reklama
Magazyn WhyStory logo
reklama
Technologie i Motoryzacja > ekologia
wtorek, 27 czerwiec 2017 13:51

Ponad 40% mieszkańców Zabrza korzysta z usług Zabrzańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej Sp. z o.o. Magazyn WHY Story, w wyniku Analizy Wyborów Konsumenckich, przyznał ZPEC Sp. z o.o. tytuł „The Best & More” za wytwarzanie i przesył ekologicznego oraz bezpiecznego ciepła systemowego, a także efektywne zarządzanie przedsiębiorstwem oraz wspieranie inicjatyw społeczno-kulturalnych w mieście.

ZPEC2

Zabrzańskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej Sp. z.o.o. jest specjalistycznym przedsiębiorstwem ciepłowniczym o wieloletnim doświadczeniu, które zajmuje się wytwarzaniem, przesyłem i dystrybucją ciepła systemowego. Zaspakaja potrzeby odbiorców w zakresie centralnego ogrzewania i ciepłej wody od 1970 r. W tym czasie firma, podlegając procesom restrukturyzacji, przeszła drogę od przedsiębiorstwa państwowego, poprzez komunalne, aż po spółkę prawa handlowego. Swoją wysoką pozycję na rynku zawdzięcza efektywnemu oraz nowoczesnemu zarządzaniu, innowacyjnym technologiom, ekologicznym rozwiązaniom oraz szeroko propagowanej odpowiedzialności społecznej. Zdobytą wiedzą oraz doświadczeniem w kwestii zarządzania, w tym finansami, dzieli się ze swoimi kontrahentami również zagranicznymi, np. z Ukrainy.

poniedziałek, 18 lipiec 2016 14:14

Na branżowym portalu "Teraz Środowisko" pojawił się obszerny artykuł o Zabrzu, laureacie ubiegłorocznej edycji konkursu Eco-Miasto organizowanego przez Ambasadę Francji. Traktuje o uporządkowaniu gospodarki wodno-ściekowej.

"W pierwszym, zakończonym w 2009 roku etapie, wykonano ok. 127 km kanalizacji sanitarnej wraz z przepompowniami ścieków, powstało też ok. 101 km kanalizacji deszczowej wraz z podczyszczalniami wód deszczowych, ok. 13 km wodociągów przesyłowych oraz ok. 76 km sieci wodociągowej rozdzielczej. Ponadto zmodernizowano Stację Uzdatniania Wody w Grzybowicach i przebudowano oczyszczalnię ścieków „Śródmieście”. W efekcie stopień skanalizowania miasta zwiększył się z 97,28 proc. do 99,40 proc. Do sieci przyłączyło się 3780 mieszkańców, z kolei mieszkańców przełączonych ze zlewni sieci ogólnospławnej i sieci odprowadzającej ścieki wprost do odbiornika było 6866. Łącznie więc na realizacji projektu skorzystało 10646 osób.

sobota, 14 maj 2016 10:49

Co zrobiliśmy i robimy?

 

W ciągu ostatnich 10 lat miasto Katowice zrealizowało szereg zadań inwestycyjnych związanych z termomodernizacją budynków użyteczności publicznej. Prace przeprowadzone zostały na 33 obiektach, a łączny koszt zadań wyniósł prawie 139 mln zł.

Od 2010 roku wsparliśmy wymianę ponad 1 500 źródeł ciepła oraz montaż prawie 550 instalacji wykorzystujących odnawialne źródła energii na łączną kwotę 11 mln zł.

We współpracy z różnymi podmiotami i jednostkami organizacyjnymi prowadzimy szereg działań edukacyjno-informacyjnych, związanych z ochroną środowiska, w tym w zakresie ochrony powietrza i gospodarowania odpadami. Dodatkowo, w ramach działań edukacyjno – informacyjnych, miasto Katowice od 2009 roku prowadzi tematyczny portal internetowy www.katowice.energiaisrodowisko.pl.

Wraz z innymi partnerami organizujemy corocznie dwie duże imprezy tematyczne - Leśny Piknik Rodzinny „EKOODPOWIEDZIALNI” (kolejna edycja już 22.05.2016 r. – Katowicki Park Leśny), „Dni Energii Miasta Katowice” (kolejna edycja już 24.09.2016 r. – Plac Kwiatowy, Rynek).

Jako jedno z nielicznych miast posiadamy „Plan działań krótkoterminowych w przypadku wystąpienia nadmiernej imisji szkodliwych substancji w powietrzu” (PDK). Dokument ten definiuje poziomy wprowadzania PDK w przypadku przekroczeń norm zanieczyszczenia powietrza, wraz z określeniem procedur informowania społeczeństwa oraz realizacji zadań przez poszczególne komórki i jednostki organizacyjne miasta Katowice.

Aby rozszerzyć zakres działań związanych z ochroną powietrza, współpracujemy w ramach różnych zespołów i komisji z innymi miastami aglomeracji, województwa i kraju. Będziemy także uczestniczyć w posiedzeniach zespołu powołanego przez Marszałka Województwa Śląskiego w celu przygotowania tzw. „uchwały antysmogowej”.

Wyniki pomiarów stacji automatycznej zlokalizowanej w Katowicach przy ul. Kossutha wskazują spadek średniorocznego stężenia pyłu PM10. Potwierdza to, że działania miasta Katowice oraz pozostałych miast aglomeracji wpływają na poprawę jakości powietrza w naszym regionie.

Co planujemy zrobić?

Obecnie miasto skupia się na przygotowaniu i realizacji wysokonakładowych zadań inwestycyjnych dofinansowanych ze środków Unii Europejskiej, w tym przede wszystkim termomodernizacji budynków, wymiany oświetlenia ulicznego oraz przebudowy infrastruktury transportowej.

Oprócz dotychczas realizowanych zadań planujemy przede wszystkim intensyfikację działań informacyjno- edukacyjnych, poprzez organizację spotkań i szkoleń dla mieszkańców, zarządców i przedstawicieli MŚP w zakresie problematyki ograniczania niskiej emisji. Planujemy także utworzenie w mieście Katowice „Centrum Informacji o Efektywności Energetycznej”.

Dodatkowo, w ramach jednej z inicjatyw projektowych finansowanych ze środków Unii Europejskiej planujemy, wraz z partnerami z Europy, złożyć wniosek o dofinansowanie i uruchomienie „Systemu monitoringu powietrza dla miasta Katowice”.

Najważniejszym z planowanych na kolejne lata zadań dla miasta Katowice jest uruchomienie od 02.01.2018 r. „Programu Ograniczenia Niskiej Emisji dla Miasta Katowice”. Zgodnie z wykonanymi szacunkami planujemy w ciągu kolejnych 10 lat przeznaczyć po 10 mln zł rocznie na działania związane ze zmianą sposobu ogrzewania budynków (10x10). Założono, że rocznie 5 mln zł przeznaczone zostanie na dotacje do zmiany systemu ogrzewania dla mieszkańców i innych podmiotów, natomiast drugie 5 mln zł przeznaczone zostanie na likwidację niskiej emisji w zasobach mieszkaniowych gminy. Wymieniony wyżej program i jego główne założenia będą na początku przyszłego roku przedmiotem szerokich konsultacji społecznych.

 

piątek, 08 kwiecień 2016 15:32

„Zbierzmy się do kupy” w Katowicach

 

Z tym problemem spotkał się chyba każdy. Denerwuje niemal wszystkich. Jest przyczyną degradacji przestrzeni publicznej i wielu groźnych chorób. Pomimo tego, żadne miasto do dziś nie poradziło sobie z nim. Czy akcja „Zbierzmy się do kupy” uwolni nasze miasto od problemu psich odchodów? Wszystko zależy od nas samych, mieszkańców, nie tylko właścicieli psów.

 

Pod koniec ubiegłego roku akcję walki z psimi kupami zainaugurowano w Katowicach. Siły połączyły w Katowicach połączyli Urząd Miasta, Zakład Zieleni Miejskiej, Straż Miejska i społecznicy. Inicjatywa organizowana przez katowicki magistrat odbywa się pod hasłem „Zbierzmy się do kupy”. Obejmuje między innymi prelekcje w szkołach na temat konieczności sprzątania po psach.

- Przykłady z innych miast pokazują, że to często najmłodsi mają pozytywny wpływ na rodziców i dziadków. Celem naszej akcji jest zmiana myślenia, przyzwyczajeń właścicieli czworonogów, sprawienie żeby stworzyła się moda na sprzątanie po swoim psie. Niesprzątanie jest i ma być obciachowe – podkreśla Barbara Lampart, naczelnik Wydziału Kształtowania Środowiska Urzędu Miasta Katowice.

Wkrótce do wielu bloków w Katowicach trafią ulotki i plakaty promujące akcję i informujące o karach za niesprzątanie. Straż Miejska uruchomiła specjalny adres e-mail: dokupy@katowice.eu dla osób, które chciałyby zawiadomić o tym, że ktoś w okolicy nie sprząta po psie. Można też zadzwonić pod numer 32 494 02 41.

„Zbierzmy się do kupy” to działanie, które w walkę o czyste trawniki i ulice angażuje właścicieli psów oraz mieszkańców nie posiadających czworonogów. Poważne i wielowątkowe podejście do problemu może sprawić, że w Katowicach dokona się zmiana. Do tej pory działania akcji zdecydowanie były nastawione na edukację. Straż Miejska zapowiada jednak zmiany. - Nie będzie pobłażania, w tym roku częściej sięgać będziemy po bloczek mandatowy, recydywiści mogą spodziewać się mandatu w wysokości 500 zł, a jak to nie pomoże - wniosków o ukaranie  do sądu.  Zwykłego pouczenia, z którego bardzo często do tej pory korzystaliśmy, będziemy udzielać w wyjątkowych sytuacjach – podkreślił Mariusz Sumara, zastępca Komendanta Straży Miejskiej w Katowicach.

Okazuje się, że działania edukacyjne Miasta Katowice i Straży Miejskiej przynoszą efekty. - Już dziś widzimy pozytywne skutki akcji „Zbierzmy się do Kupy”. Mieszkańcy częściej zwracają uwagę osobom, które po psach nie sprzątają. Dużą nadzieję upatrujemy w olbrzymiej rzeszy młodych właścicieli psów, którzy sprzątają psie kupy i dają dobry przykład. Sprzątanie po psie musi stać się modne – zaznacza Adam Skowron, radny Rady Miasta Katowice, jeden z inicjatorów akcji.

Na konferencji byli także obecni przedstawiciele organizacji pozarządowych, które są Partnerami akcji:Fundacja Przystanek Schronisko (którzy przybyli na konferencję razem z psami),  Fundacja SmartVet „Kochamy Zwierzęta”, Stowarzyszenie Instytut Regionalny w Katowicach oraz Fundacja For Animals. Mamy kolejne zgłoszenia od organizacji, które chcą się włączyć w akcję.

Podczas konferencji przedstawiono organizacje społeczne, które włączyły się do akcji. Nagrodzono także zwycięzców konkursu na najciekawsze hasła edukacyjne, które znajdą się na tabliczkach, które będą umieszczone na zieleńcach i trawnikach. Spośród 73 przesłanych zgłoszeń, wybrano 8: „Kupa do kosza, a będziesz mieć czystego kalosza”, „Wyrzuć pupila kupy, a będziesz mieć czyste...sumienie”, „Twojemu psu jest wstyd za Ciebie”, „Czyś jest babcia czy babeczka zbieraj kupy do woreczka!”, „KUPY pieniędzy byś tak nie zostawił...(mandat 500zł), „Masz psa, masz i obowiązek”, „Twój pies, Twoja kupa!” a także „Sprzątej do hasioka kupy swego psioka” – hasło autorstwa pani Moniki Muc, które zostało szczególnie wyróżnione.

Łącznie w Katowicach w ramach akcji zostanie wbitych ponad 400 tabliczek z w/w hasłami.

Psie kupy fakty i mity

Mit: Psie kupy to doskonały nawóz i użyźniają trawniki.

Fakt: Psie odchody są toksyczne dla trawników i niszczą roślinność.

Mit: Psia kupa to po prostu nieszkodliwy śmieć.

Fakt: Odchody psów mogą zawierać bardzo niebezpieczne (szczególnie dla dzieci) choroby.

Mit: To służby miejskie powinny sprzątać po psach.

Fakt: Obowiązek sprzątania według polskiego prawa spoczywa na właścicielu, a niesprzątanie to wykroczenie zagrożone karą.

Mit: Psie odchody można wyrzucić tylko do odpowiedniego kosza.

Fakt: Psie odchody można wrzucić do każdego ulicznego kosza.

W ramach akcji „Zbierzmy się do kupy” ogłoszono wśród mieszkańców Katowic konkurs na portalu społecznościowym  na hasło zachęcające właścicieli psów do sprzątania psich kup. W wyniku konkursu wybrano 8 haseł,  które zostaną umieszczone na tablicach rozlokowanych w parkach i na skwerach na terenie Katowic.

Maciej Stachura

 Rzecznik Prasowy Urząd Miasta Katowice     

 

sobota, 12 marzec 2016 10:33

Ekologia i ekonomia

 

Kasia wybudowała setki domów dla klientów, trzy dla siebie i rodziny. Gdzie mieszka obecnie? W domu ukochanego… Najpierw zobaczyła jego piękny dom przy drodze, którą jechała do pracy, potem zdobyła się na odwagę, żeby powiedzieć mu, co myśli o jego guście, aż w końcu wyszła za niego za mąż i wprowadziła się do budynku, którego nie zbudowała...

 

Katarzyna, szykowna pięćdziesięciokilkulatka, inżynier budownictwa. Po ukończeniu studiów na Politechnice Krakowskiej, pracuje przez kilka lat jako nauczycielka przedmiotów zawodowych w technikum budowlanym. Wychodzi za mąż, rodzi córkę, Magdę, i w 1989 roku wyjeżdża z rodziną do Niemiec. - Chcieliśmy polepszyć sobie warunki życiowe, było to kilka miesięcy przed zburzeniem muru berlińskiego – wspomina. - Gdyby zdarzyło się to wcześniej, może byśmy zostali w Polsce. W Niemczech mieszkają przez dziewięć lat. Początki są trudne, jak to bywa w sytuacji imigrantów. Większość czasu spędzają na kursie języka niemieckiego. Wynajmują niewielkie mieszkanie, mąż Kasi znajduje pracę w biurze projektów, a ona po dwóch latach, będąc w ciąży z drugą córką – Agatką, zakłada własną działalność gospodarczą. Jako podwykonawca przygotowuje projekty dla firmy, która buduje domy pod klucz, na bazie budownictwo szkieletowego.

- Budowanie domów metodą szkieletową było 20 kila lat temu zupełnie nową technologią w Polsce, w ogóle nie uczyliśmy się tego na studiach – przyznaje Kasia. - Znałam ją tylko ze słyszenia. Metoda ta oparta jest na tzw. technologii szkieletu drewnianego ciężkiego, który jest popularny szczególnie na rynku niemieckim, szwajcarskim czy austriackim. Konstrukcję budynku stanowi drewno, słupy drewniane, podwalina, która jest z drewna, oczep, który spina na górze ściany. Od tzw. tradycyjnych domów, budowanych z materiałów ceramicznych z cegły, pustaka, czy ytongu różni się tym, że tu cała konstrukcja jest drewniana. Wypełnieniem między słupami, czyli elementami konstrukcyjnymi, jest wełna mineralna. Są to domy ekologiczne, ekonomiczne i bardzo szybko się je buduje.

Od swojego zleceniodawcy Kasia otrzymuje gruby segregator z dokumentacją zawierającą wszystkie szczegóły: rozrysowane przykładowe ściany, połączenia okien, parapetu. Musi sama się tego wszystkiego uczyć, przeanalizować rysunki, dopytać się o trudniejsze kwestie, aż w końcu stwierdza, że już wie tyle, że może samodzielnie zająć się projektowaniem. Jest skrupulatna, nie popełnia błędów, więc otrzymuje coraz więcej zleceń. Miesięcznie wykonuje od 10 do 12 projektów, a rocznie od 100 do 120, więc łatwo obliczyć ile ich przygotowuje w ciągu sześciu lat pracy dla tej firmy. - Moje pierwsze projektyzweryfikowały moją przydatność, a praca ta stanowiła dla mnie ważne źródło dochodów.

 

Pierwszy własny dom: przewaga funkcjonalności nad formą oraz konsekwencja planowania

Kiedy Agatka skończyła trzy lata, rodzina Zosi wprowadza się do domu całkowicie przez nią zaprojektowanego. Mieszkają tu ponad cztery lata. Decyzję o jego zbudowaniu podejmują po dwóch latach pobytu w Niemczech. - Zaprojektowałam go zupełnie sama, bo kto miał wiedzieć lepiej niż ja, jaki dom będzie odpowiedni dla mojej rodziny! - mówi z rozbrajającą szczerością. Kiedyś chciała studiować architekturę, to było niespełnione marzenie, które później stało się jej hobby. Mieszkając wcześniej w M3 czy M4, Kasia dowiaduje się czego potrzebuję jako żona i matka dwójki dzieci oraz jako kobieta prowadząca własną działalność gospodarczą.

Tak projektuje swój pierwszy 140-metrowy dom (podpiwniczony, z pojedynczym wolnostojącym garażem), żeby był przede wszystkim funkcjonalny, a nie tylko piękny.- Wreszcie oprócz balkonu mogłam mieć swój ogródek i taras. Od razu wiedziałam, że dojście do niego ma być jak najprostsze, bez zbędnego pokonywania meandrów między fotelami i innymi meblami. Miał być więc blisko kuchni, ewentualnie aneksu, żebym niosąc tacę z napojami nie musiała się o nic potykać – mówi z przekonaniem. Zosia woli mieć o wiele mniejszą kuchnię, ale ważna jest dla niej spiżarka, w której umieszcza słoiki i wszystkie inne produkty spożywcze wymagające niższych temperatur. Kuchnia jej zdaniem ma być takim miejscem, żeby obracając się wokół własnej osi, miała dostęp do zlewu, lodówki i pieca.

Ponadto ktoś, kto mieszka w bloku z całą rodziną wie, co go denerwuje i czego mu brakuje, np. miejsc, w które można odstawić odkurzacz, deskę do prasowania, wiaderko z mopem, buty, buciki, itp. Dlatego projektuje garderobę od razu przy wejściu do domu, a nie małą wnękę, gdzie ciągle tworzyłby się bałagan ze względu na natłok ubrań, gdzie „winogrona” czapek, szalików ciągle spadałyby z wieszaków. Powstaje zamykana garderoba, z okienkiem, żeby była możliwość wietrzenia, aby pozbyć się niepożądanych zapachów, żeby wysuszyć buty, np. po powrocie dziewczynek z sanek.

Łazienka stanowi kolejne wyzwanie, bo w bloku bez względu na to, jak ją zagospodarowała i posprzątała, zawsze panował bałagan. Brakowało zamykanego miejsca na schowanie środków piorących, czyszczących, zmywaków, gąbeczek, szczoteczek, stert brudnych ubrań dzieci. Teraz może zaprojektować sobie taką, z której jest niewyobrażalnie dumna, która spełnia wszystkie jej wymagania. Bezpośrednio z łazienki jest wejście do pomieszczenia gospodarczego - domowej pralni z blaszanym zlewozmywakiem, pralką i suszarką rozłożoną na stałe. Miejsce to jest odpowiednio wentylowane dzięki oknu dachowemu. – Z praniem szło się do tego „brudownika”, gdzie pomimo nazwy jaką mu nadaliśmy, było czysto i miło, i miałam nareszcie taką łazienkę, jaką zawsze chciałam mieć - schludną i estetyczną.

Ostatnim, jednak bardzo ważnym, pomieszczeniem, które Zosia projektuje w tym domu jest jej duże biuro w piwnicy z osobnym wejściem, tak żeby klient nie musiał wchodzić na teren domu, tylko bezpośrednio do jej pracowni. Tam umieszcza biurka, stoły z komputerami i tam pracuje najczęściej nocami. - Chciałam mieć własną firmę, a nie szukać u kogoś zatrudnienia ze względu na małe dzieci. To była jedyna możliwość, żeby być przede wszystkim matką, a później przy okazji jeszcze pracować zawodowoi zarabiać własne pieniądze – wspomina, odgarniając energicznie jasne włosy z delikatnej twarzy. - Natkę zawoziłam rano do przedszkola, a potem albo gotowałam, albo sprzątałam, albo projektowałam. Najczęściej pracuje jednak nocą, kiedy wszyscy śpią, jest wtedy cicho, ma wreszcie spokój i może się skupić na planie domu, który aktualnie wykonuje. Teraz już by tak nie potrafiła, nie lubi się skarżyć, ale pamięta ten czas jako okres nieustannego zmęczenia i niedospania. Jej praca polega na planowaniu, nie od strony architektonicznej, bo dostaje od architekta mniej więcej gotową koncepcję, sama jednak musi to przełożyć pod kątem inżyniersko-budowlanym. Ustala, jaki ma być rozkład pomieszczeń często jedynie na bazie szkiców, które otrzymuje, wielokrotnie przygotowanych odręcznie z naszkicowanym zaledwie obrysem domu z podaną jego szerokością i wysokością kalenicy (najwyższą częścią dachu utworzoną na przecięciu połaci dachowych), a Zosia musi dopracować ten projekt tak, żeby ten dom funkcjonował, zaplanować wszystkie szczegóły techniczne: elektrykę, kanalizację, ogrzewanie.

Swój dom projektuje od samego początku, osobiście załatwia pozwolenie na budowę, ale do prac technicznych zatrudnia firmę, której pracę nadzoruje. Zauważa, że przewaga jakości usług firm niemieckich nad polskimi jest wówczas ogromna, obecnie nie ma już takich różnic. Natomiast ma większe trudności z zorganizowaniem w Niemczech takiego miniprzetargu dla kilku firm na wykonanie domu na podstawie własnego projektu.

Sama wybiera kafelki, materiały na podłogi, blaty i fronty mebli kuchennych. - Pierwszym problemem była rozbieżność finansowa pomiędzy tym, co mi się podobało, a tym, na co mogłam sobie pozwolić. Wchodziłam do studia z kafelkami, natychmiast wpadały mi w oko te, które chciałam mieć u siebie, a one były oczywiście najdroższe i nie stać mnie byłona nie– opowiada. - Ponadto, praktycznie po raz pierwszy mierzyłam się z problemem wyboru, w tamtym czasach nie miałam takich dylematów, w Polsce nie było takiej sytuacji, bo u nas trudność stanowiło znalezienie jakichkolwiek materiałów remontowo-budowlanych. Trzeba iść na kompromis, zabiera dwuletnią córeczkę i udaje się na poszukiwanie końcówek serii, z których robi później piękną toaletę. W ten sam sposób znajduje też porcelanowe kafle na kominek.

- Od wbicia łopaty w grunt do momentu wprowadzenia się upłynęło dokładnie dziewięć miesięcy, trwało to tyle, co ciąża – śmieje się. Zaważa też, że dom powinien być skrojony pod jego właściciela czy użytkownika – taki na własną miarę. Dlatego każdy jej dom był inaczej zaprojektowany.

 

Powrót do Polski i budowanie nowego domu

Do Polski wraca wraz z rodziną w 2000 roku. Już wcześniej kupują działkę budowlaną oraz składa wniosek o pozwolenie na budowę, przygotowując sobie powrót do ojczyzny. Kolejny dom ma być skrojony na ich nowe potrzeby. Dzieci są już nieco starsze, młodsza córka ma rozpocząć naukę w szkole, a starsza pójść do 8 klasy. - Ja też, zawodowo, chciałam iść do ludzi, mieć z nimi częstsze kontakt, więc nie planowałam biura w domu. W tych okolicznościach stwierdziłam, że piwnica nie będzie nam potrzebna - zauważa. Nie chce też ozdobnych balkonów, bo to zawsze stwarza ryzyko dla bezpieczeństwa dzieci, a stanowi niepotrzebny wydatek oraz przysparza dodatkowego wysiłku podczas mycia kafelków, utrzymywania go w porządku. Stwierdza natomiast, że można wprowadzić więcej światła do sypialni dzięki balkonom francuskim. Projektuje tym razem dwa tarasy, jeden przy samej kuchni i drugi z dużego pokoju dziennego. Częściej jednak korzystają z tego pierwszego, który jest częściowo zadaszony, więc daje schronienie przed wiatrem, słońcem i niewielkimi opadami. - To było nasze ukochane miejsce, tam się jadło śniadanie w weekendy, obiady w ciągu tygodnia, tam dzieci odrabiały zadania. Tam też przyjmowaliśmy gości. Żałuje tylko, że dom nie jest zbudowany metodą szkieletową, bo byłby cieplejszy i bardziej ekonomiczny w użytkowaniu, ale nie zna wtedy takiej firmy, która mogłaby im go wybudować Polsce. - Pierwszy dom też nie był szkieletowy, bo nie miałam ugruntowanej wiedzy na ten temat – przyznaje. -Tkwiłam jeszcze w przekonaniu, że co murowany, to murowany.

Kiedy planuje drugi dom, rozważa już takie rozwiązanie, ale wtedy jeszcze Internet nie działał tak, że można było jednym kliknięciem zdobyć wszystkie informacje czy poszukać opinii na forum. W budowie domu pomaga jej ojciec, który jest inspektorem budowlanym. Powstaje on w pobliżu rodzinnego Bielska, kilkaset kilometrów od domu rodziców. Fundamenty i mury stawia jej polecona trzyosobowa firma. Wówczas nie ma już w Polsce problemów z zakupem materiałów budowlanych, trzeba tylko poświęcić więcej czasu, ale to też nie stanowi problemu, ponieważ Kasia świadomie nie podejmuje przez jakiś czas pracy zarobkowej. Poświęca go na wybudowanie domu i pomaganie dzieciom w asymilacji w nowym kraju ich zamieszkania oraz w nauce. Starsza córka po przejściu ze szkoły niemieckiej do polskiej ma problemy ze zrozumieniem lektur pianych w języku staropolskim. Kasia czyta je z nią i tłumaczy na język współczesny. Uczy ją też matematyki, fizyki, chemii, bo jednak w Polsce jest wyższy poziom nauczania z tych przedmiotów, tak długo aż dziewczyna wyrównuje różnice programowe .

W Niemczech firma budowlana sama organizowała materiały, a Kasia zajmowała się tylko wykończeniówką: okładzinami, malowaniem, tapetowaniem czy kafelkowaniem i nie musiała interesować się etapem wylewania stropu, który jest bardzo ważny. W Polsce to ona jest odpowiedzialna za zakup desek w tartaku, żeby móc zaszalować strop. Nie jest to dla niej jako dla inżyniera budownictwa trudne, ale jednak bardzo czasochłonne i wyczerpujące. Sama zamawia i wylicza ilość belek stropowych, pustaków, betonu jaka jest potrzebna. Wielokrotnie ma dosyć. - Zrobili mi zły drenaż i po dwu tygodniach ciągłych opadów już widziałam, że coś jest nie tak, że ściana jest ciągle wilgotna, a powinna podsychać. Odkopywaliśmy całą opaskę, zakładaliśmy na nowo izolacje pionową, bo się okazało, że mi folie kubełkową źle położyli, nie tak jak powinni, a ja tego wcześniej nie zauważyłam – wspomina już teraz z dystansem.

Dopiero po kilku wpadkach, zdaje sobie sprawę, że choć asortyment materiałów na ówczesne czasy w Polsce jest już bardzo dobry, wystarczający, żeby wybudować dom wysokiej jakości, to w parze z tym nie idzie wiedza robotników. - Wiadomo, że skuteczną izolacją pionową jest folia kubełkowa, kiedyś to robiono w ten sposób, że masą bitumiczną smarowało się fundamenty, natomiast są to ściany fundamentowe i to była izolacja pionowa, którą stosowano przez dziesiątki lat – tłumaczy. - Ja kupiłam folię kubełkową, ale nie przyszło mi do głowy, ze muszę jeszcze tłumaczyć tym moim budowlańcom, że należy tymi kubełkami oprzeć ją o ściany fundamentowe. Idea tej izolacji polega na tym, żeby pozostawić wolną przestrzeń między ścianą fundamentową a folią - jest to przestrzeń powietrzna, która jest wentylowana i która powoduje, że jeśli pojawia się jakieś zawilgocenie, to jest możliwość odeschnięcia. - Była przekonana, że moi fachowcy o tym wiedzą, i wtedy po raz pierwszy pomyślałam sobie, że z jednej strony sprowadzamy lub produkujemy innowacyjne materiały, o których jeszcze kilkanaście lat temu nam się nawet nie śniło, ale z drugiej - budowlańcy na poziomie murarzy po prostu nie mają jeszcze dostatecznej wiedzy, jak z nich korzystać. Po niecałym roku udaje się im wprowadzić.

Znajduje pracę w firmie budowlanej pod Bielskiem, która produkuje domy szachulcowe oparte na konstrukcji drewnianej. Wysyła je, składa i wykańcza pod klucz w Niemczech, głównie w okolicach Berlina. Niestety firma plajtuje, ale już po tygodniu dzwoni do niej ich strategiczny kontrahent z propozycją współpracy. Zosia, po chwili zastanowienia, przyjmuje propozycję. Zatrudnia pracowników i zakłada spółkę wraz z bratem. Prowadzi ją nadal, czyli od piętnastu lat. Jest dumna ze swoich domów, bo wyglądaj atrakcyjnie, można je szybko zbudować i są energooszczędne. Można też szybko się do nich wprowadzić, gdyż w domach budowanych metodą tradycyjną, w których stosuje się tzw. techniki mokre należy odczekać kilka miesięcy, aż wszystko wyschnie i woda wyparuje. - Taki budynek powinien przeżyć zimę w stanie niezamkniętym. W pierwszych naszych domach czuliśmy wilgoć już w nim mieszkając – przyznaje. - Starzy budowlańcy tak mówią: na wiosnę stawiasz mury, więźbę dachowa, przykrywasz dachówką, zabezpieczasz ten dom, ma już kapelusz - nie będzie się na niego lało - i nawet nie montujesz okien, tylko zabijasz deskami, i tak ten dom przezimuje, co ma z niego odeschnąć, co ma przehulać wiatr. Kasia twierdzi, że są takie agregatory na rynku, które są w stanie wyciągnąć wilgoć, tylko pośpiech nie jest wskazany w przypadku domów tradycyjnych. Twierdzi natomiast, że w przypadku domu szkieletowego, można się do niego wprowadzić po trzech miesiącach.

 

Kolejne domy

Po rozstaniu z mężem w 2007 roku sprzedaje dom. Kasia wynajmuje mieszkanie i kupuje po długich poszukiwaniach kolejną działkę. - Nie jestem ogrodniczką, lubię mieć ogród, ale nie mam chęci „wokół niego chodzić”, lubię mieć roślinki, ale nie jestem z tych, którzy do nich mówią i każdą sobotę będą spędzać na ich plewieniu – mówi. - Chciałam więc, żeby to było coś, co mi daje wokół zieleń, odpoczynek i to, co przy domach zwykle bywa, ale nie żeby mnie obciążyło. W tej sytuacji kupuje większa działkę, dzieli ją na dwie części i buduje dom bliźniak metodą szkieletową. Zgodnie z obowiązującym przepisami, które pozwalają na dokonanie podziału domu w stanie surowym zamkniętym, dokonuje podziału budynku i działki. Drugą część sprzedaje.

Zachowuje dla siebie dom o powierzchnię 100 m2. Składa się on także z pomieszczenia zewnętrznego gospodarczego i wiaty garażowej. Jedynej rzeczy, której nie była w stanie zmieścić to dodatkowa garderoba przy wejściu, ale nie było to już potrzebne jej dużym córkom. Ustawiła solidną szafę na okrycia oraz komodę na buty i to im wystarczyło.

Paradoksalnie, chociaż Kasia jest inżynierem budownictwa i wybudowała tyle domów, życie tak się jej układa, że obecnie nie mieszka w żadnym z nich – serce wybrało inaczej. - Jeżdżąc do pracy, codziennie byłam świadkiem powstawania pewnego domu, tylko nie wiedziałam, kto jest inwestorem. Każdego dnia zauważałam postępy w pracach i coraz bardziej mi się podobało – opowiada swoją historię. - Większość kobiet pewnie zwraca uwagę na inne rzeczy, ja patrzę na domy, np. kiedy jadę autem, to myślę: ten budynek jest naprawdę ładny, a tamten ma brzydką dachówkę, każdy wyróżnia się jakąś szczególną cechą. Zawsze chciała mieć taki bungalow w kształcie litery L, doceniła też dachówkę, ale wtedy nie miała pojęcia, że kiedyś tu zamieszka...

Beata Sekuła

 

reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama
reklama