, nawet Londyn - wszędzie Polacy. A kto mi powie, skąd oni wszyscy się wzięli?”

środa, 19 październik 2016 15:30

Osiemnastu aktorów zasiądzie za kościelną, drewnianą podwójną ławą i na początku przez kilka minut, w milczeniu, to oni będą wpatrywać się w nasze twarze zaciekawionych i oniemiałych z zaskoczenia widzów. Opowieść jest niezwykle prosta, dlatego też pomysłodawcy realizacji zaprzęgli ją w szalony rytm nowoczesnego tańca, śpiewu i plastycznych iluminacji trafnie ilustrujących stan umysłu głównych postaci dramatu. Kunsztowna forma spektaklu ułatwi nam przełknięcie gorzkiej prawdy o tym, jakimi naprawdę jesteśmy ludźmi.

Autor: Paweł Hohmann

Wieś wciśnięta gdzieś pomiędzy gigantycznymi górami żyje sobie własnym nudnym życiem. Piękna Basia ma już trzydzieści lat i chce uciec do miasta. Z Jaśkiem ma dziecko, ale nie w głowie jej teraz małżeństwo. Ma we wsi brata, który już ze swoją ciężarną żoną zapuścił tu korzenie. Dziewczyna poznaje turystę z Wrocławia. Ich intymne spotkanie przerywają rozwścieczeni mieszkańcy wsi. Znęcają się nad nią i bogu ducha winnemu, niedoszłemu kochankowi Basi. Ten seans nienawiści jest jedną z najbardziej poruszających scen w tym spektaklu. Wrzask bitej dziewczyny długo nie opuszcza widzów i gdzieś odbija się w zakamarkach poprzemysłowej teatralnej sceny. O dziwo, Basi pomaga ksiądz, który wcześniej bardzo surowo oceniał jej amoralne zachowanie. Daje jej pieniądze, byle by nie zarabiała we wsi nierządem. Wystarczą na pobyt i podróż do „cudownego miasta, gdzie wszystkie marzenia zawsze się spełniają”.

niedziela, 16 październik 2016 17:23

 

Reżyseria: Julia Mark
Scenografia i kostiumy: Jan Kozikowski
Muzyka: Wojciech Długosz
Układ choreograficzny: Filip Szatarski
Asystent reżysera: Anna Konieczna

 

Obsada:

Bocianek: HANNA BORATYŃSKA
Anna Kowalska: JOANNA ROMANIAK
Słowikowa: ANNA KONIECZNA
Mężczyzna w toi-toi: DARIUSZ CZAJKOWSKI
Orzełek: MARIAN WIŚNIEWSKI
Bardzo Charakterystyczny Człowiek: ANDRZEJ KROCZYŃSKI
Garnitur prezydenta: GRZEGORZ CINKOWSKI
Adam Mickiewicz: MATEUSZ LISIECKI-WALIGÓRSKI
Juliusz Słowacki: ROBERT LUBAWY
oraz Ptasie radio: KASIA ŁACISZ-KUBACKA,
dzieci: Zofia Szulik/Zofia Kubacka, Jan Zawada/ Filip Krupiński,
i Studenci: Krzysztof Wieczorek, Katarzyna Najder, Paula Wojdyła,

Damian Borawski, Tomasz Copik, Aleksandra Kądziołka,

Szymon Nitka, Alicja Witomska.

 

Tekst Maliny Prześlugi został uhonorowany drugą nagrodą (pierwszej nie przyznano) w Ogólnopolskim Konkursie Dramaturgicznym „Strefy kontaktu 2016” rozpisanym przez Wrocławski Teatr Współczesny i Miasto Wrocław. Garnitur Prezydenta" Maliny Prześlugi został uznany za najlepszy w kategorii "Najlepsza nowa polska sztuka" w podsumowaniu sezonu 2015/2016 - według krytyków miesięcznika TEATR (nr 9) !!!

A co by było gdyby ktoś narobił na garnitur prezydenta? Czy ptasia kupa może wywołać zamieszki albo doprowadzić do trzeciej wojny światowej? Każdy będzie miał w tej sprawie coś do powiedzenia – spotkają się Mickiewicz ze Słowackim, Orzełek z Bociankiem, Słowikowa i Ptasie Radio, ale też bohaterowie dnia codziennego: Anna Kowalska i Bardzo Charakterystyczny Człowiek. Szalone tempo i niespodziewane zwroty akcji, garnitur, który zwołuje konferencje prasowe i prezydent, który okazuje się dziesięcioletnim chłopcem, a do tego niezwykłe poczucie humoru najpopularniejszej dramatopisarki ostatnich lat i wyjątkowe kreacje aktorskie.

Oto, co Państwa czeka już od 15 pażdziernika w Teatrze Nowym w Zabrzu!!!

Prawa autorskie: Agencja ADiT

Zdjęcia z wydarzenia:

Zdjęcie sceny podczas przedstawienia - "Garnitur prezydenta"

Beata Sekuła - red. naczelna Why Story

Dyskusja na scenie

Finał przedstawienia - aktorzy dziękują widowni za uwagę

Rzeczpospolita przedstawiona

Za nami pierwszy konkursowy spektakl w ramach XVI Festiwalu Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość Przedstawiona”. Sztuka - otwierająca coroczny przegląd współczesnego, tworzonego po 1989 roku dramatu - idealnie wpisała się w ideę przyświecającą konkursowi. „Garnitur Prezydenta” autorstwa Maliny Prześlugi to pełen nawiązań do współczesności dialog z tym, co dobrze nam znane i do bólu aktualne, a zarazem lekko ironiczny i groteskowy komentarz do polskiej rzeczywistości.

Tytułowy garnitur prezydenta podczas jednej z oficjalnych uroczystości zostaje przypadkowo i nieszczęśliwie „znieważony” ptasim odchodem. Zanieczyszczony strój - jako symbol - opuszcza ciało prezydenta i zaczyna żyć własnym życiem przejmując władzę. Obnażony, marionetkowy prezydent, którym kieruje garnitur traci swoje „właściwości” i staje się śmieszny, bezbronny i całkowicie bezradny. Sprzyjające rządowi media zaczynają mówić o zamachu bądź spisku, nie wykluczając w konsekwencji nawet wojny. wywołują tym samym wielką medialną aferę doprawioną poszukiwaniem potencjalnych winowajców. W tym samym czasie kolejna postać - zapożyczona z Tuwima Słowikowa - rozpaczliwie szuka swojego męża, który prawdopodobnie okaże się zamachowcem mimo woli. Wszystkiemu przyglądają się ptaki - bezradny i obojętny orzełek oraz ciekawski, komentujący bocianek - ważne, ale bezużyteczne symbole. Język, którym posługują się bohaterowie, staje się pod koniec niezrozumiałym strzępem polszczyzny, trudnym nie tylko do przyswojenia, ale też do wysłuchania. Autorka w ten sposób zwraca uwagę, że wojna kaleczy nie tylko ciało, ale nawet mowę.

wtorek, 11 październik 2016 09:02

XVI Ogólnopolski Festiwal Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona”. 15 – 23 października 2016

Po raz szesnasty w Zabrzu odbędzie się Ogólnopolski Festiwal Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona”. Pierwszy spektakl wystawiony zostanie 15 października („Garnitur prezydenta” w reżyserii Maliny Prześlugi , godz. 18.00, PREMIERA), a finałowy – 23 października („Żelazne Waginy” w reżyserii Michała Walczaka, godz. 18.00).

Festiwal, którego organizatorami są Miasto Zabrze i zabrzański Teatr Nowy, ukazuje jeden z nurtów współczesnego teatru. Nurt ukierunkowany na realizacje i interpretacje dramatu (polskiego jak i obcego) powstałego po 1989 roku , który stara się spełniać postulat „lustra rzeczywistości” i pokazywać człowieka w szerokim kontekście socjologicznym, obyczajowym, politycznym, religijnym.

poniedziałek, 26 wrzesień 2016 11:16

Umiejętność zadawania trudnych pytań

 

Wydawnictwo „Czarna Owca” (do 3 czerwca 2009 działające pod nazwą Wydawnictwo Jacek Santorski & Co) zostało założone w 1991 roku. Oficyna wydawnicza w początkach działalności specjalizowała się w literaturze psychologicznej, z czasem poszerzyła swą ofertę o poradniki, przewodniki duchowe, książki dla dzieci i młodzieży oraz literaturę piękną, zwłaszcza skandynawską i kryminały. Prezes Wydawnictwa i jego udziałowiec – Paweł Książkiewicz – za działalność na polu wydawniczym został wyróżniony tytułem Lider z powołania.

 

Lider w wydawnictwie

Zdaniem Pawła Książkiewicza, szefa wydawnictwa, zarządzanie ludźmi i działalność wydawnicza to dwie różne umiejętności. Zamiast odgórnie narzucać gotowy pomysł czy ideę, lepiej tak poprowadzić dyskusję ze współpracownikami, aby zbliżone idee i pomysły zrodziły się samoistnie w ich umysłach. Wtedy pracownicy są do nich przekonani, a jednocześnie mają poczucie, że aktywnie uczestniczą w twórczym procesie powstawania książki.  

– Chciałbym podkreślić, iż dobry lider, to lider, świadomy własnych słabości. Nikt nie jest we wszystkim doskonały. Dobry lider, to taki lider, który w porę potrafi dostrzec, iż na pewnym etapie rozwoju firmy jego własna działalność na danym obszarze mogłaby stać się czynnikiem hamującym rozwój. Powody są różne, chociażby brak czasu, nadmiar zajęć, i również to, że w każdej dziedzinie są ludzie, bardziej niż my, w niej kompetentni. Zasadnicza sprawa to mieć wizję, tego co chcemy realizować. Rola strażnika, który stoi z batem nad pracownikiem i bezpośrednio kontroluje każdego z osobna, nie wpisuje się w moją koncepcję zarządzania.

poniedziałek, 12 wrzesień 2016 10:25

Pasjonatka czytania, podróży i ciągłego rozwoju

 

Wydawnictwo „Sonia Draga” swoją pierwszą książkę oddało do rąk czytelników szesnaście lat temu. Obecnie spółka jest jednym z największych wydawców w Polsce. Jej założycielka - Sonia Draga - zaczynała od dystrybucji sprzętu samochodowego, a kiedy zajęła się branżą wydawniczą spod jej skrzydeł wyszły największe hity ostatnich lat. W 2013 roku otrzymała tytuł Wydawcy Roku 2012, a książka „Pięćdziesiąt twarzy Greya” stała się bestsellerem ostatnich czterech lat. Magazyn WHY Story przyznał jej tytuł: Lidera z powołania.

 Sonia Draga założycielka wydawnictwa "Sonia Draga" i Beata Sekuła red. naczelna Why Story

Dynamiczna reakcja na pojawiające się zmiany

Pierwszą firmę Sonia Draga założyła w 1990 roku. Stało się to za namową i przy pełnym zaangażowaniu ojca, który wskazał odpowiedni moment. Najpierw jednak ciekawość świata i zamiłowanie do podróży zadecydowały o wyjeździe do Kanady, gdzie jako studentka chciała przez rok kontynuować rozpoczęty w Polsce kierunek. Chęci musiały być zweryfikowane z rzeczywistością, która wówczas nie pozwoliła na taki wariant i musiała podjąć pracę jako kelnerka, co – jak się okazało – było niezłą szkołą życia Podczas pobytu za granicą regularnie korespondowała z ojcem, który na bieżąco relacjonował jej wydarzenia w Polsce. - Pisał mi o konkretnych zmianach i perspektywach, jakie się rodzą dla młodych ludzi, dla przedsiębiorców. Na przykład w 1990 roku uruchomiono taki program dla nowo powstałych firm, który oferował okresowe zwolnienia z podatków - wspomina.

środa, 07 wrzesień 2016 14:41

Każda książka jest wyzwaniem

Wydawnictwo „Drzewo Babel” powstało 22 maja 1995 roku. Z okazji dwudziestolecia wydania pierwszej książki - kultowego „Alchemika” Paula Coelho, jego właścicielka - Barbara Stępień - zorganizowała konkurs „Nagroda Alchemika”. Jego celem było odkrycie niezwykłych ludzi, którzy podobnie jak Santiago, bohater powieści, nie bali się sięgnąć po swoje marzenia. Drzewo zapuściło korzenie i rośnie. Do tej pory wydało sześćdziesiąt tytułów i współpracuje z około trzydziestoma autorami z Polski i zagranicy.

 Pasja, wytrwałość, entuzjazm

O tym, by zostać wydawcą Pani Barbara marzyła zawsze. Nigdy jednak nie poprzestawała na marzeniach, lecz z determinacją dążyła do ich spełnienia. Zanim osiągnęła sukces na rynku wydawniczym długo szukała swojej drogi. Studiowała psychologię, medycynę i informatykę. Podróżowała - ciekawa świata, ludzi i innych kultur. Zwiedziła sporą część Europy, Azji i Ameryki Północnej i Środkowej - Ekwador, Liban, Kubę, Syrię, Mongolię, Izrael oraz Wyspy Zielonego Przylądka. Na dłużej zatrzymała się w Paryżu pracując jako opiekunka do dzieci, w rozgłośni radiowej, w antykwariacie, w biurze podróży i w wielkiej korporacji.

czwartek, 14 lipiec 2016 08:57

Słynna "Biała bluzka" z Krystyną Jandą, "Lament na Placu Konstytucji" oraz inne spektakle Teatru Polonia i Och-Teatru – na taki rarytas zapraszają w sierpniu prezydent Poznania i Teatr Muzyczny. Przedstawienia będzie można oglądać od 8 do 15 sierpnia na Dziedzińcu Urzędu Miasta przy placu Kolegiackim 17.

- Zaproszenie z Poznania było dla nas bardzo ważne dlatego, że po raz pierwszy od ośmiu lat nie zagramy latem plenerowych spektakli w Warszawie - opowiada Krystyna Janda. –
W czasie wakacji graliśmy tam nawet 60 przedstawień. Dla mieszkańców i turystów stanowiły one stały punkt zwiedzania stolicy. W tym roku nie będzie to możliwe, dlatego
z tym większą radością przyjęliśmy zaproszenie prezydenta Poznania. Cieszymy się, że będziemy mogli pokazać poznańskiej publiczności przynajmniej część naszych spektakli.

poniedziałek, 27 czerwiec 2016 08:15

Ludzkość zmierzająca do szczęśliwości,  czyli… Wolność prowadząca lud na barykady, Eugene Delacroix

Ludzkość zmierzająca do szczęśliwości - WHYSTORY

 

Beata Sekuła (B.S.): Ludzkość zdaje się zachwycać pojęciem wolności różnie je jednak interpretując.

Piotr Ostaszewski (P.O.): Wolność nie jest łatwa do zdefiniowania konfudując nas jeszcze bardziej w przypadku, gdy rozważania teoretyczne mamy skonfrontować z ich realizacją. Toteż dyskusja na temat obrazu Eugene Delacroix siłą rzeczy musi przynajmniej zahaczyć o pojęcie wolności oraz jej artystyczną personifikację. Wolność jest pojęciem nadużywanym zwłaszcza przez tych, którzy nie bardzo potrafią ją zdefiniować, albo też potrafią jej używać, powiedzmy elastycznie. Friedrich Hegel rozróżniał przecież dziką wolność, wolność na przykład świata zwierzęcego, wolność nieokiełznaną a zarazem nierozumną od tej, która jest wynikiem rozumu, zgłębiona pojęciowo i moralnie. Jak pisał tylko taka wolność, z której zdajemy sobie sprawę jest prawdziwą wolnością. A zatem ta, której jesteśmy świadomi. Mogą to podsumować słowa Andrzeja Frycza Modrzewskiego, który niegdyś napisał: Bez praw nie może być prawdziwej wolności.

Niestety historia ludzkości pełna jest tych, którzy niosąc wolność w istocie zakładali kajdany. Czyż którykolwiek dyktator nie przejmował władzy w imię wolności? Ale z drugiej strony jest ona motorem napędowym i każdy z dyktatorów upadał właśnie dlatego, że obszar wolności kurczył się pod jego rządami wyzwalają u ludzi energię kierującą ich w stronę społecznego wybuchu. Ale w tym miejscu należy się uwaga, otóż ludzie zazwyczaj wychodzą na ulicę żądając wolności, gdy zagrożony jest ich byt ekonomiczny. Podałem ekstremalny i bardziej odnoszący się do naszych czasów przykład, ale wybuch społeczny może nastąpić przecież w wyniku krępującego je porządku społecznego. Wtedy mamy do czynienia z rewolucją, która zawsze znajdzie swoich przywódców, ale w której aktorami są zbuntowane masy coraz bardziej uświadamiające sobie swoją siłę i chęć parcia do poszerzania obszaru swojej osobistej wolności gwarantowanej im przez instytucję państwa. Wolność jest wówczas personifikowana przez malarzy, poetów a nawet i polityków ukazujących ją idealistycznie, pragnących, by była czysta i nieskazitelna, co w jakimś sensie usprawiedliwiałoby ofiary poniesione na jej ołtarzu.

środa, 08 czerwiec 2016 16:34

Wybierając się do teatru na sztukę bądź spektakl zazwyczaj mamy swojewyobrażenie na temat tego, co będzie się działo na scenie. A czasem pozostajemy zupełnie otwarci na to, co nas czeka.

Idąc na Knajpę zapoznałam się z opisem i stwierdziłam, że to dobry pomysł zobaczyć życie pubu z perspektywy teatralnej. Na dodatek w tle muzyka w wykonaniu Highway. Kiedy rozsiadłam się już wygodnie, a kurtyna podniosła się w górę, od razu spodobały mi się dźwięki w tle. Czyli nie tylko oko nacieszę, ale ucho także. Zabawny początek nastrajał optymistycznie i tak też było do samego końca.

Barwne postacie wstępujące na kieliszeczek bądź dwa, rozmowy o życiu – przed i po spożyciu.

Setka i sałatka jarzynowa w oparach dymu papierosowego przy akompaniamencie melodii, które osobiście kojarzyły mi się z kultową kapelą. Wyrazista postać barmana, kokieteryjna a czasami znudzona kelnereczka. Realnie przedstawiony świat osób, które niezależnie od zajmowanego stanowiska szukają ukojenia w kilku głębszych, w rozmowie z obcym człowiekiem, który wysłucha lepiej niż któryś z domowników. Lokal – miejsce w którym można uczcić sukces w gronie kumpli oraz wspominać stare dobre czasy. Randki, pierwsze miłości, rozczarowania i zawody miłosne.

Wbrew pozorom w takich lokalach, gdzie nie ma Pana Kelnera i białych obrusów, zasady czy swoisty kodeks są surowo przestrzegane i nie ma zmiłuj.

Proza życia spotyka się tu z bajecznym światem iluzji, którą można zmierzyć w procentach…

Spektakl dynamiczny, przyjemny, lecz nie pomijający istotnych problemów społecznych.

Czy ktoś, kto odwiedza codziennie bądź regularnie pub lub knajpę jest alkoholikiem? Oto jest pytanie...

Traci czas, pieniądze zdarza się, że zęby również. Mimo to wciąż wraca…

Jeżeli więc masz ochotę wybrać się na coś lekkiego z akcentem rockendrolowym okraszonym starymi evergreenami, to zbierz przyjaciół i wybierz się na Knajpę. Jeśli ostatni raz w Teatrze Nowym w Zabrzu byłeś na jednej z obowiązkowych lektur szkolnych…, to masz spore zaległości do nadrobienia. Zacznij od spektaklu muzycznego, który od wielu lat po raz pierwszy zagościł na deskach Teatru.

A po nim w dobrym humorze można wybrać się do kolejnej Knajpy na 100 gram…

Magdalena Saganowska

 

wtorek, 03 maj 2016 09:47

Rozdział VII

 

Ciało pamięta przelotny dotyk. Parę godzin bycia z kimś zostaje na lata. Zapach włosów, potu, wilgotności przepływa znikąd w środku dnia. W inżynierii nazywa się to pamięcią plastyczną materiału, w chemii pamięcią substratu. W życiu – tęsknotą.

Janusz Leon Wiśniewski, S@motność w sieci

 

Najgorszą rzeczą w życiu jest chyba poczuć się zdradzonym, przeżyć chwilę, w której okazuje się, że najbliższa osoba jest totalnie nielojalna. Karolina nie uważała się za najlepszą żonę na świecie, ale czuła, że jej były mąż kochał ją przynajmniej do rozwodu albo jeszcze dłużej. Sama też się w nim zakochała zgodnie z zasadą: od przyjaźni do miłości. Adam był od niej młodszy i z jednej strony miało to swoje plusy, bo był w nią przez długie lata tak zapatrzony, że pomimo swojego stanowczego i niezależnego charakteru, który coraz wyraźniej się u niego ujawniał, ulegał jej niemal we wszystkim. Potrafiła postawić na swoim, kiedy chciała zmienić mieszkanie, zajść drugi raz w ciążę, chociaż musiała go do tego długo przekonywać, kiedy podejmowała kolejne studia lub jego zachęcała do nauki. Z drugiej strony denerwowała ją jego nieodpowiedzialność, szczególnie w sprawach finansowych i brak odrobiny samokrytycyzmu. Kiedy osiągnął w ostatniej pracy stanowisko kierownicze, to chwilę później, będąc jeszcze sporo przed trzydziestką, zdecydował się na prowadzenie własnej działalności gospodarczej. Popełniał wiele błędów, ciągle zaciągał długi. Karolina wtedy jeszcze mu ufała, więc pomagała mu je spłacać. Wcześniej, za każdym razem, kiedy była w ciąży, Adam tracił pracę w wyniku kłótni z przełożonymi. Kiedy już udało mu się trochę zarobić, to wydawał wszystko do ostatniego grosza. Widząc jego stosunek do pieniądza, zaproponowała mu, dla dobra dzieci, rozdzielność majątkową. Po sprzedaży mieszkania, którego zakup sfinasowali z jej środków – kwoty uzyskanej ze sprzedaży M3, które dostała jeszcze od rodziców i debetu zaciągniętego na jej koncie - nowe, większe, nadające się tylko do kapitalnego remontu mieszkanie kupiła już tylko na siebie. Po odnowieniu zostało wycenione na ponad dwukrotnie większą kwotę niż suma, jaką na nie przeznaczyła. Niestety uległa namowom męża i wzięła pod nie kredyt hipoteczny na spłatę jego długów – początkowo spłacali je razem...

Starała się być jego przyjaciółką, on też na swój sposób troszczył się o nią; pomagał w codziennych obowiązkach i w opiece nad dziećmi, dlatego długo wahała się, zanim złożyła pozew o rozwód. Po siedmiu latach jego kłamstw na temat spraw finansowych, jego wybuchów złości, kiedy demaskowała nowe kredyty, niespłacane długi i wypominania, że on mieszka w jej mieszkaniu, że mają rozdzielność majątkową, nie wytrzymała i doprowadziła sprawę do końca. Zgodził się na szybki rozwód pod warunkiem, że da mu jeszcze jedną szansę, żeby mogli zacząć wszystko od nowa. Zgodziła się, choć bez przekonania. Jednak zaskoczył ją pozytywnie. Wiedząc, że żona nie będzie go już utrzymywać, a w dodatku, że będzie zmuszony płacić alimenty znalazł ciekawą i dobrze płatną pracę, z dala od szefów, co ułatwiło mu z nimi dobre kontakty na dłuższy czas. Zaczął się dokładać do utrzymania chłopców, spłacać kredyty i bardziej dbać o potrzeby rodziny.

  • Może w końcu wydoroślał – pomyślała Karolina i wbrew początkowemu sceptycyzmowi dała mu drugą szansę. Na nowo zamieszkali razem i przez rok było im naprawdę dobrze ze sobą. Mniej pracowała, zaprowadzała dzieci na lekcje fortepianu, przygotowywała do pierwszej komunii, do której przystępowali razem. W maju zorganizowali wspaniałe przyjęcie komunijne dla 30 osób, a w czerwcu puścili chłopców na pierwsze kolonie, chociaż Tomek miał palec w gipsie. Karolina bardziej przejmowała się, jak sobie na takim wyjeździe poradzi starszy syn, więc w tym samym czasie pojechała z Adamem na wczasy do tej samej miejscowości – ta decyzja okazała się trafna, bo obydwaj synowie nie przeżyli traumy rozstania, codziennie spotykali się z rodzicami, co zaowocowało tym, że w kolejnych latach łatwiej już wyjeżdżali bez mamy i taty razem lub z czasem osobno na kolonie czy obozy sportowe.

Podczas tamtych ich pierwszych kolonii Karolina poczuła się wolna po raz pierwszy od wielu lat i zaczęła pisać swoją pierwszą powieść, o czym marzyła od zawsze. Po powrocie do domu zapisała dzieci na półkolonie i poświęciła pracom nad książką całe wakacje po osiem godzin dziennie. W ostatnim tygodniu sierpnia napisała ostatnie zdanie. Była ogromnie szczęśliwa, w szkole zaczynały się konferencje, więc wszystko poszło zgodnie z jej planem, tak przynajmniej myślała... Kilka tygodni później dowiedziała się, że jej mąż miał romans. Z reguły nie sięgała po telefon Adama, ale musiała zadzwonić, a jego leżał pod ręką - jego właściciel wyszedł właśnie do pracy, zapominając o nim. Zaniepokoił ją numer telefonu jakiejś Anity, który często pojawiał się liście ostatnio wybieranych numerów. Tak się zdenerwowała, że natychmiast zadzwoniła po ten numer i usłyszała ku swojej rozpaczy:

  • Dzień dobry kochanie, jedziesz już do mnie?

poniedziałek, 11 kwiecień 2016 11:09

Beata Sekuła, redaktor naczelna WHY STORY poleca książkę: Tylko da chłopców Anny Barauskas

Jak  stworzyć zdrowy oraz wartościowy związek między dwojgiem ludzi?

Uczestnicy szkoleń, warsztatów i kursów dotyczących rozwoju osobistego, które prowadzę w Chicago, to zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Ci ostatni nierzadko korzystają ze szkoleń, ponieważ ich celem jest zbudowanie zdrowej relacji z partnerką, której niestety nie mogą spotkać na swojej drodze życia. W wielu przypadkach okazuje się, że ich problem wynika z dziecięcego rozumienia miłości, charakteryzującego się tym, że kawaler/singiel/rozwodnik wierzy, że istnieją ludzie idealni, a związek jest udany tylko wtedy, gdy przypomina idyllę bez kłótni, nieporozumień czy odmienności charakteru.

Takie wyobrażenie o związku jest utopijne, bo przecież nie ma osób idealnych. Każdy z nas posiada zarówno zalety, jak i wady. Dojrzały związek zaczyna się od akceptacji odmienności drugiej osoby i pokochania jej zarówno z jasnymi, jak i ciemnymi stronami osobowości.

Jak zatem zbudować zdrową relację? Przede wszystkim nie mylić miłości z zakochaniem, w czasie którego idealizujemy partnera. Zauroczenie to jedynie fascynacja, która niestety szybko mija, odsłaniając prawdziwe oblicza kochanków. Wygasające zakochanie przypomina zdejmowanie masek, które szczelnie ukrywały zwykłe ludzkie twarze z ich niedoskonałościami i zmiennymi humorami. To właśnie w tym momencie, który można nazwać chwilą prawdy, ma szansę zrodzić się dojrzała miłość. Miłość będąca akceptacją faktu, że bycie z drugim człowiekiem to coś więcej niż romantyczne zbliżenia w chwilach największych namiętności. Jest to uznanie realiów tego świata i wspólna decyzja, że odtąd razem mierzymy się z nimi w codziennym życiu. A codzienność to nic innego jak mozaika ułożona z chwil miłych i długich godzin cierpienia. Życie co chwilę rzuca nam nowe wyzwania. Dojrzali partnerzy wspólnie stawiają im czoła, a ich reakcje i zachowania w tych trudnych momentach najlepiej ich definiują. Jednocześnie obnażają ich słabości i wydobywają moc, a wszystko po to, żeby jeszcze lepiej poznali siebie nawzajem. To właśnie sytuacje dnia codziennego weryfikują, jakimi jesteśmy ludźmi.

sobota, 12 marzec 2016 23:29
 

W poszukiwaniu szczęścia

 

„WHY Story 2 – Czas na zmiany” to mieszanka fikcji i faktów. Powieść pełna wątków dotyczących pasji, marzeń oraz przedsiębiorczości. Przeplatają się tu elementy świata kobiecego oraz męskiego. Książka dotyka kwestii związanych z ambicjami zawodowymi Kingi oraz innych bohaterów, ich trudnościami życiowymi. Mówi także o chwilach radości, szczęścia i miłosnych uniesień… Kinga Piekarska dedykuje ją czytelnikom poszukującym szczęścia, niezależnie od wieku i płci, ale nie kosztem innych!

 

Czy napisanie książki było Twoim marzeniem?

Tak. Od dzieciństwa marzyłam o tym, żeby zostać pisarką. Już wtedy pisałam wiersze i krótkie opowiadania. Zaczytywałam się też książkami podróżniczo-przygodowymi Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka, Karola May o Dzikim Zachodzie czy wielowątkowymi powieściami Ernesta Hemingwaya. Chciałam też studiować dziennikarstwo na naukach politycznych. Ale w życiu tak się ułożyło, że po maturze poszłam na anglistykę, a później amerykanistykę. Moi rodzice nie chcieli, żebym została dziennikarką, może obawiali się, że socjalizm może jeszcze powrócić, był to dopiero początek lat 90., a nie znieśliby ewentualnej członkini jedynej słusznej partii pod własnym dachem. O tym też jest mowa w książce, ale bohaterka uparcie, choć w niezbyt szybkim tempie dąży do realizacji swoich pragnień z dzieciństwa. Z czasem kończy zaocznie dziennikarstwo (tak jak i ja) i stopniowo spełnia większość innych marzeń...

Przed Why Story 2 napisałam inną książkę – było to ponad 400 stron maszynopisu. Jest to czysta beletrystyka, ale również oparta na faktach z życia ludzi. Z różnych powodów osobistych książka nie ujrzała światła dziennego. Natomiast nie wykluczam, że może jednak kiedyś pojawi się w księgarniach.

Wracając do właśnie wydanej książki, o czym jest Why Story 2? Patrząc na czerwoną okładkę zastanawiam się czy jej bohaterami są głównie kobiety?

Czerwień to symbol charyzmy, sporo tu kobiet, ale mężczyzn też nie brakuje. O czym jest książka? O realizacji marzeń. Z jednej strony bohaterka jest osobą, która często nosi głowę w chmurach, a jednocześnie musi twardo stąpać po ziemi. Ma takie samo imię jak autorka, czyli Kinga. Postać jest zarówno nauczycielką, jak i dziennikarką, która na pewnym etapie życia potrzebuje poważnych zmian. Pomimo trudów dnia codziennego, jak samodzielne wychowywanie dwóch żywiołowych nastolatków, zaczyna dokładnie planować jak zrealizować swoje cele. Spotyka się też z innymi kobietami, mężczyznami i młodzieżą, ludźmi, którzy mają pasje i marzenia, ale też trudne przeżycia. Rozdziały powieści przeplatają się z wywiadami z fachowcami, ekspertami, coachami, psychologami, artystami, osobami publicznymi, a ich tematyka obraca się wokół opisanych tu wątków beletrystycznych. Kinga dochodzi do momentu, kiedy postanawia na nowo, wiele lat po urodzeniu dzieci i jakiś czas po rozwodzie z mężem, skoncentrować się na własnym rozwoju, a nie tylko na potrzebach swoich pociech i obecnego partnera. Nie jest łatwo, bo chłopcy są jeszcze nastolatkami, dojrzewającymi i zbuntowanymi. Mają też swoje ambicje, tak jak ich mama. W książce wiele mówi się o pasjach. Jeden z rozdziałów poświęcony został kobietom charyzmatycznym; są to prawdziwe postacie, jak np. Ola Gajewska, aktorka i wicemarszałek województwa śląskiego w latach 2010–2013 czy Ewelina Romańska, która godzi odpowiedzialną funkcję dyrektor ds HR Franke Polska z obowiazkami młodej matki i oczekuje kolejnego dziecka. Łączą one różne role życiowe, rozwiązują problemy, mierzą się z wieloma dylematami i osiągają sukcesy i chociaż nikt nie jest tu idealny, to jednak nie realizują swoich celów kosztem innych.

Pojawia się także wątek dotyczący ważnej roli ojca, o tym jak jego brak w rodzinie wpływa na wychowanie dzieci, a szczególnie chłopców. Kinga, już jako dojrzała kobieta, marzy znów o kolejnym dziecku – kilka stron zajmują jej rozważania i działania dotyczące słuszności takiej decyzji w jej aktualnej sytuacji życiowej. Książka kończy się rozdziałem, który zawiera opisy młodych osób, realizujących swoje powołanie w różnych krajach świata: Anglii, Chinach czy w USA.

Co było główną inspiracją do napisania tej książki?

Chciałam podzielić się swoimi refleksjami na temat postrzegania współczesnego świata, np. podkreśliłam, że nie należy ograniczać swoich pasji i marzeń ani wykorzystywać innych. Książka powstawała, kiedy postanowiłam wprowadzić istotne zmiany w swoim życiu, szczególnie na polu zawodowym, założyć własną redakcję i Magazyn WHY Story. Kiedy klamka już zapadła, opisałam jak należy zabrać się do realizacji takiego przedsięwzięcia krok po kroku na podstawie własnego przykładu oraz posiłkując się wiedzą psychologów czy coachów. Powieść ta jest też o głębokiej miłości do mężczyzny i do dzieci, o finansach, walce o utrzymanie rodziny. Bohaterką jest samodzielna matka, której były mąż zalega z alimentami, ale ona się nie poddaje. Szuka inspiracji u innych kobiet, jest tu np. rozdział o silnych kobietach, które niemalże same zbudowały domy, a w nich nowe życie.

A co okazało się najtrudniejsze podczas pisania książki ?

Może zabrzmi to nieskromnie, ale dość łatwo było napisać tę książkę. W ciągu miesiąca powstał jej zarys. Był to taki moment w moim życiu, kiedy ze względu na urlop zdrowotny mogłam pisać od rana do popołudnia, około ośmiu godzin dziennie. A emocje i głębokie przeżycia nagromadzone przez lata zostały przelane na papier. W związku z tym, że bohaterka jest dziennikarką wprowadziłam pomysł, że co drugi rozdział będzie zawierał reportaże i wywiady, które znajdują się w magazynie WHY Story (wwww.whystory.pl/whystory.eu).

Jako redaktor naczelna i założycielka Magazynu WHY Story występujesz pod własnym nazwiskiem: Beata Sekuła, natomiast na okładce książki widnieje pseudonim: Kinga Piekarska. Skąd taki pomysł?

To prawda, magazyn i portal założyłam pod własnym nazwiskiem, jest to także nazwisko moich dzieci i mojego byłego męża. Pseudonim artystyczny pozwala mi oddzielać te dwie role tzn. bycie pisarką (może ktoś kiedyś nazwie mnie nawet artystką – śmiech) i dziennikarką, która prowadzi swoją firmę. Poza tym w prawdziwym życiu sama wybrałam sobie imię Kinga na bierzmowaniu, a nazwisko Piekarska jest częściowo związane z moimi obecnymi realiami, ale o tym wspomnę może kiedyś...

Co w takim razie było najprzyjemniejsze?

Pisanie o kobietach, które pomimo problemów, potrafiły stanąć na własne nogi i to na różnych płaszczyznach. Przykładem jest matka szczęśliwie ratująca rodzinę i spłacająca długi męża czy osiemdziesięcioletnia „dziewczyna z kalendarza”, która w tak późnym wieku zaczęła podróżować i właśnie wróciła z Dubaju. Tryska pozytywną energię, ale też ma, na szczęście, wspaniałe zdrowie. Dzięki temu może angażować się w sprawy dzieciaków z domów dziecka i zarażać optymizmem mnie i inne koleżanki oraz kolegów z redakcji. Z przyjemnością pisałam też o młodych talentach, np. o projektancie mody, jego zamiłowaniach i rozwoju pasji do tworzenia artystycznej odzieży dla kobiet ze wspaniałych tkanin i niezwykłej linii imitującej postacie owadów (kiedyś chciał być projektantem samolotów). Mój były uczeń, a obecnie współpracownik, napisał artykuł o grach i uzależnieniu od nich, co może być symptomem współczesnych czasów, powodem samotności dzieciaków, na jaką są często narażeni przez swoich rodziców, nie do końca świadomych tego, jaki los im gotują. Artykuł cieszy się dużą popularnością wśród czytelników. To budujące, kiedy patrzy się na sukcesy swoich podopiecznych.

Komu dedykujesz tą książkę? Dla kogo ją napisałaś?

Pisałam ją dla siebie, to było swojego rodzaju katharsis. Uwolnienie się od nagromadzonych uczuć i emocji, nie zawsze łatwych. Dedykuje ją czytelnikom poszukującym szczęścia, niezależnie od wieku i płci. Jest dla kobiet, dla mężczyzn i dla młodych ludzi. Zawiera wątki o nastolatkach i o osobach bardzo dojrzałych. Bohaterka opisuje relacje z mężem, a później tworzenie nowego związku. Oczywiście bohaterka nie jest kopią autorki, jest to zlepek różnych, ale jednak realnych postaci. Próbuje zrozumieć poglądy, uczucia i potrzeby innych mężczyzn. Po okresie żałoby spotyka się z nimi i rozmawia… Kiedy wreszcie napotyka miłość nie do końca rozumie rodzaj relacji, jaka łączy ją ze swoim partnerem. Jest tu taki rozdział: TRUDNY BOYHOOD. Kinga, ucząc nastoletnich chłopców widzi, jak niektórzy próbują sobie radzić z wyzwaniami, a niektórzy nie i przez to wpadają w tarapaty. Zawsze jednak poszukują swojej męskości, swojej drogi czy wzorców. Rozdział ten opisuje dorastanie młodych mężczyzn. Może ten temat jest bliski bohaterce, ponieważ sama ma dwóch dorastających synów, których też próbuje zrozumieć, czasem się to udaje, a bywa, że jest to zderzenie dwóch odrębnych galaktyk. Kindze brakuje obecności ojca, który niedawno nagle zmarł i brata podróżnika, który podróżując po świecie nie odzywa się całymi miesiącami, a przecież miała z nim w dzieciństwie świetny kontakt. Świat mężczyzn ją intryguje, ciągle analizuje na czym polegają różnice pomiędzy kobiecym a męskim spojrzeniem na życie, podziwia ich umiejętność osiągania sukcesów, chociaż trwoży bezwzględność. Mimo że skończyła czterdziestkę, czuje się młodo, jest też świadoma swojej atrakcyjności fizycznej. Nieustannie zdobywa wiedzę, uczy się nowych rzeczy i co ważne – nie boi się eksperymentować.

A jak zareagowali znajomi na Twoją powieść, jaki był jej odbiór wśród nich?

Premiera książki miała miejsce 17 marca w Teatrze Kamienica w Warszawie podczas Konferencji: Kobieta Charyzmatyczna. To tam sporo osób zobaczyło ją po raz pierwszy. Niektórzy, wracali na Śląsk pociągiem i podczas podróży przeczytali większość stron. Bardzo się ucieszyłam i czułam się zaskoczona, kiedy po dwóch dnia dowiedziałam się, że większość z nich już ją przeczytało. Mówili, że jest poruszająca, niezwykle emocjonalna i „wciągająca”. Natomiast inna moja koleżanka, polonistka i specjalistka od reklamy, osoba po kursie szybkiego czytania poznała jej treść w ciągu dwóch godzin i zaproponowała mi wprowadzenie pewnych zmian „kosmetycznych”, które uatrakcyjnią pewnie drugie wydanie tej powieści, za co się już zabrałam. Jednak pozostanę na pewno przy eklektyzmie formy, czyli mieszania rozdziałów powieściowych z dziennikarskimi oraz mieszance losów bohaterów, gdzie fakty przeplatają się z fikcją. Dodam, że opisywane w niej wydarzenia to samo życie, złożone relacje międzyludzkie, codzienne zmagania, trudy, ale także chwile radości, szczęścia i miłosnych uniesień.

Nasuwa się pytanie czy będzie kontynuacja? Czy jest w planach Why Story 3?

Tak, mam już nawet zarys książki. Nie zdradzę jeszcze wątku głównego, ale wspomnę, że jeden z rozdziałów poświęcony będzie zarówno tematowi pewnej wyprawy egotycznej, którą odbyłam ponad rok temu, jak i podróży metafizycznej - w głąb duszy ludzkiej, ale o tym później… Będzie to kontynuacja doświadczeń i przygód Kingi, dla której ważnym jest, żeby trafić w odpowiedni moment, w tym rozwoju potrzeb własnych i jej najbliższych, żeby nie było za wcześnie ani o zgrozo - za późno! Podróże są dla niej bardzo ważne, lubi oderwać się od rzeczywistości, poznawać obyczaje i wartości innych kultur. Niekoniecznie wylegiwać się tylko na plaży, ponieważ lubi aktywność, ruch - stąd preferuję trekking.

A co tam, może jeszcze zdradzę, że będzie też o rozwoju kariery Karoliny, perypetiach i poszukiwaniu nowych rozwiązań. Będę opierać się o problemy biznesowe, jakich doświadczyłam podczas budowania własnej firmy.

Podsumowując, dla Karoliny najważniejsze są dzieci, ale z drugiej strony przygotowuje sobie grunt do własnego szczęścia, gdyż pociechy będą za chwile dorosłe. Dochodzi też do wniosku, że nowy partner niekoniecznie musi zastąpić ojca i ostatecznie tego nie robi. Ważnym wątkiem są też kompromisy. Daje prawo dzieciom, żeby w naturalnym tempie stawały się coraz bardziej samodzielne. Być może następna książka będzie o tym jak czerpać wzory od mężczyzn, głównie jeśli chodzi o rozwój kariery. Nowa książka ukaże się w przyszłym roku, ale póki co zajmuję się promowaniem „Why Story 2 – Czas na zmiany”.

Gdzie można ją nabyć?

Na razie na allegro: http://allegro.pl/show_item.php?item=6215421163

Wkrótce pojawi się też w księgarniach.

 

Beata Sekuła (pseudonim literacki – Kinga Piekarska), pisarka, dziennikarka, nauczycielka. Ukończyła anglistykę oraz studia w Ośrodku Studiów Amerykańskich na Uniwersytecie Warszawskim, a także półtoraroczny kurs dziennikarski w Poznaniu. Współpracowała z magazynami: OLIVIA – reportaż o rodzinach zastępczych – Nowe domy, nowi rodzice, NAJ – reportaż o udanej rehabilitacji dziecka z porażeniem mózgowym – Wszystko dla mojej córki oraz artykuły podróżnicze, PANI – wywiad z Piercem Brosnanem o jego udziale w filmie Mama Mia, Polki w świecie, np. – reportaż: Wybraly Polskę (m.in. o dr Irenie Eris), reportaże m.in. o Kindze Rusin, Monice Richardson, Oldze Kozierowskiej, Forum Biznesu – wywiady z prezesami przedsiębiorstw (Electrolux, Franke, General Motor, itp) i prezydentami miast (Katowic, Krakowa, Gdańska, Wrocławia, itp.). Zajmowała się też komunikacją i publikacją magazynu firmowego w Opel Polska. Jest założycielką i redaktor naczelną dwujęzycznego Magazynu WHY Story: www.whystory.pl/www.whystory.eu

Magdalena Saganowska

 
"Why Story 2 - Czas na zmiany!" - samorealizacja pomimo wszystko i po coś...
 
"Why Story 2 - Czas na zmiany!" to powieść o przeżyciach wrażliwej, ambitnej kobiety, która z jednej strony realizuje trudne obowiązki samodzielnej matki, a z drugiej strony dąży do samorealizacji zarówno na polu zawodowym, jak i w sferze prywatnej. Wątki beletrystyczne przeplatane są artykułami, wywiadami, reportażami na temat innych dzielnych kobiet radzących sobie z wyzwaniami zyciowymi, uzależnienia młodzieży od gier komputerowych, porad psychologów/coachów jak realizować cele oraz młodych Polaków spełniających się poza granicami kraju.
 
 

 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Rozdziały z wątkami beletrystycznymi przeplatane są wywiadami i reportażami, które w przeważającej mierze zostały napisane przez bohaterkę powieści i  opublikowane na: www.whystory.pl. Niektóre z nich to artykuły na temat pań, które są prawdziwie charyzmatycznymi kobietami! Dlaczego? Odpowiedź na te oraz inne pytania można znaleźć w książce...

http://www.whystory.pl/pl/sprawy-spoleczne/ludzie/w-zyciu-nie-ma-przypadkow.html

 

(...) Zdecydowała wówczas, że zaryzykuje i porzuci obie prace na rzecz tego, o czym zawsze marzyła – podróżowania i utrzymywania się z pisania książek i reportaży. Tak, klamka zapadła - czas na zmiany!

(...) W takim razie skąd pomysł na DZIECKO? Kolejne dziecko?! Kobiety rozwiedzionej, która nie wyszła ponownie za mąż, nie mieszka ze swoim partnerem i o zgrozo, skończyła czterdziestkę!

(...) Sztuka miała być tylko i wyłącznie formą relaksu, a nie głównym zajęciem zawodowym. Dziadek Antoni malował w wolnych chwilach pejzaże, ale na co dzień zajmował się rolnictwem i handlem warzywami, a dziadek Jan grał na pianinie i śpiewał w chwilach wolnych od picia. Nadużywał alkoholu, żeby, jak mówił, zapomnieć w jakim systemie politycznym przyszło mu żyć. Wolał przesiadywać w domu z dziećmi, kiedy jego żona, ukochana babcia Karoliny, ciężko pracowała jako księgowa, ławnik, a potem wójt niż żyć ze sztuki. W tej rodzinie nie wypadało zajmować się głupotami – zawód miał być konkretny! (...)

(...) ciągnęło ich mocno do siebie i pomimo wielu różnic, parę połączyła nie tylko namiętność, która zbliżała ich po długich dniach rozłąki, nawet wbrew obustronnemu zmęczeniu często wręcz katorżniczą pracą. (...)

Premiera oraz podpisywanie książki przez Kingę Piekarską podczas Konferencji: Kobieta Charyzmatyczna, która odbyła się w Warszawie w teatrze "Kamienica" 17.03.2016.
 
 
 

http://radiokolor.pl/audycja-wydanie/1003/zbawienie-w-pracy/1572/

http://allegro.pl/powiesc-why-story-2-czas-na-zmiany-i6178246093.html

 

sobota, 27 luty 2016 09:14

Dreams come true, finally...

 

Rzeczywistość została stworzona przez ludzi, którzy wcale nie są mądrzejsi od Ciebie. Możesz ją zmienić, możesz na nią wpływać. Możesz konstruować rzeczy, których będą używać inni.

Steve Jobs, współtwórca firmy Apple

Karolina zawsze marzyła o pisaniu książek, przeprowadzaniu wywiadów z ciekawymi ludźmi oraz podróżach, ale od kiedy urodziły się dzieci, a jej mąż albo tracił pracę, albo robił długi, takie marzenia zeszły na drugi plan. Musiała przede wszystkim skupić się na zarabianiu pieniędzy, żeby ich wszystkich utrzymać. Pracowała w takim kieracie po kilkanaście godzin dziennie, ucząc angielskiego w szkole, na kursach, robiąc tłumaczenia. Kiedy jednak zaczęła chorować i mdleć z przemęczenia, a Adam dalej zaciągał długi, niby pracował, a nie przynosił dochodów, to w końcu, po latach ostrzeżeń, złożyła pozew o rozwód. Zaistniało także wiele innych powodów dlaczego nie chciała już dzielić z nim życia, jak jego wybuchowość i brak odpowiedzialności. Wtedy Adam nagle zmobilizował się do czynu i nawiązał współpracę ze stabilnym kontrahentem, co zaczęło przynosić zyski. Stać go było na własne utrzymanie i płacenie alimentów. Zgodził się na rozwód, pod warunkiem, że spróbują wymazać przeszłość i zaczną wszystko od nowa...

Będąc już po trzydziestce i mając dwóch synów, Karolina zapisała się na zaoczne studia dziennikarskie, o czym marzyła od lat. Z czasem zaczęła publikować swoje reportaże w ogólnopolskich, a także zagranicznych periodykach. Pasjonowały ją przeróżne ludzkie historie, w tym: o rodzinach zastępczych, rehabilitacji chorych dzieci, pasjach - poszukiwaniu zwykłego, ludzkiego szczęścia.

W dzieciństwie chciała zostać aktorką, ale rodzice śmiali się z jej mrzonek. Od zawsze pamiętała, jak deprecjonowali osiągnięcia Alicji, siostry ojca Karoliny, mówiąc o niej „aktorka ze spalonego teatru, która zajmuje się kukiełkami", oraz kuzynki Edyty, która tańczyła w balecie. Sztuka miała być tylko i wyłącznie formą relaksu, a nie głównym zajęciem zawodowym. Dziadek Antoni malował w wolnych chwilach pejzaże, ale na co dzień zajmował się rolnictwem i handlem warzywami, a dziadek Jan grał na pianinie i śpiewał w chwilach wolnych od picia. Nadużywał alkoholu, żeby, jak mówił, zapomnieć w jakim systemie politycznym przyszło mu żyć. Wolał przesiadywać w domu z dziećmi, kiedy jego żona, ukochana babcia Karoliny, ciężko pracowała jako księgowa, ławnik, a potem wójt niż żyć ze sztuki. W tej rodzinie nie wypadało zajmować się głupotami – zawód miał być konkretny. Dlatego też jej brata – o rok młodszego Jakuba - rodzice wysłali do technikum, chociaż chłopak interesował się rysunkiem i modą. Karolinę też chcieli zapisać do liceum ekonomicznego, ale była na tyle uparta, że złożyła papiery do ogólniaka. Potem perswadowali jej, że najlepiej by było, żeby zdawała na medycynę – nie czuła jednak powołania w tym kierunku. Myślała o studiowaniu nauk politycznych ze specjalizacją dziennikarstwo, ale rodzice zagrozili jej, że nie będą jej utrzymywać, jeśli wybierze taki kierunek. Argumentowali, że czasy były niepewne, obawiali się powrotu socjalizmu i twierdzili, że nie znieśliby, gdyby córka wstąpiła do jedynie słusznej partii. Zdecydowała się na anglistykę.

Po latach, kiedy została bez męża, a jej synowie zaczęli zbliżać się do pełnoletności i mieli własne pasje, które wypełniały im większość dnia, mogła znowu wrócić do swoich marzeń i realizacji pasji. Na razie nie było mowy o małżeństwie czy nawet wspólnym zamieszkaniu z Konradem, przynajmniej dopóki chłopcy się nie usamodzielnią, więc był to najlepszy dla niej czas na otwarcie własnej działalności gospodarczej.

środa, 17 luty 2016 06:56

Tamta kobieta ma dłonie łagodne
Blade paznokcie
Kroi chleb

A ja mam szpony czerwone od krwi
I usta głodne
Twojej silnej szyi

Tamta kobieta rozpina na sznurach
Sprane dowody
Misjonarskich nocy

A ja mam sznury włosów rozsypane
I pętam nimi
Moje nagie uda

Tamta kobieta gładzi twoje skronie
Przynosi rano
Filiżankę kawy

A ja po sen się w wino zanurzam
Byle nie czekać
Na niedoczekane

Obie stoimy nocą w ślepych oknach
Tej samej gwiazdy szukając
Czy Boga
Z niemą wdzięcznością i z głuchą rozpaczą
Jedną modlitwę szeptamy
Kocham

z tomiku Przez przypadki, Wydawnictwo „Śląsk” 2010

 

Idzie przez świat, patrząc gdzie otwierają się kolejne drzwi…

 

Wywiad z Aleksandrą Gajewską, aktorką, poetką, działaczką społeczną, politykiem, samorządowcem, MATKĄ - kobietą szczęśliwą, która pozwala sobie na smutek, kiedy ma taki nastrój.

 

Jak Pani godzi te wszystkie role? Nie ma nawet tylu kategorii w konkursie: Kobieta Charyzmatyczna, do którego została pani nominowana.

Bardzo łatwo jest pogodzić różne zadania, pod warunkiem, że wszystkie sprawiają nam przyjemność.

I Pani się to udaje?

Wychodzę z założenia, że chcę robić tylko to, co sprawia mi radość. Oczywiście zdarza się, że jestem zmęczona, ale każda z tych rzeczy daje mi po prostu niesamowitą frajdę. Może dlatego udaje się to wszystko pogodzić.

A jak wpłynęło na Panią i Pani rozwój zawodowy urodzenie dziecka?

Na chwilę rzeczywiście przyhamowałam, bo zostałam z moją córką prawie trzy lata w domu. Oczywiście, grałam wtedy spektakle, ale nie zajmowałam się właściwie niczym innym. Nie wchodziłam w żadne nowe premiery, nie zaczynałam żadnych nowych projektów. Całkowicie poświęciłam jej te pierwsze trzy lata życia. Ale to też pozwoliło mi spojrzeć na siebie inaczej; zobaczyć i poczuć odpowiedzialność za to, co jest w życiu ważne. Także to, że muszę dbać o siebie, o swoje zdrowie – po prostu być dobrą matką dla córki, bo od momentu, kiedy urodziłam dziecko, nie byłam już odpowiedzialna tylko za siebie, ale też za tę drugą istotę. A im ona jest starsza, tym bardziej czuję, że nie tylko mam obowiązek się nią opiekować, ale to zadanie staje się dla mnie wielkim zaszczytem i muszę być dla niej autorytetem. Julia ma już prawie 14 lat, więc kiedy patrzy na mnie, czuję, że szuka we mnie wzorca, przykładu. A ja nie mam nic przeciwko temu. Wychowanie córki jest moją najważniejszą rolą w życiu! Ma absolutny priorytet przed wszystkim.

A co lubicie robić razem?

BYĆ, po prostu być, rozmawiać. Jest trochę buntownikiem, jak każda 14-latka.

A Pani taka nie była?

Byłam, oj byłam. Nosiłam czerwone włosy, skórzaną kurtkę z „Anarchią” na plecach i glany. Jak mi się to znudziło, to stałam się hipiską. Zawsze musiałam być oryginałem! To były takie zewnętrzne objawy buntu, bo paradoksalnie pozostałam przy tym wszystkim grzeczną dziewczyną (śmiech). Nigdy nie było ze mną problemu, jeśli chodzi o alkohol, narkotyki czy ucieczki z domu. To nigdy się nie działo. Natomiast do tego stopnia zawsze lubiłam płynąć pod prąd, że kiedy nie trzeba już było chodzić do szkoły w fartuszku i każdy mógł się ubierać dowolnie, to ja go zakładałam i na dodatek przyszyłam na rękaw szkolną tarczę

Czyli taka przekora?

Tak. Robiłam takie numery i to całkowicie świadomie.

A córka jakie ma pasje? Co lubi robić?

Ona lubi rysować. I rzeczywiście ma do tego niezwykły talent. Mogę ją też pochwalić za znakomite ucho muzyczne, ale Julka nie chce się rozwijać w tym kierunku, chociaż często sobie podśpiewuje i robi to przepięknie. Ma też zdolności językowe. Myślałam, że to ja mam talent do języków, ale ona już mnie przeskoczyła dawno temu.

A ile Pani zna języków?

Komunikuję się w miarę w językach, które są oparte na łacinie: hiszpańskim, włoskim, francuskim, ale najlepiej mówię po angielsku. Nie chodziłam na korepetycje, ale zakochałam się, bezgranicznie, w dwóch zespołach, czyli w Pink Floyd i Marillion. I tak strasznie chciałam wiedzieć o czym oni śpiewają. Więc ze słownikiem tłumaczyłam teksty, bo przecież wtedy nie było żadnego Internetu, elektronicznych tłumaczy. Uczyłam się tych idiomów, próbowałam rozgryźć dlaczego tak, bo przecież to poezja jest w końcu. No i moje dziecko ma bardzo podobnie, mianowicie odmówiła jakichkolwiek dodatkowych lekcji angielskiego. Ogląda natomiast jakieś tutoriale, filmy po angielsku, programy, oczywiście trochę mnie to boli, że nie jest to Pink Floyd tylko One Direction, ale co tam. W każdym razie znalazła tę samą metodą, czyli tak bardzo chciała wiedzieć, co jest w środku, w tych słowach, w sensie tych piosenek, że się „przekopała” przez te teksty. Mówi znakomicie po angielsku jak na swój wiek.

Podróżujecie razem?

Podróżujemy. Miałam to szczęście, że w mojej pracy mogłam pozwolić sobie na to, żeby czasem zabrać ze sobą moje dziecko w podróż, w różne miejsca. To była dla mnie ogromna radość. Podzielenie się z moją córką tymi miejscami i swoją pracą po prostu.

Wiadomo, że zdolna aktorka może wiele, ale była pani wicemarszałkiem województwa śląskiego. Jak można pogodzić tak różne role?

Nie odczuwałam szczególnej trudności. Odpowiedzialność tak. Przyznaję, że być dobrym samorządowcem, to jest jednak ogromne wyzwanie i odpowiedzialność w podejmowaniu decyzji. Ważna jest umiejętność zarządzania ludźmi. To nie jest tylko funkcja reprezentacyjna. To przede wszystkim bardzo ciężka praca. Musiałam się do niej solidnie przygotować.

Jest Pani także magistrem ekonomii?

Tak, ukończyłam Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach. Praca w samorządzie to ogromne obszary podejmowania decyzji i wiem, że bez odpowiedniej wiedzy byłoby to ryzykowne, choćby dlatego, że dotyczą finansów, polityki, strategii itp. Natomiast ja wychodzę z takiego założenia, że najlepszą cechą nie tylko samorządowca, ale i każdego szefa jest umiejętność dobrania sobie współpracowników; zaangażowanych i kompetentnych. Ważna jest tu też umiejętność ich słuchania, bo nikt z nas nie jest omnibusem. Bo nie jest możliwe, żeby jeden człowiek np. prezydent miasta znał się dosłownie na wszystkim; na szpitalach, na instytucjach kultury, na drogach, na sprawach społecznych, itd. Miałam to szczęście, że trafiłam na znakomitych współpracowników w Urzędzie Marszałkowskim. Znakomicie przygotowanych. Bardzo miło wspominam tę pracę. Zresztą z niektórymi przyjaźnimy się do dzisiaj, więc to jest właśnie piękne, mimo tego, że nie jest to już relacja służbowa, to jesteśmy w bardzo dobrych stosunkach. A z niektórymi jesteśmy przyjaciółmi.

Proszę mi powiedzieć o rolach aktorskich, która z nich była największym wyzwaniem? I która z nich okazała się taką charyzmatyczną?

piątek, 12 luty 2016 20:37

Szybcy i wściekli

 

  • Mamo, wstań. Nie mogę znaleźć pasty do zębów, pomożesz? – zapytał Tomek o godz. 7.00 w sobotni poranek umiarkowanie grzecznym tonem, pochylając się nad łóżkiem, w którym spała z Konradem.

Użył znacznie milszej intonacji niż w innych podobnych sytuacjach, kiedy denerwował się, szukając czegoś, co akurat było mu potrzebne, żeby przygotować się do wyjścia. Tak, jak jego młodszy brat należał do osób punktualnych, często przychodził wręcz przed czasem. Tego wymagała dyscyplina sportowca.

  • Matka zawsze i wszędzie się spóźnia – często narzekali synowie Karoliny. Jeszcze kilka miesięcy po rozstaniu rodziców krytykowali ją dosłownie za wszystko, szczególnie, kiedy byli pod wpływem ojca, który buntował ich przeciwko byłej żonie, odbijając sobie na niej to, że dochodziła praw dzieci do alimentów.

  • Sam nie możesz poszukać sobie pasty?! - krzyknął na Tomka zdenerwowany Konrad, który pospałby trochę dłużej, gdyby były do tego warunki.

  • Dobra, pójdę poszukać starej pasty, bo chyba zapomniałam  kupić nowej – kobieta próbowała załagodzić sytuację. - A nie możesz użyć tej? – zapytała syna, podając mu tubkę.

  • Nie, bo ta jest nieświeża. Jak nie masz innej, to daj mi lepiej gumę do żucia - odpowiedział chłopak.

  • Ok – zgodziła się i sięgnęła po paczkę w torebce. Czuła, że już ledwo daje radę z wszystkimi obowiązkami. Dzień wcześniej musiała być w redakcji, u komornika w spawie alimentów i wykonać wszystkie domowe prace, a ponieważ wieczorem wybrali się jeszcze z Konradem na basen, to zakupy zrobiła ekstremalnie szybko i przegapiła tą pastę. Szymon wniósł siatki, a oni pojechali dalej, a kiedy wrócili do domu, chłopcy już spali.

  • Co za debil – Konrad zaczął obrażać jej syna i podniesionym głosem powiedział: - Jak ci nie pasuje ta pasta, którą wczoraj myłem zęby, to idź sam sobie kupić! Głupek jeden, sam nic nie umie zrobić, a od innych tylko wymaga!

Karolina zamarła z oburzenia, słysząc te słowa wypowiedziane przez jej partnera, ale ułamek sekundy później Tomasz odpłacił mu pięknym za nadobne, wykrzykując:

  • Łysy cwel!

  • Jak ty ode mnie teraz dostaniesz! – Konrad zerwał się na równe nogi.

czwartek, 28 styczeń 2016 21:39

Kobieta charyzmatyczna

 

Aktorka teatralna i filmowa, obdarzona także talentem wokalnym, mama dwóch nastolatków, kobieta przedsiębiorcza oraz działaczka społeczna. Justyna Sieńczyłło walczy wraz z mężem, Emilianem Kamińskim, o przetrwanie i rozwój teatru „Kamienica”. Aktywnie wspiera też innych: bezdomnych, dzieci niepełnosprawne oraz ich rodziców.

 DSC 5674pop 2

Artystka - pasja to dla niej podstawa sukcesu

W 1992 roku ukończyła PWST, otrzymując angaż w Teatrze Powszechnym w Warszawie i już wtedy teatr stał się dla niej najważniejszy. Pomimo tego zagrała w wielu filmach, np. w Labiryncie, pierwszej polskiej operze mydlanej. - Pamiętam też jakie były dyskusje, kiedy zaczynał się „Klan”, że w ogóle nie należy brać udział w castingach, że to jest faux pas dla aktora, że nie wypada pojawiać się w serialach - wspomina artystka. A teraz największym aktorom zdarza się w nich grać. Ludzie podchodzą do niej na ulicy, mówiąc, że dobrze zrobiła, że wróciła do Klanu. Dowiedziała się też, że zainspirowała przed laty pewnego chłopca do zdobycia zawodu rehabilitanta. Ów chłopiec stał się obecnie wybitnym specjalistą w tej dziedzinie, a wszystko zaczęło się od tego, że obserwował jak Bogna ratowała swojego filmowego narzeczonego i stwierdził, że to właśnie ona zmotywowała go do wybrania tego zawodu.

Aktorka grała również w innych serialach, m.in. w takich jak:  Czterdziestolatek. 20 lat później, Kasia i Tomek, Na dobre i złe czy Ojciec Mateusz. Wystąpiła także w musicalach warszawskich teatrów muzycznych Syrena i Roma. Zagrała tam np. w Piotrusiu Panie, Crazy for you oraz w Pięknej Lucyndzie. Otrzymywała także propozycje związane z dubbingiem, np. w Batmanie i Supermanie, Złotym kompasieczy w programach dla dzieci, m.in.: w Bajeczkach Jedyneczki.

Jednak scena teatralna i bezpośredni kontakt z widzami okazał się dla niej najważniejszy- Scenarzyści teatralni byli zawsze dla mnie łaskawi, pisali dla mnie przeróżne historie, zagrałam własne samobójstwo, poronienie dziecka czy morderstwo. Tak pisali te losy, że mogłam się „wygrać” i sprawdzić na wielu obszarach. Jestem im za to bardzo wdzięczna – podsumowuje aktorka. Najbardziej jest dumna z kreacji, które jak mówi, miała zaszczyt przygotowywać wspólnie z Barbarą Sass, wybitną reżyserką filmową i teatralną oraz scenarzystką, która odeszła w zeszłym roku. Justyna Sieńczyłło grała w jej sztukach wyraziste i dojrzałe postacie. Między wrażliwymi artystkami zaistniało wyjątkowe porozumienie, czasami wręcz bez słów. Chociaż mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, w tym przypadku aktorka absolutnie się z tym nie zgadza. Cieszy się, że dane jej było razem z nią stworzyć kreacje w Wierze Gran, Tango Notturno czy w ostatnim spektaklu - Sceny z życia małżeńskiego Bergmana. - Psychoterapeuci polecają chodzenie na ten spektakl jako terapię małżeńską. Coś jest na rzeczy – zauważa. - Natomiast „Wiera Gran”, to żydowska piosenkarka podejrzewana o współpracę z gestapo mimo trzech uniewinniających wyroków. Całe życie walczyła o dobre imię i zmarła w zapomnieniu, chociaż śpiewała i przyjaźniła się z Aznavourem, Brelem. To bardzo poruszające i najbardziej ciekawe prace.

Spektakl Tango Notturno ukazuje sytuacje, kiedy Pola Negri decyduje się na wyjazd do Niemiec, bo „wchodzi” w film dźwiękowy. Nie dostawała ról w Hollywood, pomimo tego, że pięknie śpiewała, kiedy więc otrzymała z Niemiec propozycję kontraktu za ogromne pieniądze, zgodziła się ją przyjąć. To w szkole berlińskiej w wieku 20 lat uczyła się aktorstwa oraz języka. Sztuka pokazuje jedną noc z jej życia, tuż przed wybuchem wojny w Polsce. To taki moment najbardziej czarny, kiedy dochodzi do jej wyrzucenia, a jednocześnie to jej rozrachunek z życiem, z miłościami - z Chaplinem czy Valentino. - Piękna rola oraz niezwykle dramatyczna i klimatyczna sztuka – podkreśla Justyna. - Kobieta dramatyczna jest zawsze ciekawym tematem dla mnie, nieodgadnionym tematem, dlatego próbuję go zgłębiać przy każdych propozycjach. Aktorka otrzymała za tą rolę Złoty Liść Retro 2012

 

Kobieta przedsiębiorcza

piątek, 22 styczeń 2016 22:38

 

"Gdybym miała dziecko, nie musiałabym pozwalać do siebie strzelać, żeby czuć się żywa"

Oriana Fallaci

(charyzmatyczna dziennikarka)

samotne rodzicielstwo

Znalezienie się na liście rozmówców Oriana Fallaci nobilitowało największych polityków i przywódców imperiów, chociaż wielu z nich się jej obawiało. Z czasem sama mogła wybierać sobie bohaterów i tematy wywiadów czy reportaży. Prezydenta Wietnamu Południowego zapytała, jak bardzo jest skorumpowany. W trakcie wywiadu z Chomeinim zdjęła z głowy czador, a on opuścił pomieszczenie, w którym odbywał się wywiad. Z kolei ona sama kategorycznie odmówiła wyjścia dopóki Chomeini nie przysiągł na Koran, że dokończą rozmowę następnego dnia i tak też się stało. Gdy cesarz Etiopii Hajle Sellasje zażądał, by na wywiad z nim ubrała się w sukienkę zagroziła, że pojawi się albo w spodniach, albo naga. Oriana, towarzysząc grupie południowowietnamskich żołnierzy, którzy zostali otoczeni przez oddział. Czerwonych Khmerów, otrzymała broń i walczyła o przetrwanie tak, jak inni. Miała liczne romanse, często też porzucała swoich kochanków, ale poznała też smak nieszczęśliwej miłości, kiedy to jej złamano serce. Kilkakrotnie była w ciąży, jednak za każdym razem dochodziło do poronienia.

Karolina czuła wielkie podobieństwo do tej włoskiej dziennikarki. W dzieciństwie, tak jak ona, zaczytywała się książkami Londona i Hemingwaya, marząc o życiu pisarski czy dziennikarki. Bardzo skrupulatnie przygotowywała się do każdego wywiadu i była niezmiernie zaangażowana w swoją pracę. W dzieciństwie nie przepadała za zabawami w dom, mamę i dziecko. Nigdy sama nie brała do ręki lalek. Czasem tylko używała ich podczas spotkań towarzyskich rodziców, których przyjaciele przyprowadzali córki, a one miały ze sobą pluszaki. Dołączała wówczas do wspólnej zabawy. Wolała bawić się, szczególnie na podwórku, w chowanego z młodszym bratem i kolegami z ulicy, zwiedzać pobliskie bunkry, jeździć na rowerze czy kręcić fikołki na trzepaku z Beatą. Lalki, w jakimś sensie, zastąpił jej młodszy o dwa lata brat, który był we wczesnym dzieciństwie chudy i raczej chorowity, trzeba się było o niego troszczyć i przytulać, kiedy chlipał podczas kłótni rodziców, wybuchającej gdy ojciec wracał do domu późnym wieczorem pijany, bo trzeba było uczcić jakieś zlecenie. Feministką poczuła się w wieku pięciu lat, kiedy pewnego wieczora wkroczyła między rodziców i powiedziała:

- Idźcie się kłócić do ogródka, bo my tu chcemy spać! - Spojrzała oburzona na ojca, który, jak jej się wydawało, właśnie powstrzymał się od podniesienia ręki na żonę, która była jego zdaniem zbyt zaczepna. Od tamtej pory mama robiła ojcu wyrzuty rano, przed wyjściem do pracy, a nie w nocy, co jednak niespecjalnie zmieniło jego nawyki i nadal przynajmniej raz w miesiącu wracał do domu w podobnym stanie.

Karolina zawsze chciała robić coś konkretnego; czytać książki, później prasę, uczyć się języków. Chodziła na kursy, szkolne kółka językowe albo prywatne lekcje angielskiego, niemieckiego, Esperanta, włoskiego, hiszpańskiego i rosyjskiego. Tańczyła w balecie i uprawiała karate, w liceum działała społecznie na rzecz słabszych i pokrzywdzonych: na dzień dziadka tańczyła z koleżankami dla samotnych w domu opieki, organizowała szkolne dyskoteki, zbierając datki dla dzieci z domu dziecka, angażowała się w działania MONAR-u na rzecz narkomanów. Nie planowała posiadania własnych dzieci, co najwyżej myślała o adopcji. Powtarzała, że przecież tyle biednych sierot już gdzieś czekało na rodziców, więc po co rodzić kolejne?! Kiedy jednak trzy lata po ślubie dała się namówić na własnego potomka, szybko stwierdziła, że Tomek musi mieć rodzeństwo.

piątek, 08 styczeń 2016 22:44

women

Karolina w przeciągu ostatniego roku otrzymała kilka pism z sądu, które podtrzymywały poprzednią decyzję co do zobowiązań jej byłego męża oraz alimentów na rzecz ich dzieci. Problem tkwił w tym, że pierwszeństwo w ściaganiu należności przypadało sądom, w których toczyły się sprawy w sprawie długów Adama, a dopiero w dalszej kolejności plasowali się ich synowie. Jedynym, choć tymczasowym rozwiązaniem było pisanie odwołań.

- A pani mąż utrzymuje jakikolwiek kontakt z synami? - zapytał jak zwykle jej adwokat.

- Tak, spotyka się z nimi zwykle co dwa tygodnie, jeśli akurat nie jest chory albo jego dziecko lub córka jego nowej żony – odpowiedziała Karolina. - Natomiast generalnie zachowuje się wobec nich nie jak ojciec, który ma wychowywać nastolatków, tylko jak starszy brat.

- Jak to? - zdziwił się mecenas.

- Powiedział, żebym do niego nie „wydzwaniała”, kiedy prosiłam go o pomoc w wychowaniu chłopców, żeby czasem poszedł do któregoś na wywiadówkę albo do lekarza. On chce słuchać tylko o ich sukcesach sportowych czy szkolnych! Ostatnio Tomek wyszedł po raz pierwszy do kolegi na noc, wcześniej wybrali się do klubu na bilard, a w jego komórce włączała się automatyczna sekretarka, kiedy do niego dzwoniłam. Adam stwierdził, żebym nie zawracała mu głowy głupotami, bo może chłopak celowo wyłączył telefon, żeby ode mnie odpocząć - opowiadała Karolina, nerwowo skubiąc frędzle kolorowego szalika. - Martwiłam się, że może syn został na dyskotece i nie wiadomo czy ktoś go nie okradł albo stało się jeszcze co innego. Przecież jako samotna matka, muszę myśleć za dwoje rodziców! W końcu udało mi się przez facebooka uzyskać numer telefonu matki kolegi, u którego Tomek miał się zatrzymać.  Chłopak spał u nas kilkakrotnie, ale do tej pory miałam kontakt tylko z jego ojcem, który z nie mieszkał z byłą żoną. W końcu syn włączył telefon i napisał mi: „żyję”.

- Dobrze, niech pani pisze, co należy wysłać do sądu – zaproponował adwokat.

Po kilkunastu minutach dyktowania tekstu zagmatwanym językiem, zrozumiałym chyba tylko dla sędziów, adwokatów czy prokuratorów, którzy mogli wymyśleć, że koszty sądowe są ważniejsze od alimentów dla dzieci, mecenas Cezarski stwierdził:

- Sam nie wiem, jak długo da się tak odwlekać tę ostateczną decyzję.

- Byle jak najdłużej, starszy syn za półtora roku stanie się dorosły i będzie mi trochę łatwiej – westchnęła przejęta. Zawsze czuła ogromny stres, kiedy przychodziła po poradę do mecenasa, gdyż uważała, że cała ta sytuacja urąga jej godności oraz jej synów. Generalnie sama ich wychowywała, nie mogła układać sobie na nowo życia z taką łatwością jak on, a na dodatek Adam uchylał się od pokrycia nawet połowy kosztów utrzymania ich dzieci.

- Tak, ale czy Tomek w przyszłości da sam radę walczyć o to, co mu się należy od ojca? - zapytał prawnik.

środa, 30 grudzień 2015 08:06

Recenzja "Ksiąg Jakubowych" Olgi Tokarczuk.

Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014, s. 912

 

Powieść ta jest wielopiętrowym gmachem skomplikowanych problemów, o których nie można mówić w sposób jednowymiarowy. Przyjrzyjmy się kilku najistotniejszym kwestiom - zachęca dr Paweł Hohman.

 

Poziom metafizyczny.

Każdy człowiek musi ustalić czy wierzy w Boga. Jeżeli tak, to w jakim wyznaniu i w której tradycji religijnej przyszło mu dorastać. Kolejna kwestia - w XVIII wieku, w którym toczy się akcja powieści, jeżeli ktoś urodził się Żydem, to po prostu nigdy nie mógł przestać nim być.

Dlatego Jakub Frank stworzył nową religię. Jego zdaniem należy unieważnić stare, talmudyczne zwyczaje. Żeby nie stać się, jak poprzednie pokolenia, obywatelem drugiej kategorii, trzeba przyjąć chrzest i od razu przystąpić do kościoła katolickiego. Wcześniej, już w Turcji, sam przechodzi na islam. Bohater świadomie staje się odszczepieńcem. Tradycyjni rabini rzucają klątwę na wyznawców nowej religii. Jakub twierdzi, że Bóg, tuż przed końcem świata, pozwoli na odwrócenie starych zasad wiary. Będzie to widocznym znakiem nadchodzącego Nowego Królestwa. W całej ówczesnej Europie liczni Żydzi opuszczają dawną, archaiczną społeczność. Przekreślenie starych talmudycznych praw zwróciło uwagę wszystkich obserwatorów. Teraz już można przebrać się we współczesny strój, ogolić brodę, obciąć długie włosy, a nawet przyjąć nowe imię i nazwisko.

Niespodziewanie Jakub trafia do więzienia w częstochowskim klasztorze. Katolicki kościelny inkwizycyjny sąd nie uwierzył samoistnemu przywódcy neofitów, że jest on jedynie niewinnym, autentycznie szczerym chrześcijaninem.

Każdy prawdziwy prorok i nowy mesjasz musi być poniżony. Cela uszlachetnia Jakuba. Gdyby został w Warszawie, tam, wśród zdemoralizowanych politycznych, towarzyskich elit jego wielka idea zgniłaby pod ciężarem wielu pokus, a tak – przeobraża się w prawdziwego męczennika. Klęskę zamienia w sukces. Podobnie działo się w Salonikach, skąd wypędzili go konserwatywni Żydzi, identycznie postępują starozakonni we Lwowie. Po każdej porażce przychodzi bezsprzeczny sukces. Cud. Prości, zwyczajni ludzie, którzy tak naprawdę nigdy takimi w istocie się nie okazują, naprawdę uwierzą w jego misję. Bóg mu w tym pomaga. Tak spontanicznie oceniają los swojego duchowego przewodnika. Męczennika.

 

Poziom polityczny.

sobota, 12 grudzień 2015 16:43

Reakcja łańcuszkowa

 

 "Dzieci potrzebują miłości – szczególnie wtedy, gdy na nią nie zasługują"

Henry David Thoreau

 

Konrad przyjechał po Karolinę kilka minut po 15 w sobotę. Byli zaproszeni na przyjęcie urodzinowe jego przyjaciela na godzinę 16. Mieli przed sobą około 70 km drogi, ale właśnie zaczął padać śnieg i już wiedzieli, że się spóźnią. Ponadto był to weekend, kiedy dzieci zostawały z nią i musiała im poświęcić trochę czasu. Jak w każdy taki weekend, przygotowała im sok ze świeżo wyciskanych owoców. Konrad też był u niej z piątku na sobotę – przyjechał w nocy, prosto z delegacji, ale zaraz po toaście wzniesionym kubkiem nektaru marchewkowo-pomarańczowego wyjechał do swojego domu wczesnym porankiem sobotnim, przypominając jej, żeby przygotowała się do wyjazdu w ciągu najbliższych godzin. Czekało ją jednak jeszcze m.in. farbowanie włosów i ugotowanie obiadu dla chłopców.

Tomasz – prawie dwumetrowy siedemnastolatek - miał ogromny apetyt, a że był już po wszesnoporannym treningu oraz miał za sobą całotygodniowy wysiłek spowodowany nauką w topowej szkole w tym rejonie, treningami piłkarskimi, a ponadto zajęciami na siłowni i rozegranym niedawno meczem, to jak w każdy weekend, większość czasu spędzał na nadrabianiu spalonych kalorii. Szymon jadł znacznie mniej, sam jednak potrafił sobie przygotować posiłek i generalnie prawie wszystko mu smakowało. Natomiast Tomasz był znacznie bardziej wymagający w kwestii żywienia, niewiele potraw lubił, a w czasie przerw szkolnych jadał niewiele, bo nadal był na etapie przyzwyczajania się do nowej szkoły. Musiał się wtedy przemieszczać z sal do sal przedmiotowych, zagadać z kumplami z klubu sportowego, a głód rósł na potęgę...

Tamtej soboty poprosił mamę, żeby mu przygotowała na drugie dani spaghetti. Trochę czasu jej to zajęło, ale kiedy Konrad przyjechał po nią kwadrans po trzeciej, była gotowa do wyjścia. Nie zdążyła jednak zrobić zakupów, a z racji ilości towarów, jakie kupowała każdego dnia – o pojemności trzech do czterech pełnych reklamówek - wolała sama zaopatrywać rodzinę w prowiant w pobliskim markecie z racji niższych kosztów, zamiast wysyłać synów na zakupy. Poza tym nie byli specjalnie chętni do wykonywania tego obowiązku, a ona pobłażliwie przyjmowała wymówki, że są tak bardzo zmęczeni po zajęciach lekcyjnych i sportowych. Po szybkim cmoku powitalnym, zapytała Konrada:

 - Możemy podjechać na chwileczkę do sklepu?

-  Jeszcze do sklepu?! - zapytał z widocznym poirytowaniem mężczyzna. - Gdybym to wiedział    wcześniej, to pojechałbym sam do Radka!

Wiedziała, że jesli nie będzie tego komentować, to zaraz mu przejdzie. Tak też się stało. Ekspresowo załatwiła sprawunki, sprawnie poruszając się między półkami, dzięki regularnym tu wizytom. Następnie zadzwoniła do Tomka:

- Kochanie, za pięć minut masz dostawę pod blokiem, więc już zacznij się ubierać.

Dumna, że tego dnia uporała się ze wszystkim na czas; odświeżyła swój czekoladowy odcień włosów i dokładnie je później wysuszyła, a później nadała odpowiedni kształt prostownicą. Wykonała też staranny makijaż rozjaśniający jej twarz, co uzyskała nakładając na powieki cienie w kolorach od różu po delikatny fiolet pasujący do jej liliowego obcisłego sweterka, który narzuciła na popielatą sukienkę, podkreślającą jej krągłości, ale też i wcięcia. Stwierdziła, że taki strój będzie najlepiej pasował do domowej imprezy o rodzinnym charakterze, na której większość gości będzie średnio w wieku 50+ .

Była pewna swojej atrakcyjności i dobrze wiedziała, że podoba się swojemu partnerowi jako kobieta, ale podświadomie też czuła z jego strony pewną dawkę presji. Domyślała się, że miał wysokie oczekiwania także wobec jej poprzedniczek i przypuszczała, że traktował je jak swoje „wizytówki”. Denerwowało ją to, ale przypisywała to też faktowi, że był od niej dziesięć lat starszy, a tacy faceci mieli już, niestety, swoje standardy i wymagania. Z drugiej strony nie kolidowały one z jej własną troską o swój wygląd, chociaż musiała żyć w ogromnym pędzie...

Po kilku minutach w rozgrzanym samochodzie zdjęła kurtkę, dotknęła czule jego dłoni i zapytała kokieteryjnie:

- Cieszysz się, że jadę z tobą?

Spojrzał na nią już udobruchany i odpowiedział przeciągle:

 - Natuuuralnie, ale wiesz, że balansujesz na cienkiej linii.

Uśmiechnęła się do siebie, bo wiedziała, że już mu przeszła cała ta złość na jej „spóźnialstwo”. Niepokoiły ją jednak jego regularne irytacje, a czasem wybuchy złości. Nie mieszkała z nim na co dzień, więc mieli czas, żeby zatęsknić, a ich relacje były generalnie dobre. Chociaż nie podobało jej się to, że przedkładał życie towarzyskie nad wartości i obowiązki rodzinne. Kobieta próbowała łączyć swoje role i jakoś im sprostać. W końcu te wszystkie ich spotkania dostarczały jej jakiegoś odprężenia i bodźców do pisania czy to artykułów, czy książki.

To, co najbardziej zastanawiało Karolinę w zachowaniu Konrada, to to, że lubił oglądać filmy pełne przemocy, szczególnie koncentrował się na brutalnych scenach, zwłaszcza wojennych. Tłumaczył jej, że w wieku szkolnym pasjonowały go wyłącznie przedmioty ścisłe, a historia go wtedy zupełnie nie interesowała, a obecnie po prostu nadrabia zaległości. Niespecjalnie ją te argumenty przekonywały, ale z drugiej strony przyznawała, że jako nastolatka też oglądała podobne filmy, a jeszcze częściej pochłaniały ją wtedy książki o takiej tematyce. Ogromne wrażenie zrobiły na niej wówczas "Medaliony" Zofii Nałkowskiej, "Inny đwiat” Grudzińskiego, "Quo vadis" oraz generalnie powieści o starożytności, a szczególnie o epoce cesarstwa rzymskiego. Chłonęła wtedy wiedzę, jednak po pierwszym szoku, jaki przeżyła stwierdziła, że historia zatacza koło i powtarza się na przełomie wieków również w kwestii przemocy czy to psychicznej, czy fizycznej i zaczęła unikać takich filmów czy lektur. Jedynie czasem oglądała kryminały o wątkach psychologicznych. Uwielbiała też filmy Almodovara, pełne zaskakujących zwrotów akcji, przekraczających granice, ale to wszystko miało dla niej jakichś wytłumaczalny cel. Konrad stwierdził, że Karolina ma słabą psychikę i pewnie wolałaby oglądać łzawe seriale. Denerwowało ją to bardzo, ale zauważyła też, że w święta jej mężczyzna oglądał z przyjemnością filmy familijne - najczęściej o bogatych rodzinach... Ponieważ zależało jej na ich związku, szukała dla niego różnych usprawiedliwień.

niedziela, 15 listopad 2015 23:24

 

Czas na zmiany!

 

Nie należy bać się niczego, co nie grozi śmiercią. Życie jest zbyt cenne, żeby mieć za dużo lęków

Mariusz Szczygieł

 

Kobieta 1

 

Przełamała się, zaryzykowała i podjęła decyzję o porzuceniu pracy nauczycielki, która, pomimo zarobków niewystarczających na pełne utrzymanie rodziny, dawała pewną stabilizację. Osiągnęła już najwyższy stopień awansu zawodowego – tytuł nauczyciela dyplomowanego, była zatrudniona na czas nieokreślony, miała długi płatny urlop, ale co z tego! W jej sytuacji pensja wystarczała tylko na zakupy w pobliskim supermarkecie; wyżywienie dla dorastających nastolatków i środki chemiczne. Długie wakacje stanowiły atut, kiedy dzieci były małe i wyjeżdżała z nimi nad morze czy w góry w poszukiwaniu „świeżego” powietrza.

 

Teraz, kiedy Karolina mieszkała sama z synami, przez kilka lat zupełnie bez alimentów, których nie potrafiła wyegzekwować od ich nieporadnego ojca, spłacając kredyt za samochód, a na początku jeszcze pewne długi eks-męża, była zmuszona „dorabiać”, pisząc artykuły PR-owe dla pewnego rentownego miesięcznika. Chłopcy zaczęli już sami wyjeżdżać na swoje obozy sportowe, a Karolinę było stać tylko na przedłużone wyprawy weekendowe z synami. Z czasem, na szczęście, uregulowała wszystkie swoje zobowiązania, a szczególnie jej eksa, które także ją obciążały przez jakichś czas. Zdecydowała wówczas, że zaryzykuje i porzuci obie prace na rzecz tego, o czym zawsze marzyła – podróżowania i utrzymywania się z pisania książek i reportaży. Tak, klamka zapadła - czas na zmiany!

 

W takim razie skąd pomysł na DZIECKO? Kolejne dziecko?! Kobiety rozwiedzionej, która nie wyszła ponownie za mąż, nie mieszka ze swoim partnerem i o zgrozo, skończyła czterdziestkę! Ta uparta myśl i pragnienie ponownego zostania mamą pojawiła się, banalnie rzecz ujmując, zaraz po świętach Bożego Narodzenia. Czyżby dlatego, że zachwyciła ją rodzinna atmosfera przy stole? Bynajmniej! Karolina czuła się w tym okresie w ostatnich latach jak sierota. Sześć lat wcześniej jej zaledwie sześćdziesięcioletni ojciec zmarł nagle, siedząc przy stole i jedząc z żoną kolację. Tylu rzeczy nie zdążyła powiedzieć tacie - ciągły wir życia, praca, dzieci. Później zmarł Michael Jackson, a jej ówczesny „partner” , jednocześnie ojciec ich dzieci i jej były mąż, z którym zamieszkała na nowo kilka miesięcy po rozwodzie, żeby jak twierdził „zacząć wszystko od nowa”, oznajmił jej, że go to wszystko przerosło, więc musi odejść tym razem na dobre. Kiedy po kilku miesiącach znowu chciał wrócić, gdy Karolina zaczynała stawać na nogi, jeszcze w trakcie żałoby po ojcu, przy rozpaczającej matce i nieustannych kłopotach finansowych, odmówiła stanowczo: Na dobre, to na dobre!

 

Adam próbował manipulować dziećmi, które prosiły, żeby pozwoliła wprowadzić się tacie na nowo. Młodszy zapytał:

- Pozwólisz tacie wstawić łóżko do mojego pokoju, jeśli nie chcesz, żeby mieszkał z Tobą.

Karolina była jednak nieugięta, nie zniosłaby już kolejnego rozstania, szczególnie w obliczu faktu, że ostatnio wyprowadził się, kiedy znalazła się w chorobie i żałobie. Miała pękniętą chrząstkę w kolanie, rehabilitacja trwała długo, a ona nie była nawet w stanie wnieść dzieciom zakupów na drugie piętro.

 

Znalazła pomoc u psycholożki szkolnej, którą znała od lat. Tłumaczyła ona dzieciom, że takie huśtawki nie są dla nich dobre, a ze swoim tatą będą mieć kontakt zawsze, chociaż inny niż kiedyś, ale tak już musi być. Karolina nigdy im tego nie utrudniała, mógł zabierać synów do siebie, kiedy tylko chcieli i pozwalał im na to czas, bo przecież mieli też wiele zajęć pozaszkolnych. Co drugi weekend i połowę świąt spędzali ze swoim ojcem. Początkowo w takie dni zapraszała do siebie przyjaciółki, a później spędzała ten czas z Konradem i jego rodziną. Uznała, że z matką dosyć apodyktyczną, nieznoszącą sprzeciwu, będzie się spotykać tylko w towarzystwie dzieci lub koleżanek, żeby nie narażać się na jej kolejne krytyczne uwagi pod swoim adresem. Ciągle od niej słyszała: - Wiele musiałam poświęcić i znosić od Twojego ojca, żeby utrzymać małżeństwo. Teraz kobiety są zbyt wyzwolone, feministki jedne!

 

Ostatnią Wigilię spędziła u matki z Konradem, dziećmi i ciocią. Więcej bliskiej rodziny nie miała, odeszli. Jedynie jej młodszy brat jeszcze żył, ale nie było wiadomo dokładnie gdzie. Wybrał życie globtrotera, wędrował po świecie, imał się różnych dorywczych prac, nie przywiązywał się do nikogo ani do niczego. Jego życzenia świąteczne i urodzinowe, o których wysłaniu zawsze pamiętał, docierały kilka tygodni po fakcie. Potem pojechali w czwórkę do domu Konrada, gdzie spędzili kolejny dzień tylko w towarzystwie dzieci, nie nudząc się, bo tyle czasu zajmowało im przygotowywanie świątecznych potraw dla ciągle nienajedzonych prawie dwumetrowych nastolatków, którzy wieczorem wyjechali do swojego ojca. Następnego dnia Konrad przywiózł swoją mamę, starszą bardzo miłą panią, z którą Karolina lubiła rozmawiać na tematy z jej przeszłości: trudnych czasów wojennych, ale też jej młodości w okresie komunizmu. Rozmawiały także o jej mężu, ówczesnym prominencie w strukturach samorządowych, społeczniku, ale także o nowinkach dotyczących zdrowia oraz przepisów kulinarnych. To ona nauczyła Karolinę, jak robić najlepszą na świecie zupę z suszek, którą już po raz trzeci przygotowywała z Konradem kilka dni przed świętami, żeby wszystkie bakalie „się przegryzły”. Szymon, młodszy syn, uwielbiał tę kwaśno-słodką potrawę, a nawet jej zachowawcza mama i jej siostra z czasem wprowadziły to danie do wigilijnego menu.

Podczas uczty świątecznej, przeplatanej potrawami mięsnymi, jak pieczony indyk czy królik z hodowli przyjaciół oraz makowymi deserami i ulubionym sernikiem Konrada na spodzie drożdżowym, który zawsze konsekwentnie odkrajał, doszło do rozmowy na temat przyjaciół:

 

- A co słychać u Marka? - starsza pani zapytała syna o jego najbliższego przyjaciela od czasów piaskownicy

 

- W pracy sporo się u niego dzieje, nadal pracuje w klinice, na uczelni, ma prywatną praktykę i ciągle wyjeżdża na sympozja – odpowiedział Konrad, nalewając paniom czerwonego półwytrawnego wina

 

- A to pewnie nie ma za dużo czasu dla rodziny? - zauważyła starsza pani.

 

- Domem zajmuje się Klaudia i chyba nieprędko wróci do pracy, bo Marek zgodził się na kolejne dziecko, ale pod warunkiem, że to ona przejmie na siebie tego typu obowiązki.

 

- A to Marek ma kolejne dziecko z nową żoną? - zdziwiła się pani Łucja.

 

- No, teraz to jest ojcem czwórki – podsumowała Karolina.

 

- O mój Boże! - powiedziała ze współczuciem w głosie mama Konrada.

 

- Jakoś dają radę, Marek sporo zarabia, a Klaudia jest bardzo zaradna w sprawach organizacyjnych i sprawia wrażenie, że pogodziła się już ze swoją rolą, przynajmniej na razie – skomentował Konrad.

 

- Chociaż, ja to mu się dziwię. O narodzinach jego córki dowiedzieliśmy się, jak byliśmy na weekendzie majowym w Budapeszcie. Gdybyśmy mieli małe dziecko, nie pojechalibyśmy z Karoliną np. do Chin. Nie mam już głowy do robienia z dzieckiem szlaczków – prowadził swój długi wywód. - No, ale gdyby się przytrafiło, to musiałbym je jakoś wychować.

 

- No, naturalnie, że tak – krótko ucięła jego mama.

 

Kiedy starsza pani pojechała do domu, rozmowa Karoliny z Konradem zeszła na temat ich dzieci:

 

- Szkoda, że Adam spędza większość czasu z chłopakami w domu, przed telewizorem albo nad pizzą. Jako były sportowiec i trener, mógłby nauczyć ich lepiej pływać czy zachęcić do jazdy na nartach. A tak skupiają się tylko na jednym sporcie i za mało się rozwijają – martwiła się Karolina.

- Z Manfredem zawsze miałem dobre relacje, chociaż czasem się buntował, jak chciałem go wyciągnąć na jakieś zajęcia. Wkurzał się, jak poprawiałem jego styl pływania, chociaż jak odpoczywaliśmy w Egipcie, to chętnie ze mną snorkował. Nauczył się jeździć na nartach dopiero jako nastolatek, a jak byliśmy ostatnio w Alpach z jego dziewczyną, to udzielał jej tych samych rad, co ja jemu przed kilku laty.

-To miłe, że są takie efekty – skomentowała.

- Tak, ale przez moje podróże służbowe, no i rozwód, kiedy Manfred miał 11 lat, nie miałem zbyt dużego wpływu na jego codzienne wychowanie – powiedział zamyślony.

Hmm – westchnęła.

Następnego dnia Karolina poszła do lekarza po skierowanie na morfologię. Po drodze myślała, że chyba zwariowała. Nie zamieszkała z Konradem, bo jej synowie nie chcieli przeprowadzić się do nowego, wygodnego domu zlokalizowanego kilkadziesiąt kilometrów od ich ukochanych klubów sportowych. Teraz, kiedy dorastają i mogłaby powoli myśleć o swoim własnym życiu i rozwoju zawodowym, to zachciało jej się dziecka! Z jej potencjałem, kilkoma dyplomami uczelni wyższych, znajomością języków obcych, doświadczeniem zawodowym. Kilka lat pracowała w jednej z pierwszych korporacji międzynarodowych, jakie powstały w Polsce, w czasach studenckich pilotowała wycieczki zagraniczne, pracowała też w Stanach. Pisała reportaże dla ogólnopolskich i zagranicznych pism, naszkicowała powieść (której jednak nie odważyła się do tej pory wydać z pewnych powodów osobistych), miała teraz szansę rozwinąć skrzydła na polu zawodowym.

piątek, 23 październik 2015 08:01

Ogólnopolski Festiwal Dramaturgii Współczesnej „Rzeczywistość przedstawiona” Zabrze 2015 odbędzie się już po raz piętnasty w dniach od 17 – 25 października. Festiwal, którego organizatorami są Miasto Zabrze i zabrzański Teatr Nowy ukazuje jeden z nurtów współczesnego teatru. Nurt ukierunkowany na realizacje i interpretacje dramatu (polskiego jak i obcego) powstałego po 1989 roku, który stara się spełniać postulat „lustra rzeczywistości” i pokazywać człowieka w szerokim kontekście socjologicznym, obyczajowym, politycznym, religijnym.

Co roku do udziału w festiwalu zapraszane są najwybitniejsze polskie inscenizacje teatralne, które prezentowane są na scenie Teatru Nowego, jak również w obiektach postindustrialnych, charakterystycznych dla naszego regionu. Na przestrzeni czternastu poprzednich edycji festiwalu gościliśmy m.in. Teatr Studio i Teatr Polonia w Warszawie, Teatr Współczesny w Szczecinie, Teatr Nowy w Łodzi, Teatr Wybrzeże w Gdańsku, Teatr Polski we Wrocławiu, Teatr Powszechny w Warszawie, Teatr Rozmaitości w Warszawie, Teatr Stary w Krakowie, Teatr im. S. Jaracza w Łodzi, Teatr Polski w Poznaniu, Teatr Polski w Bydgoszczy, Teatr im. J. Osterwy w Lublinie, Teatr im. A. Mickiewicza w Częstochowie, Teatr im. H. Modrzejewskiej w Legnicy, Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu, Teatr Ludowy w Krakowie, Teatr Polski w Bielsku – Białej, TR Warszawa, Lubuski Teatr w Zielonej Górze, Teatr Wierszalin w Supraślu, Teatr im. St. I. Witkiewicza w Zakopanem i inne.

Festiwal ma charakter konkursowy, a Jury decyduje o przyznaniu nagród twórczych .

W skład tegorocznego Jury wchodzą:
Joanna Szczepkowska
- aktorka teatralna, filmowa i telewizyjna, pisarka i felietonistka
Jan Bończa-Szabłowski
–krytyk teatralny gazety „Rzeczpospolita”
Waldemar Zawodziński
– reżyser, scenograf; wieloletni Dyrektor Artystyczny Teatru im.S.Jaracza w Łodzi

sobota, 17 październik 2015 17:15

Wielkie święto czytelników

Ulubione targi czytelników i wydawców, czyli Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie to od wielu lat jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w Polsce. Patrząc na niezwykle bogaty program, można odnieść wrażenie, że zbliżająca się edycja będzie jedną z najlepszych w historii. Poznaj 10 powodów, dla których trzeba pojawić się w EXPO Kraków w dniach 22-25 października.

baner 750x160 19. MTKwK

Po pierwsze: najpopularniejsi autorzy!

To dla nich czytelnicy ustawiają się w gigantycznych kolejkach. W EXPO Kraków pojawi się ich ponad 600. W tym gronie znajdziemy m.in. pisarzy z zagranicy: C.J. Daugherty (autorki, do której w 2014 roku podczas Targów ustawiła się najdłuższa kolejka), Jonathana Franzena, Ninę George, Leonardo Partignaniego czy Tomasa Venclovę, Olgę Tokarczuk laureatkę nagrody Nike, silną reprezentację reportażystów: Wojciecha Jagielskiego, Hannę Krall, Mariusza Szczygła i Wojciecha Tochmana, głosy pokolenia współczesnych 30-latków: Łukasza Orbitowskiego, Szczepana Twardocha, Jakuba Żulczyka, twórców kryminałów: Katarzynę Bondę, Krzysztofa Zajasa, Marka Krajewskiego, poetów: Ewę Lipską, Marcina Świetlickiego, Adama Zagajewskiego, Adama Ziemianina oraz pisarzy, których dawno na Targach nie było, czyli Pawła Huelle i Eustachego Rylskiego.

20141025 twk 00258

Warto wspomnieć, że na Targach pojawią się także artyści, aktorzy, dziennikarze, sportowcy, politycy, osobistości świata kultury, m.in.: Dariusz Dziekanowski, Ewa Drzyzga, Anna Dymna, Szymon Hołownia, Bożydar Iwanow, Robert Makłowicz, Wojciech Malajkat, Paulina Młynarska, Czesław Mozil, Marek Niedźwiecki, Beata Pawlikowska, Tomasz Sekielski, Katarzyna Tusk, Patryk Vega, Ewa Wachowicz czy Martyna Wojciechowska.

sobota, 10 październik 2015 08:23

Jestem świeżo po lekturze autobiografii Herbiego Hancocka. W swej bibliotece posiadam wiele książek tego typu. Trudno mi wskazać lidera w osobistym rankingu. Na pewno wszystkie one rzucają dużo więcej światła na poszczególnych artystów aniżeli ich sama „goła” muzyka. Choć każda płyta jazzmana jest w pewnym sensie rozdziałem autobiografii, to nie każdy słuchacz potrafi lub ma potrzebę wyłowienia tego z dźwięków. Poznać kogoś w pełnym wymiarze - to znać jego wyimprowizowane nuty, które wielokroć ulatują na zawsze w chwili, kiedy zostają zagrane, gdyby nie obecność mikrofonów; to znać jego zapisane i przelane na papier utwory; to znać jego opinie i sądy na wiele tematów.

 

     W autobiografiach muzycy pozwalają sobie na pewnego rodzaju katharsis, wyjawienie nieznanych grzechów i skrywanych detali swego życia. Kiedy wszystko to – i słowa, i muzykę - spleciemy w całość, możemy powiedzieć, że posiadamy pewną wiedzę. Natomiast odwieczne pytania: Literki czy nutki? Wypowiedziane słowa czy zagrane frazy? Co więcej nam powie o samym artyście? - zostawmy bez odpowiedzi. Najlepiej zresztą, jeśli się dopełniają.

 

     Autobiografie - porównując je do występu - są jak solowe koncerty. Wymagają osobliwego skupienia. Artysta jest na estradzie sam, nikomu nie akompaniuje, nie podkłada akordów, rytmu czy linii basu, lecz samotnie snuje swą narrację. Jazz może mieć różne oblicza. Niejednokrotnie tańczyłem do muzyki Count Basie, modliłem się wraz z Coltrane’em, płakałem z bluesmanami i całą gębą uśmiechałem do Armstrongowej wizji cudownego świata*. Tym razem zachwycam się intelektualną doskonałością, otwartością i technologiczną dociekliwością – cechami, jakie ten człowiek potrafił umieścić na swych pięcioliniach.

 

     Hancock, prowadząc swą narrację, trzyma się porządku chronologicznego. Całość książki splata ładną klamrą motywu „fałszywej” nuty w akordzie, nuty która tylko w kreatywnym jazzie potrafi nabrać nowego znaczenia - jeśli ma do czynienia z artystami pokroju Count Basieczy Herbiego Hancocka. Nie o samą muzykę tu jednak chodzi. Hancock przekonuje nas, że każdy, nawet „niezdarny” czyn w naszym życiu możemy przekuć i przeobrazić w coś, co nada sens dalszej drodze. Robi to na swój sposób - dość chłodno, rzeczowo – sam przyznaje, że miewał problemy z egoizmem i empatią, z okazywaniem uczuć. Książka ukazuje szczegóły jego kariery, ale także intymne detale – śrubki, na jakie sam siebie, jako dociekliwy pasjonat techniki, rozłożył. Obnaża się, mówiąc o chorobie psychicznej matki i odrąbaniu słowami – niczym siekierą - marzeń siostry, a także o strachu podczas trzęsienia ziemi i metafizycznych przeżyciach podczas koncertu związanych z umieraniem na innym kontynencie fanki zespołu.

 

Pianista zabiera nas w niezwykle ciekawą podróż po swym życiu i muzyce. W moim przypadku to nie jest dziewicza podróż*. Doskonale znałem już wcześniej więzienne perturbacje Angeli Davis, zmasakrowane zwłoki Emetta Tilla, hotel Alvin, gdzie mieszkał i Lester Young i Paul Chambers i wielu innych jazzmanów, znałem podniesione pięści sprinterów na meksykańskich igrzyskach i południową dzielnicę Chicago, gdzie w latach 20. XX wieku młody jazz nabierał ciała i stawał się dorosłym kawalerem, któremu płacą za to, że pokaże się tu i ówdzie.

 

Znałem rzecz jasna wszystkie wymienione tu płyty - w innej sytuacji nie mógłbym prowadzić o nim akademickich wykładów - począwszy od „premilesowego” okresu współpracy z Donaldem Byrdem i Erickiem Dolphym. Rozkładanie zagadnień na czynniki pierwsze nie jest wyłącznie cechą Hancocka. Teraz jednak płyty te nabierają innych barw i nowego znaczenia, kiedy słowa pianisty przenoszą czytającego do maleńkich nowojorskich mieszkań, na opłacenie których brakowało pieniędzy, do studiów nagraniowych, w których muzycy nie mogli liczyć na kartki z nutami, a jedynie na swą niebotyczną intuicję i kreatywność, do samochodów i samolotów, którymi przemieszczali się, by te płyty realizować, do zakątków świata, gdzie rodziła się muzyka. Mówi nam też, że inspiracje można znaleźć wszędzie - na ulicy, w zawołaniu handlarza owocami i w sinusoidach tworzonych w tajnych laboratoriach; mówi, że muzyka jest blisko życia, blisko umiłowanych osób zawartych potem w utworach i ich tytułach - jak na przykład córka Jessika i jej zabawki*.

 

     W swej autobiografii Hancock ukazuje nowojorskie środowisko jazzowe, swe pierwsze wzorce, pisze o przyjaźni z muzykami, o transformacji muzyki z takiej, przy której publiczność siedząca na krzesłach musiała przeistoczyć się w taką, przy której może się bawić i tańczyć, o obawach ludzi przed postępem. Nakreśla też kulisy produkcji płytowych i funkcjonowanie największych firm płytowych, dla których nagrywał od 22-go roku życia. Okaże się także aktywistą na polu identyfikacji rasowej i kulturowej, poszerzającym swą świadomość w dobie ruchu o prawa obywatelskie, a właściwie – wobec zabójstw Martina Luthera Kinga, Roberta Kennedy’ego i Malcolma X – w okresie, kiedy ruch ten przeradzał się w bardziej radykalny bunt.

 

     Kładzie nacisk na rzeczy, które postrzega za ważniejsze niż sama muzyka - na religię, mówiąc o tym, że na początku było słowo (dźwięk), lecz on zamiast biblijnej, wybrał buddyjską wersję tego dźwięku –nam-myoho-renge-kyo. Choć nie jest przekonany do reguł grzechu i kary, nieba i piekła, w swej opowieści udaje mu się nakreślić takowe - kiedy otrzymuje prestiżowe nagrody i kiedy pozostaje w szponach narkotykowego nałogu, a jego życie wymyka się spod kontroli.

 

     W ponad 70-letniej życiowej podróży Hancock zmieniał swe muzyczne oblicze niczym kameleon*. Udowodnił, że jest osobą zdolną rozebrać jazz na czynniki pierwsze - jak zegarki i tostery z okresu jego dzieciństwa. Flirtował z awangardą Dolphy’ego, z funkowymi rytmami czarnych dzielnic, bawił się najnowocześniejszymi technologiami jak dzieciak swymi zabawkami. Najważniejszym wydaje się być współpraca z Davisem, której poświęca dużo miejsca.

 

    Herbie jest też pierwszym jazzmanem, który łączy beaty i bity. Coś, co z trudem przychodzi pani tłumaczce, raczącej nas „latynoskimi bitami” i „bitami na 4/4”. Tłumaczka dołożyła nam także „tejki”, „trójki” i „siódemki” (interwały tercji i septymy). Dodam też, że w specyficznym żartobliwym sformułowaniu Shortera, sadzającego kolegów w swym samochodzie – „You get in front, and you get in black” nie chodzi o podobieństwo brzmienia słów black/back, lecz o fakt, iż dla czarnych zawsze przewidziany był tył autobusu.

 

      Wróćmy jednak do Hancocka. Wydaje się, że złożoność jego gry potrafi zachwycać i jednocześnie przerażać, jest czasami jak istny kataklizm. Jednak, by zabrać się z nim w muzyczną eskapadę i nie odczuwać strachu trzeba w tym nadchodzącym z zapowiedzią zniszczenia huraganie pozostać w jego oku*. Tam jest najbezpieczniej.

 

     Nawet jeśli nie zapłaczemy przy jego muzyce, nawet jeśli nie pomodlimy się przy niej do któregoś z bogów i nie uśmiechniemy się pełni dziecięcej radości w związku z wizją raju na ziemi, to z pewnością uda nam się pobujać w rytm jego akustycznych jak i elektrycznych utworów - i przy tych dźwiękach zatańczyć. Razem z delfinami*.

 

prof. dr hab. Jacek Niedziela Meira

 

*“It’s a Wonderfull World” - hit Louisa Armstronga z lat 60. XX w.

*„Maiden Voyage” - tytuł znanej kompozycji H. Hancocka.

* „Jessica”, „Toys” - tytuły kompozycji H. Hancocka.

*„Cameleon” - hit Hancocka z lat 70.

*“Eye of Huricane“ - tytuł kompozycji H. Hancocka.

*“Dolphin Dance” - tytuł kompozycji H. Hancocka.

AutobiografiaHH

czwartek, 03 wrzesień 2015 00:40

Wrzesień jest miesiącem nie tylko bogatym w naukę, ale i również w doznania artystyczne, dlatego też zachęcamy Państwa do zapoznania się z aktualną ofertą teatralną. Specjalnie dla Państwa umieszczamy poniżej repertuary na wrzesień z kilku wybranych teatrów, mamy nadzieję, że będą mogli Państwo odszukać w nich coś dla siebie.

piątek, 28 sierpień 2015 08:00

I Fragment (lutniczy)- rozdział 1

Wprawa prawego przegubu, wykonującego ledwie centymetrowe, czasem jeszcze krótsze, półkoliste ruchy, graniczyła z mechaniczną rutyną. Pewna w dążeniach dłoń chowała w swym zagłębieniu niemal cały trzonek, w którym zakotwiczona była ostrzejsza część dłutka. Pod tą maską zdecydowania brzmiała jednakże nuta niepokoju. Jeden nieuważny ruch, podobnie jak w pracy nad marmurową rzeźbą, zwłaszcza w końcowej fazie dzieła, mógł w zasadniczym stopniu popsuć efekt finalny.

Drewniana płyta w cierpliwym procesie odchudzania, do którego wykorzystany został bogaty zasób narzędzi, w miarę upływającego czasu przybierała kształty i rozmiary wytyczone precyzyjnymi, grafitowymi oznakowaniami. Ołówkowe obrysy o ósemkowym kształcie, niczym górskie poziomice, wyznaczały na bardziej szczegółowych niż turystyczne mapach grubość i wysklepienie płyty rezonansowej, do której dążyły fachowe pociągnięcia przyborów. Warstwice – bo taką fachową nazwę noszą – dziurkowane były precyzyjnymi nawierceniami i w pewnym momencie wyglądały jak zamknięty jeden w drugim krąg różańców, z otworkami w miejsce paciorków. Dłutko dochodziło do w ten sposób wyznaczonej głębokości, a następnie oddawało pole precyzyjniejszym przyborom, wreszcie – szlifującemu papierowi.

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama